Piotr Zarzycki: Rower we Wrocławiu

Obwieszczam zwycięstwo i walczę dalej.

Przepraszam za taki tytuł, bo w dzisiejszych czasach wszelkie odniesienia do języka wojny są złe i wcale nie są śmieszne. Ale jakiś czas temu wyczytałem w jakiejś gazecie, że urzędnicy wrocławscy chcą budować place zabaw na każdym wrocławskim osiedlu. I wtedy mówię do siebie: przecież o tym pisałem w jednym z moich tekstów! Bo przecież pisałem, że we Wrocławiu powinien być jeden duży skatepark oraz na każdym osiedlu skateplazy, aby dzieciaki miały gdzie się uczyć jeździć.

No i wtedy przyszła mi ta myśl: to już trzecia sprawa, którą udało się załatwić.

Oczywiście nie twierdzę, że to ja sam zrobiłem, bo jest to jak zwykle łańcuch różnych zdarzeń. Ale też się o to upominałem, dlatego myślę sobie: a może moje pisanie miało w tym udział? A może moje krople słów drążyły tę skałę? No dobra powiecie: no to się pochwal swoimi sukcesami.

To się chwalę.

1. Najpierw pisałem o tym, że system ścieżek rowerowych, a zwłaszcza biegnących w centrum, wymaga przeprojektowania. Bo była to raczej pajęczyna niż sieć rowerowa. Idą zmiany, widzę je, choć nadal jest nie wszystko skończone. I prawdę wam powiem: jeżeli ruch rowerowych będzie się zwiększał, to rowerzyści zaczną zajmować jezdnie i wtedy trzeba będzie to jakoś uregulować. Bo nadal są ulice w centrum, gdzie rowerzysta nie ma swojego miejsca. A życie nie znosi próżni. Tak więc rowery wylegną na ulice.

2. Pisałem kiedyś o tym, że nie ma gdzie jeździć na rolkach i rolkarze jeżdżą po ścieżkach rowerowych (bo gdzie mają jeździć). I że gdy pojawił się projekt igrzysk sportów nieolimpijskich i projekt toru do jazdy szybkiej, to Wrocław chciał z tego zrezygnować. Bo Duszniki chciały ten tor. Potem miałem wiele wyrzutów sumienia, bo w Dusznikach jest prężnie działający klub jazdy szybkiej na rolkach i dzieciaki z Dusznik i okolic skorzystałyby z tej imprezy.

Ale odezwało się we mnie sumienie: a wrocławskie dzieci i wrocławianie są gorsi? Bo uważam, że w każdym większym mieście powinno być wrotkowisko lub inne miejsce do uprawiania sportów wrotkarskich. No i te moje obawy wyraziłem w tekście. I nagle widzę: Wrocław będzie jednak miał ten tor. 

Oczywiście mam parę uwag, bo uważam, że obok toru do jazdy szybkiej – z łukami oraz toru do rozgrywania jazdy ulicznej warto byłoby zrobić też park z asfaltowymi alejkami taki, żeby można było wytyczyć jakąś 5 kilometrową pętlę. Nie miejsce teraz na te rozważania. Ale kiedyś wspominała o takiej trasie Justyna Kowalczyk – bo biegacze na nartach w lecie trenują na nartorolkach. A długa trasa pozwala na przeróżne treningi. Oczywiście, służę wiedzą i chętnie podzielę się spostrzeżeniami.

I punkt 3. To już opisałem: place zabaw na każdym osiedlu. Tu oczywiście wyjaśnienie: bo dzieci są w różnym wieku. Małe dzieci lubią bawić się w piasku, większe jeździć na deskorolkach i rolkach. I te większe nie potrzebują już piaskownic. Chcą skateplazy. Co więcej. Piaskownice powinny być oddzielone od skatplaz, bo piasek na płycie to zagrożenie dla jeżdżącego No i nagle wyczytuję, że takie place zabaw będą. A więc myślę sobie: no to jednak się sprawdzają moje koncepcje.

I walczę dalej.

Bo jak pisałem – choć wiem, że przy problemach Wrocławia jest to tyle, co na waciki – potrzebny jest skatepark.
Ale taki prawdziwy, z prawdziwego zdarzenia, na miarę miasta europejskiego, jakim chce być Wrocław. Dlaczego o tym znów piszę? Bo tu wzorem powinno być Monachium. Mają taki duży skatepark. Zresztą nie jeden. Bo oni też mają w różnych dzielnicach miejscówki do uprawiania sportów wrotkarskich oraz jeden duży tak zwany bowl – czyli skatepark na kształt miski, a właściwie kilku misek połączonych ze sobą.

Dlaczego też o tym piszę. Bo w pewnym wieku człowiek ma przekonanie, że powinien zrobić coś dla innych. Bo ja już raczej jestem stary, ale widzę te młode pokolenia wrocławian. I chciałbym, aby one miały kiedyś lepsze miasto niż my. Żeby to rzeczywiście była Europa, żeby nasze dzieci i młodzież nie czuły się gorsze od dzieci z innych krajów europejskich.

I dlatego walczę dalej. To znaczy piszę.
I znów mam nadzieję, że kropla drąży skałę. Że jednak coś się zmieni i miasto wysupła te 1,5 miliona złotych (mniej więcej) na prawdziwy betonowy skatepark na otwartym powietrzu. Tak jak w Monachium.

Autor | Piotr Zarzycki

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAgnieszka Chamioło: I tylko Golloba mi żal…
Następny artykułSportowy raport #42 (21.04.2015)
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.