Trochę już pojeździłem. A gdzie jeżdżę?

Pochwalę się – udało mi się w końcu powrócić do regularnych treningów. Bo jak już pisałem – jakakolwiek rekreacja lub aktywny wypoczynek zaczyna się od systematyczności i regularności. To znaczy – trzeba do swojego rozkładu tygodniowego wpisać zadanie: rower. No a później tego konsekwentnie przestrzegać.

I się mnie pewnie zapytacie: ale gdzie Pan w tym Wrocławiu trenuje kolarstwo górskie? Przecież tu nie ma gór. Najpierw wyjaśniam, jak to jest z tym tygodniowym rozkładem. Jest problem. To znaczy nie ma problemu. Bo jak ktoś pracuje w stałych godzinach w biurze, no to wie, że o 16. jest wolny i może sobie planować, jak mu się podoba. I w tym przypadku nie ma problemu. Problem jest, gdy pracujemy w różnych godzinach. Wtedy trzeba pochylić się nad swoim rozkładem tygodnia i bardzo precyzyjnie ustalić dni i godziny treningów. A gdy mamy jeszcze inne obowiązki, to już w ogóle z układania planu treningowego robi się z wielka operacja logistyczna. Sprawę komplikuje to, że w kolarstwie nie wszystkie treningi są takie same – to znaczy w tygodniu w czasem pracujemy nad techniką, a czasem nad czymś innym. Tak więc treningi mają różną objętość i różną intensywność. Nie będę Was teraz jednak zanudzał teraz historiami, co i kiedy trenujemy i w jakim układzie. Jeżeli to kogoś interesuje, to oczywiście chętnie wyjaśnię. Bo jak pewnie się zorientowaliście z mojego profilu na Facebooku jestem instruktorem kolarstwa i prowadzę treningi kolarskie dla dorosłych. Gdzie jeżdżę? We Wrocławiu jest z tym pewien kłopot. Ale zdradzę Wam, że do większości treningów kolarstwa górskiego wystarczą nasze małe górki miejskie. Tak więc najczęściej jeżdżę na Małej Sobótce lub na Wzgórzu Andersa. Oczywiście, nie spodziewajcie się, że tam są jakieś specjalne trasy. Niestety, nie ma. (Ja nie narzekam, stwierdzam fakt). We Wrocławiu nie ma odpowiedniej trasy, toru czy po prostu miejsca, w którym są przygotowane odpowiednie ścieżki dla kolarzy górskich. Oczywiście czasami gdzieś, ktoś sobie coś wytyczy, lub usypie, ale jak dla mnie jest to amatorstwo i partyzantka. Tak, marzy mi się, żeby była stała trasa do cross country z odpowiednimi przeszkodami, albo jeszcze lepiej duży park rowerowy z różnymi kładkami, mostkami, hopami (skoczniami). Oczywiście legalny park. Oczywiście, gdy mnie ktoś zapyta, jak bym zaplanował takie miejsce do aktywnego wypoczynku, z chęcią odpowiem i służę wszelkimi informacjami.

No dobra, idę na rower.

Autor | Piotr Zarzycki