Piotr Zarzycki: Rower we Wrocławiu

Koncepcja sportu na podstawie kolarskiej imprezy masowej „Bike Maraton”

Często się rozpisuję na moim profilu na Facebooku o sporcie amatorów i dla amatorów. I piszę, że ogólnie jest źle, bo nadal nie ma miejsc do regularnej rekreacji fizycznej. Nie ma miejsc? – zapytacie. Tak nie ma miejsc, bo nie chodzi o to, żeby gdzieś zapisać dziecko na jakieś zajęcia ruchowe, ale oto, żeby stworzyć także ludziom dorosłym takie miejsca, aby mogli bez większych problemów regularnie dbać o swoją kondycję fizyczną. Dlaczego w tytule jest Bike Maraton? Bo właśnie imprezy cykliczne dla amatorów, a więc dla wszystkich, mobilizują ludzi do regularnej aktywności fizycznej.

Dlaczego jestem krytycznie nastawiony do tego, co mamy we Wrocławiu? Bo nie widzę, jako mieszkaniec tego miasta od 30 lat, jakiejś głębszej myśli i strategii, która ma zachęcać dorosłych ludzi do regularnego ruchu, rekreacji. Widzę, że miasto wspiera sport profesjonalny, co mnie mniej cieszy, bo te pieniądze nie idą na zwykłych ludzi. Osobiście uważam, że sport zawodowy powinien być finansowany z pieniędzy prywatnych, a pieniądze miejskie powinny trafiać do tych, którzy tu mieszkają, aby oni mieli korzyść.

Dlaczego? Dlatego, że gdy ktoś chce sobie kupić drużynę piłkarską i ma swoje pieniądze, to może sobie kupić i robić z pieniędzy, co chce. Ale prowadzenie drużyny piłkarskiej za pieniądze miejskie, czyli nasze, i wydawanie ich w bliżej nieokreślony sposób bez jakiegoś zamysłu, jest nadużyciem. Bo jak rozliczyć, że jakiś kontrakt ma sens? Albo jakiś wydatek jest dobry?

Dlaczego mi zależy, aby pieniądze miejskie poszły na place zabaw, boiska, czy ten przysłowiowy skatepark? Bo skorzystają z nich wszyscy mieszkańcy, a zwłaszcza młode pokolenie, czyli dzieci i młodzież. Bo właśnie na rozwoju tych najmłodszych nam powinno najbardziej zależeć. Gdy będą miejsca, gdzie te dzieciaki będą mogły się wybiegać, to za parę lat będziemy mieli pokolenie zdrowych ludzi, którzy odnajdą się w każdym sporcie i w każdej dyscyplinie będą odnosić sukcesy. Dlatego wolę, aby miejskie pieniądze szły na wrocławskie dzieci niż na zawodników, którzy, gdy znajdą lepszy kontrakt, bez skrupułów zostawią nasze miasto.

Co dają nam otwarte, bezpłatne place? To że także ludzie po 30. czasami pójdą i coś na nich poćwiczą. Lub pojeżdżą na rowerze. Bo to, że mamy taką potrzebę ruchu pokazuje sukces Bike Maratonu. Startuje tam średnio 1000 ludzi na rowerach. Którzy wcześniej zrobili jakiś trening. I to jest ich zysk – zdrowie i sprawność fizyczna. Dlatego powinniśmy, jako miasto, im sprzyjać.

A najbliższa impreza jest w Miękini (koło Wrocławia). Zapytacie dlaczego nie w dumnym Wrocławiu? Zapytajcie władze miasta. I po raz kolejny rowerową stolicą Dolnego Śląska będzie Miękinia. Bo tam ktoś pomyślał, że dokładając się do organizacji, popularyzuje swoją gminę oraz ruch fizyczny. Pokazuje, że ktoś z gminy rozumie ludzi i jest blisko nich. I cieszy się, że do jego miejscowości zjadą sportowcy amatorzy i że to będzie wielkie święto dla nas wszystkich. Bo nic tak nie cieszy jak własny sukces sportowy. Choćby to było na początek przejechane samodzielnie 30 kilometrów na rowerze.

miekinia

Autor | Piotr Zarzycki

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSabina Misakiewicz: Transgresje, czyli co autor miał na myśli
Następny artykułSportowy Raport #24 (10.02.2015)
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.