Piotr Zarzycki: Rower we Wrocławiu

Jaki jest najlepszy rower świata

Czasami moi znajomi proszą mnie, żebym im doradził i pomógł w zakupie roweru. I pytają: a jaki jest najlepszy rower świata? Który ty byś kupił? No to odpowiedź jest prosta, choć pewnie dla wielu zaskakująca. Bo najlepszy rower świata jest ten, na którym nam się najlepiej jeździ.

No dobra, powiecie, ale nie uciekaj od odpowiedzi. No dobra, to odpowiadam. Problemem dzisiejszej rzeczywistości rowerowej, a raczej jej zaletą, jest ogrom oferty. Przyznam szczerze, od kiedy zajmuję się rowerami, a zajmuję się od 1998 roku takiego bogactwa jeszcze nie widziałem. Teraz w sklepach rowerowych jest po prostu wszystko.

A więc w czym problem? Problem jest w tym, że można się w tych wszystkich markach i modelach zagubić. Bo nadal pozostaje dylemat: który rower kupić na początek?

Dlaczego dylemat? Bo ktoś, kto już trochę pojeździł na tym pierwszym rowerze, doskonale wie, jaki rodzaj jazdy lubi i co czym się chce zajmować. Dlatego wie jaki chce mieć ten drugi rower. Ale o co chodzi z tym pierwszym i drugim: no otóż o to, że najpierw musimy po prostu dać sobie przynajmniej jeden, dwa sezony na ogólną jazdę. I wtedy w głowie nam się wyklaruję: jaką jazdę lubimy najbardziej.

Ale jakie są jazdy? No więc, gdy człowiek trochę pojeździ na rowerze – sezon lub dwa, to w czasie tych wielu godzin jazdy przychodzą mu do głowy różne wnioski. Na przykład:

  1. Najbardziej lubię długie, jednodniowe wycieczki bocznymi drogami.
  2. Najbardziej lubię wycieczki po górskich szlakach, na przykład w takim Karpaczu, gdzie wjeżdża się asfaltem w górę, a potem zjeżdża różnymi ścieżkami w dół.
  3. Nie lubię za bardzo podjeżdżać w górę. W sumie to lubię zjeżdżać szybko po wertepach i zeskakiwać z jakichś progów, skoczni i wolę, żeby mnie w górę wwoził wyciąg narciarski.
  4. Lubię zjeżdżać, ale nie chcę być uzależniony od wyciągu. Wolę sam podjeżdżać, gdzie chcę, nawet trochę powoli, ale potem zjeżdżać z górki.
  5. Lubię jeździć po górach, ale najbardziej lubię dodatkowe emocje, które daje ściganie się z kimś.
  6. Nie lubię się z kimś ścigać. W sumie to najbardziej marzę o kilkudniowych lub dłuższych wyprawach z namiotem. Takim prywatnym obozem wędrownym po różnych częściach świata.

I gdy już udzielimy sobie odpowiedzi na te pytania, to w wyniku naszego testu pojawi się odpowiedź, jaki masz rower kupić.

Odpowiedź 1 – kupujesz rower szosowy. 2 – cross country. 3 – downhill, 4 – enduro, 5 – cross country i pakiet na starty w maratonach, 6 – rower trekkingowy z możliwością zamontowania dodatkowych bagażników i sakw.

Oczywiście teraz przedstawiam ten trudny dylemat wyboru roweru trochę żartobliwie i w bardzo skróconej formie. Bo jeszcze jest kilka innych rodzajów rowerów. I temat jest bardzo duży. Ideą tego tekstu jest zwrócenie uwagi, że najpierw to trzeba kupić pierwszy rower i na nim trochę pojeździć. Bo dopiero po pewnym doświadczeniu rowerowym poukłada nam się w głowie, jaki rodzaj jazdy jest nam najbliższy. I wtedy, być może za dwa-trzy lata kupimy ten główny rower. A najpierw kupmy pierwszy, podstawowy i po prostu zacznijmy jeździć (i trenować).

Jeżeli chodzi o mnie, to uważam, że najlepszy, najbardziej wszechstronny na początek jest podstawowy rower górski. Taki z aluminiową ramą, prostym amortyzatorem i szerokimi oponami. Bo takim rowerem możemy pojechać wszędzie: do miasta, na spacer, na wycieczkę, a nawet odważyć się przejechać górski szlak i spróbować swych sił w jakimś wyścigu. Oczywiście, będzie mu wiele brakowało do tego głównego roweru, ale pozwoli nam zacząć regularne jazdy na rowerze i poznać piękno kolarstwa. A potem – zobaczymy, w którą stronę pójdą nasze zainteresowania rowerowe.

Wiem, że temat jest bardzo szeroki i nie na wszystkie pytania odpowiedziałem. Więcej porad rowerowych zamieściłem na mojej nowej stronie: http://treningkolarski.pl/

Prowadzę także kolarskie treningi indywidualne i udzielam porad związanych z doborem sprzętu rowerowego.

Autor | Piotr Zarzycki

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAgnieszka Chamioło: Jadymy! A jak nie jadymy to jechać kończymy!
Następny artykułJacek Antczak: Libacja na skwerku #14
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.