Wielka piłkarska feta zbliża się do Wrocławia. Taka prawdziwa, żadne Ruchy, Pogonie i Zawisze. Europejska. Europejska z najwyższej półki, jakby ktoś się czepiał, że w Chorzowie Europa wciąż pełną gębą, a w Bydgoszczy dopiero od tygodnia nie.

Przyjeżdżają nasi zachodni sąsiedzi, z dwoma biało-czerwonymi w składzie, z których zagra może jeden. Po co? Dla pieniędzy, sparingu i fajnego PR’u. No i transmisji w Eurosporcie. A jak się uda, to i wynik może być okazały i zadowalający, jak ten sprzed kilku lat w Warszawie, kiedy bawił Arsenal. I tylko Stasiu Levy niezadowolony kręci wąsem, że się nie załapał, smutno spoglądając na złoty łańcuch, zaśniedziały na wyjściowym dresie.

Za to wrocławska ekipa już od dawna do tego spotkania przygotowana jak nikt inny. Udało się nawet przegrać z Pogonią, grającą bez Robaka i Akahoshiego, i to wcale nie jedną bramką. Bardzo dobra zasłona, niech myślą, że Śląsk jest słaby. Celeban oszczędzał się jak mógł, z Borussią ma w planach odpalić jak Jędrzejczyk z londyńczykami. Ktoś strzelać musi. Im szybciej, tym lepiej, póki Hummels nie połapie się, że ten Paixao w ataku, to nie ten Paixao z ataku. Tylko sam Marco jakiś taki niezadowolony, nie udało się z Mundialem, to liczył, że rzutem na taśmę, po dobrym występie, wskoczy w buty Lewego.

Najjaśniejszym punktem w Śląsku w tym sezonie jest Robert Pich. Okiem eksperta po dwóch kolejkach. Po meczu z Pogonią i wymęczonym pucharami Ruchem. Jeśli okaże się, że również w meczu z Zawiszą (grającym bez Goulona i Masłowskiego) Słowak odpali, będzie można dumnie paradować, chwaląc się za jak bardzo mało miedziaków został sprowadzony. Tylko jakoś tak ten kolejny na rozkładzie Bełchatów nie wygląda na chętnego do współpracy. Może jakoś uda się dogadać, w końcu tu byli Gikiewicze, są Paixao, u nich Maki, a jest chyba jakaś zasada fair-play z bliźniakami w składzie? Toż to taka więź między klubami może, a nawet powinna być silniejsza niż zgoda między kibicami.

Zanim jednak Śląsk uda się na trudny teren do Bełchatowa, gdzie jedyną lokalną atrakcją, poza braćmi Mak, jest… Mc Donald, do Wrocławia zawita były mistrz Niemiec, by rozgrzać się z byłym mistrzem Polski przed meczem o Superpuchar Niemiec z Bayernem. Uff. Bilety wyprzedane, a jeśli jeszcze nie wszystkie, to już prawie. W kazdym razie schodzą bardzo dobrze. W końcu nie za często mamy okazję gościć między naszymi granicami tak mocną ekipę. I jeszcze z nią rywalizować! W domyśle usunąłem rozgrywki reprezentacyjne, chodziło mi o równorzędną rywalizację. No bo na co może narzekać kibić Śląska? Jest dobry bramkarz – obeznany w świecie poliglota, są nienajgorsi, za to bardzo bramkostrzelni obrońcy, rozgrywający na najwyższym krajowym poziomie, ciekawe transfery, szczególnie w poprzedniej rundzie, które w końcu powinny wypalić. Tylko ta cholerna kontuzja Marco… A może to też tylko ściema?

Autor | Radosław Sikora