Piotr Bondyra: Zobaczyć zmarnowaną szansę [WYWIAD]

Premiera „Radio Armageddon. Transmisja” to ma być niezwykłe wydarzenie muzyczno-teatralne. Pokolenie trzydziestoparolatków może też na nim przeżyć katharsis, gdy przyjdzie rozliczyć się z własnymi marzeniami.

*

Do kogo skierowany jest spektakl „Radio Armaggedon. Transmisja”?

PIOTR BONDYRA: – To spektakl dla każdego, kto kiedyś miał marzenia o czymś wielkim. Uważał, że może malować, być aktorem, albo mieć swój zespół rockowy i osiągnąć sukces. I się gdzieś zgubił. Po latach sobie przypomina, że stanął w miejscu, a świat poszedł do przodu. Więc jeśli to się nie udało, to trzeba prowadzić normalne życie. Nie można wracać. Nie można żyć przeszłością. Narkotyki i słownictwo przewijające się w scenach, to tylko okoliczności tego, jak wygląda zespół rockowy. Wiadomo, że nie można grać rocka i być rockmanem bez tego. Wtedy byłaby to jakaś dziwna wydmuszka. Mimo tego jest to spektakl również dla młodzieży, ale dla takiej starszej, dorosłej młodzieży, która już to zna i której się nie zaskoczy. Dla starszych ludzi też, dla takich, którzy nic nie zrobili ze swoim życiem, bo wciąż czekają na wielką szansę. A ona może nie przyjść. Może więc lepiej zająć się życiem.

Spotykacie się dziesięć lat po wyjściu ze szkoły?

 – Tak, mamy dziesięciolecie matury. W tamtym czasie mieliśmy zespół, który nazywał się „Radio Armageddon”. Tak naprawdę był wtedy z nami jeden chłopak, który stwierdził, że założy z nami zespół. On nas uruchomił. Po czym nagle zniknął. I zostaliśmy bez niczego. Zostaliśmy z obiecującą karierą zespołu rockowego, który miał nagrać płytę, miał wyjechać w trasę , a lider zniknął. Zniknęły też wszystkie marzenia i rozpadło się nam życie. Nie pozbieraliśmy się po tym. Przez ten cały spektakl, przez te wszystkie retrospekcje orientujemy się co było błędem, kto kłamał, kto nie kłamał.

Czyli widz może zobaczyć siebie? Zastanowić się nad tym, co się stało z jego marzeniami? To będzie ten dialog, który będziecie podejmowali?

– Tak. Co byście narysowali za dziesięć lat, gdyby ktoś wam kazał narysować przyszłość. W każdym miejscu życia rysuje się coś innego. Warto sobie zadać pytanie, co by się narysowało teraz i w którą stronę iść. Można być rockmanem, ale nie można przez cały czas żyć tym, że się będzie rockmanem. Trzeba albo nim być, albo być sobą.

Reasumując dlaczego Twoim zdaniem ten spektakl trzeba zobaczyć?

– (śmiech) Zapomniałem zupełnie, że to jest standardowe pytanie „Dzielnic Wrocławia” i nie przygotowałem się na nie… ale może dlatego odpowiedź będzie świeża.

Co Ty zobaczyłeś ze swojego punktu, ze strony Twojego bohatera?

– To jest chyba to co ja mówiłem wcześniej. To jest chyba mój punkt widzenia, że można zobaczyć zmarnowaną szansę, a można też zobaczyć szansę na coś nowego. A ja sam czuję, tak wewnątrz, że gdy słyszę muzykę, która towarzyszy temu spektaklowi, to tak jak małemu dziecku chce mi się skakać. Jest moc. Dlatego warto moim zdaniem przyjść na ten spektakl. To jest widowisko, przynajmniej dla mnie. Ja przychodzę do pracy i bardzo się cieszę, że mogę tutaj być, a przecież nie zawsze tak jest.

Rozmawiał | Daniel E. Groszewski
Zdjęcie | Daniel E. Groszewski