Ślęza Wrocław wysoko pokonała Enea AZS Poznań 83:59. Zawodniczki Arkadiusza Rusina poprawiły grę w obronie, dzięki czemu odniosły pierwsze zwycięstwo w tym roku. Double-double zanotowała Cierra Burdick, która trafiła 21 punktów i zaliczyła 11 zbiórek.

W pierwszym meczu obu drużyn górą okazały się zawodniczki Ślęzy Wrocław. Na wyjeździe pokonały rywalki 91:50. Przed spotkaniem rundy rewanżowej w składzie brązowych medalistek Energa Basket Ligi Kobiet doszło do zmian kadrowych. Z zespołu odeszła Monika Naczk. W jej miejsce do drużyny wróciła Elina Dikeoulakou. Poznanianki przystępowały do spotkania bez liderki Jazmine Davis, która nie mogła zagrać z powodu kontuzji.

Kluczowa obrona

Wrocławianki, w przeciwieństwie do przyjezdnych, rozpoczęły mecz od dobrej gry w obronie. Dzięki celnym rzutom osobistym Kariny Szybały i Taisii Udodenko wyszły na prowadzenie (4:0). AZS pierwsze punkty zdobył dopiero po dwóch minutach gry, kiedy za trzy rzuciła Olena Samburska. Ślęza wygrywała walkę na deskach, dobrze dzieliła się piłką i zbudowała sobie kilkupunktową przewagę (14:3). Mimo że przyjezdne starały się niwelować straty, zawodniczki Arkadiusza Rusina kontrolowały przebieg meczu (23:11). Skutecznie punktowały zarówno zza łuku, jak i spod kosza. Pod koniec kwarty na boisku pojawiła się Elina Dikeoulakou, która dorzuciła dwa oczka. Po jej punktach Ślęza prowadziła 28:17.

W drugiej kwarcie koszykarki AZS-u poprawiły grę w ofensywie. Gdy rzuciły sześć oczek z rzędu, trener Rusin poprosił o czas. Nie przyniosło to oczekiwanych efektów, a gra stała się bardziej wyrównana. Wrocławianki miały problemy ze skutecznością, a rywalki zbliżyły się na cztery punkty (34:30). Szkoleniowiec Ślęzy starał się rotować składem, jednak jego zawodniczki wciąż nie mogły trafić do kosza. Dobra dyspozycja z pierwszej kwarty znikła, a wrocławianki nie miały pomysłu na to, jak pokonać rywalki. Dopiero pod koniec tej partii złapały rytm i dorzuciły kilka oczek. Po pierwszej połowie prowadziły 45:34.

Pewne prowadzenie

Po przerwie koszykarki Ślęzy poprawiły grę w obronie, skutecznie uniemożliwiając rywalkom zdobywanie punktów. Te przełamały strzelecką niemoc dopiero po ponad dwóch minutach gry. Wrocławianki w ataku jednak same nie radziły sobie najlepiej. W grę wkradły się chaos i proste straty. Wśród gospodyń dobrze prezentowała się Cierra Burdick, która już w połowie kwarty zdobyła sześć oczek. Ślęza pewnie prowadziła (57:38), dwukrotnie zmuszając rywalki do popełnienia błędu dwudziestu czterech sekund. AZS miał problemy ze skutecznością, tymczasem Dikeoulakou trafiła za trzy aż trzykrotnie. Przed czwartą kwartą wrocławianki prowadziły 68:44.

Ostatnia część rozpoczęła się od strzeleckiej niemocy gospodyń. Pierwsze punkty po rzutach osobistych zdobyła dopiero Udodenko. Ukrainka w kolejnej akcji dorzuciła jeszcze trójkę i zwiększyła przewagę Ślęzy (73:49). AZS odpowiedział natychmiast, również trafiając zza łuku. Dobra obrona żółto-czerwonych sprawiała jednak, że poznanianki miały problemy ze skutecznym kończeniem akcji. Ostatecznie wrocławianki do końca kontrolowały przebieg spotkania i pewnie wygrały 83:59.

Nie jestem w pełni zadowolony z naszej gry, może w 20 % z egzekucji tego, co sobie założyliśmy. Z reszty jestem niezadowolony, co pewnie było widać po moich reakcjach. Kibice, którzy przychodzą tutaj przez trzy lata widzą, że nasz styl gry nie jest do końca taki, jakbyśmy sobie tego życzyli. Pracujemy nad tym, żeby to wyglądało lepiej i żebym był z tego zadowolony. Obrona dzisiaj była słaba, straciliśmy za dużo punktów. Rywalki grały bez liderki, z nią byłoby dużo trudniej. Błędy wynikają z gapiostwa i braku realizacji założeń, to zwykła nonszalancja. Musimy nad tym pracować – mówi Arkadiusz Rusin, trener Ślęzy.

Myślę, że dzisiaj kluczowa była obrona Ślęzy. To zespół, który bardzo dobrze broni. Może nie było tego widać w pierwszej połowie, bo trener Rusin wymagał więcej od swoich zawodniczek, ale my graliśmy odważnie. Ślęza była dobrze przygotowana, gdyż mieliśmy problemy z wyjściem do piłki, przez co cały czas musieliśmy korygować nasze rozwiązania ofensywne. Nasze pierwotne założenia zostały przeczytane przez rywalki. Przegraliśmy wysoko, co może wynikać też z tego, że graliśmy młodym składem, bez Jazmine Davis. Gdy widzieliśmy, że przewaga jest zbyt duża, daliśmy odpocząć pierwszoplanowym zawodniczkom – mówi Marek Lebiedziński, trener AZS-u.


Ślęza Wrocław – Enea AZS Poznań 83:59 (28:17, 17:17, 23:10, 15:15)

Ślęza: Burdick 21, Udodenko 13, Kastanek 13, Dikeoulakou 11, Palenikova 7, Marciniak 6, Szybała 5, Colson 4, Miletic 2, Dobrowolska 1.

AZS: Samburska 15, Nowicka 12, Hillsman 9, Parzeńska 7, Parysek-Bochniak 6, Stefańczyk 5, Niemojewska 3, Demczur 2, Jędrzejczak 0, Piechowiak 0.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Ola Sopuch