- REKLAMA -

Gwardia Wrocław przegrała 1:3 z KS Lechią Tomaszów Mazowiecki. Wśród wrocławian zabrakło atakującego Michała Superlaka, a rywal nie pozostawił Gwardzistom żadnych złudzeń. Porażka z liderem tabeli to druga przegrana siatkarzy Piotra Lebiody w tym sezonie, a pierwsza na wyjeździe.

Beniaminek z Wrocławia mógł pochwalić się serią czterech zwycięstw z rzędu. Przed spotkaniem zajmował 3. miejsce w tabeli, a w poprzednim meczu bez straty seta pokonał KPS Siedlce. Starcie z niepokonanym dotąd liderem tabeli było sporym wyzwaniem dla wrocławskich siatkarzy, wśród których zabrakło Michała Superlaka. Atakującemu w poprzednim tygodniu urodził się syn, dodatkowo zawodnik zmagał się z anginą.

Widoczna przewaga

Pierwsza partia zaczęła się od dobrych zagrywek obu drużyn, co powodowały problemy z przyjęciem zarówno w zespole Lechii, jak i Gwardii. Mimo tego, to gospodarze zdołali wyjść na prowadzenie (9:6). Wrocławianie odrobili  straty, jednak to rywal kontrolował przebieg seta. Ostatecznie Lechia do końca utrzymywała przewagę (16:12), dobrze grając blokiem i mocno serwując. Pierwszego seta wygrała 25:19.

Obraz gry nie zmienił się w drugiej partii, w której cały czas dominowali gospodarze. Byli bardzo skuteczni na zagrywce, a w ataku nie zawodził Wiktor Musiał. Trener Gwardii zdecydował się na zmianę rozgrywającego i na boisku pojawił się Łukasz Sternik, jednak nie wpłynęło to na poprawę gry wrocławian. W ataku widoczny był brak Michała Superlaka. Drugi set zakończył się wysokim prowadzeniem Lechii, która wygrała go 25:11.

W trzecim secie wrocławianie poprawili swoją grę, a walka toczyła się punkt za punkt. Na początku nikt nie był w stanie zbudować sobie przewagi (8:8), jednak w kluczowej fazie partii, Lechia zdobyła kilka punktów z rzędu i wyszła na prowadzenie (24:19). Gwardia obroniła aż pięć piłek meczowych, po czym doprowadziła do gry na przewagi. Po raz kolejny zachowała zimną krew w końcówce seta i odwróciła go na swoją korzyść, wygrywając 31:29.

Czwarta część zaczęła się jednak bardzo nerwowo. Czerwoną kartką ukarani zostali trener Gwardii – Piotr Lebioda i środkowy Błażej Szymeczko. To zamieszanie wybiło wrocławian z rytmu i wprowadziło niepotrzebny chaos. Gospodarze wykorzystali sytuację i zbudowali sobie przewagę (12:7). Gwardziści starali się odrabiać straty, jednak Lechia cały czas świetnie zagrywała, utrudniając gościom to zadanie. Ostatecznie rywal okazał się lepszy, wygrywając 25:20, a w całym meczu 3:1.

– Lechia to bardzo mocny zespół. Mimo wszystko, jestem zadowolony z tego meczu. Mocno falowaliśmy, ale potrafimy wychodzić z dołków. Kiepsko nam się trenowało, wyszło jakieś przemęczenie, pogoda, kilka infekcji. Dodatkowo zabrakło Michała Superlaka. Mimo tego, zagraliśmy momentami całkiem nieźle. Wierzę, że dzień lub dwa wystarczą na złapanie świeżości i powrót na dobre tory – mówi Piotr Lebioda, trener Gwardii.

Lechia Tomaszów Mazowiecki wciąż pozostaje niepokonana i zajmuje pozycję lidera. Gwardziści, po drugiej porażce w sezonie, a pierwszej na wyjeździe, plasują się na 5. miejscu.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Gwardia Wrocław