Pilar Adon: Słowa mają wielką moc [WYWIAD]

– Używając słów możemy wynieść kogoś wysoko, lub też go bardzo poniżyć, a nawet zniszczyć. Dla mnie straszne jest to, jak w dzisiejszych czasach ubożeje język. I to wiąże się też z naszym zubożeniem umysłowym – mówi Justynie Surmie Pilar Adon, która była gościem Miesiąca Spotkań Autorskich we Wrocławiu.

 *

JUSTYNA SURMA: Jak zaczęła się Twoja droga pisarska?

PILAR ADON: – Zaczęłam pisać dosyć szybko, ponieważ od dziecka wiedziałam już, że w przyszłości chcę się tym zajmować. To prawda, że zdecydowałam się studiować prawo, ale tak naprawdę moje studiowanie bardziej polegało na tym, że chodziłam na Uniwersytet, i tam czytałam książki, robiłam notatki… Moją pierwszą nagrodę literacką zdobyłam mając osiemnaście lat. Byłam bardzo świadomym dzieckiem, nie chciałam bawić się z innymi rówieśnikami w parku, miałam określony cel i dlatego dużo czytałam. Moja pierwsza powieść ukazała się, kiedy skończyłam dwadzieścia osiem lat i od tamtego czasu ciągle coś publikuje.

Oglądając film, w którym dodajesz kilka słów od siebie, podpięty razem z krótką notką biograficzną na stronie Miesiąca Spotkań Autorskich, zauważyłam, że właściwie w każdym pomieszczeniu Twojego mieszkania można było znaleźć książki. Co czytasz, kiedy nie piszesz? Masz swoich ulubionych pisarzy, których dzieła są, lub były dla Ciebie inspiracją?

PILAR ADON: – To była kwestia rozwoju, ewolucji. Kiedy nie było jeszcze internetu, zbierałam i traktowałam jak skarby, zdjęcia niektórych autorów i ich książki, na przykład Virginię Woolf. Podobało mi się zarówno to, co piszą, jak też to jakimi ludźmi byli, jak żyli. Z czasem te fascynacje życiorysami przeszły w fascynacje słowami.

A co szczególnie w tych życiorysach Cię fascynowało?

PILAR ADON: – Przede wszystkim to, że dużo podróżowali.

Dużo podróżujesz?

PILAR ADON: – Teraz tak. Jest takie zdanie świętej Teresy: uważaj o czym marzysz, bo może to się stać rzeczywistością. Ale kiedy byłam mała, mieszkałam w niewielkiej miejscowości, marzyłam o tym, żeby stamtąd wyjechać, poznać świat, zobaczyć inne miejsca. Tymczasem tym, czego obecnie chyba najbardziej pragnę, czego potrzebuję, jest czas na pisanie, a nie podróżowanie i dawanie tak wiele z siebie. Ale to nie jest skarga! Tylko refleksja (śmiech).

W zakończeniu filmu, w którym prezentujesz się uczestnikom festiwalu, kamera odnajduje Cię skuloną, schowana pod stołem. Próbujesz się ukryć w literaturze?

PILAR ADON: – Będąc dzieckiem, często to robiłam. To, że w filmie chowam się pod stołem, wyraża pewne moje przywiązanie do ucieczki, zamknięcia. Ale nie ukrywam się w literaturze. Czasami mam nawet wrażenie, że mówię zbyt dużo. Szczególnie w mojej poezji. Ona jest dla mnie formą autobiograficznego kontaktu. Z każdym kolejnym zbiorem wierszy otwieram się coraz bardziej, obnażam się przed odbiorcami.

Czym jest dla Ciebie dom? To jakieś konkretne miejsce? Czy może jest to przestrzeń bardziej metafizyczna?

PILAR ADON: – Dom w literaturze jest dla mnie czymś bardzo ważnym, ponieważ jest to przestrzeń nie tylko fizyczna, ale też emocjonalna. Z jednej strony jest to schronienie, miejsce gdzie czujesz się chroniona, a z drugiej strony to więzienie, miejsce, z którego nie możesz wyjść.

Masz na myśli uwikłanie w historię, w przeszłość?

PILAR ADON: – Tak, czasem się zdarza, że autor jest zbyt mocno zanurzony w jakąś historię, że ta historia go przygniata, osacza. To nie jest mój przypadek. Ja zawsze się przed tym bronię. Dla mnie to przestrzeń, w której czuję się wolna i nie chcę aby cokolwiek tę wolność ograniczało. Ani historia, ani postacie. Postaciami rządzę ja – one mi się nie stawiają.

Sylwia Plath napisała kiedyś, że istnieją na świecie rzeczy, które są niestrawne. Czy jest coś, co Ciebie na co dzień w podobny sposób irytuje, lub smuci?

PILAR ADON: – Ogromny gniew i sprzeciw wywołuje we mnie niesprawiedliwość, np. poniżanie istot, które są bezbronne; maltretowanie ich, znęcanie się nad nimi. Czasem ten gniew przekazuję moim postaciom. I odwołując się do tego, co napisała Sylwia Plath, myślę, że nie powinniśmy być zdolni do trawienia takich rzeczy. Powinniśmy zachować w sobie zdolność do tego, aby zadrżeć i zareagować na to, co się dzieje.

W trakcie festiwalu miałam okazję rozmawiać z Carme Rierą. Zapytałam ją między innymi o to, jak widzi sytuację współczesnych hiszpańskich kobiet. Na ile zmieniła się ona od lat siedemdziesiątych. Powiedziała wtedy, że w życiu codziennym, ciągle jeszcze spotyka zbyt dużo „maczyzmu”. Zgodzisz się z tym stwierdzeniem?

PILAR ADON: – Oczywiście od tamtego czasu sytuacja się zmieniła, życie biegnie do przodu, zachodzą kolejne zmiany społeczne. Ale zgodzę się z Carme, że nie we wszystkich aspektach życia, na przykład nie w pracy, nie w rodzinie. Jest ciągle bardzo dużo tej postawy szowinistycznej, jak również postawy, którą określam mianem „mikro – maczyzmu”, który jest teraz bardzo modny. Chodzi tu szczególnie o zabarwienie języka, który towarzyszy takim zachowaniom, jak również sposób bycia, który jest bardzo daleki od tego, co powinno być rozumiane przez równość. Jest dużo do zrobienia. Nie tylko z perspektywy mężczyzn, ale również z perspektywy kobiet.

Z pewnością, w końcu to zwykle kobiety tych mężczyzn wychowują.

PILAR ADON: – Tutaj nie tylko chodzi o samo wychowanie, ale też o nasz sposób patrzenia, o to jak nasze postrzeganie rzeczywistości jest odległe od tego, czego byśmy chciały. Virginia Woolf twierdziła, że zjawisko „maczyzmu” ma swoje ofiary nie tylko wśród kobiet, ale też wśród mężczyzn. Z drugiej strony feminizm nadal jest źle kojarzony. Tymczasem słownik języka hiszpańskiego tłumaczy słowo: feminizm, jako sposób dążenia do uzyskania równych praw dla kobiet i dla mężczyzn. Stąd moje pytanie: dlaczego wszyscy, którzy chcą do tego dążyć nie określają się feministami, bez względu na płeć? Trochę odejdę od sedna Twojego pytania, ale chciałabym przy okazji przytoczyć pewną historię. Pod koniec zeszłego roku mówiono o najlepszych powieściach. I na listach wymienianych w gazetach pojawiały się nazwiska zarówno pisarek jak i pisarzy, mniej więcej tak, że wychodziło pół na pół. I jednocześnie pojawiały się komentarze, że na listach było sporo kobiet. Skoro tak starano się to podkreślić, to może faktycznie coś jest na rzeczy. Podobne tendencje zauważam, kiedy jesteśmy pytani o to, czy zgadzamy się, że istnieje coś takiego jak literatura kobieca. Być może dlatego, ze niektóre szkoły próbują określać takie dzieła pod kątem języka, jakim posługują się ich autorki. Czynią to poprzez zestawienia z literaturą, która była tworzona wcześniej, zupełnie jakby zapominały, że przez wieki literaturę tworzyli praktycznie wyłącznie mężczyźni. Nigdy dotąd nie spotkałam się z sytuacją, aby pytano czy istnieje coś takiego jak męska literatura. Co więcej – osobiście uważam – że w dzisiejszych czasach coraz ciężej jest rozróżnić literaturę pisaną przez mężczyzn, od tej pisanej przez kobiety. Zwracam na to uwagę, szczególnie od momentu, kiedy zajęłam się tłumaczeniami. Podsumowując, ciężko być może spotkać się z jawnymi przejawami dyskryminacji kobiet w życiu społecznym współczesnej Hiszpanii, ale takie zjawiska, pokazują, że te nierówności ciągle są.

Największe ryzyko, jakie widzisz w pisaniu?

PILAR ADON: – Ryzyko powtarzania się, znudzenia. Poczucie braku wolności. Kiedy autor zaczyna myśleć o rynku, o czytelniku, traci zdolność wypowiadania tego, co on chce powiedzieć. To jest chyba najgorsze.

Jeden z bohaterów powieści „Tainaron”, autorstwa wybitnej fińskiej pisarki, również za swój największy problem uważał fakt, że wszystko się powtarza, a on ciągle zadaje od nowa te same pytania. Czy poza powtarzalnością boisz się czegoś jeszcze?

PILAR ADON: – Może tego, że nie sprostam swoim własnym oczekiwaniom. Oczywiście autor nigdy nie powinien pozostawać na tym samym poziomie co dzieło. Ono powinno być ponad, więc najgorsze jest to, że nie spełniasz oczekiwań wobec swojego dzieła.

 Carl Levi napisał kiedyś, że słowa niekiedy są ważniejsze od czynów, że od tego w jaki sposób ich użyjemy, zależą często losy całych pokoleń. Czy Ty jako pisarka, czujesz podobną odpowiedzialność za swoje słowa?

PILAR ADON: – Tak, słowa mają wielką moc. Możemy używając słów wynieść kogoś wysoko, lub też go bardzo poniżyć, a nawet zniszczyć. Dla mnie straszne jest to, jak w dzisiejszych czasach ubożeje język. I to zubożenie wiąże się też ze zubożeniem umysłowym.

Czy w czasach powszechnej cyfryzacji i zupełnie innego rodzaju mediów, za pomocą których dociera się dziś do odbiorców, literatura może jeszcze obronić swoją pozycję?

PILAR ADON: – To obowiązkowe, tak musi być! To jest miejsce, to jest siła, która musi zachować dla ludzkości bogactwo językowe. Aby język nie zaginął. Często słyszy się takie opinie, że słowa nie mogą, nie są w stanie wyrazić uczuć. I tutaj pojawia się przestrzeń dla pisarzy właśnie – walczyć o te słowa, podejmować próby wyrażania tego co niewyrażalne. Powinni tworzyć takie dzieła, w których czytelnik będzie chciał się zagubić. Nie wierzę w autorów, którzy są jedynie kronikarzami swoich czasów. Oczywiście żyję w jakimś momencie i przenikają do mnie te wydarzenia i je przyjmuje, ale dzieło powinno być przestrzenią wolności, i każdy pisarz ma prawo do wyrażania swoich poglądów politycznych, reagowania na codzienność, ale moim zdaniem nie powinien tego robić pisząc swoje książki.

 

Rozmawiała | Justyna Surma

  • Zdjęcie | Rafał Komorowski / materiały prasowe MSA