Przede mną Wałbrzych

Przed pracą pojeździłem trochę. Pojechałem sprawdzić nogę przed zawodami w Wałbrzychu. Niestety, nadal nie jest dobrze. Nadal noga – jak to mówią kolarze – nie podaje tak, jak bym tego od niej oczekiwał.

Jak pewnie się zorientowaliście, od początku sezonu usiłuję nadrobić zaległości w treningach. Bo przygotowania do porządnej jazdy zaczynają się w grudniu. A ja nie mogłem ich normalnie rozpocząć. A potem w marcu miałem jeszcze sporą przerwę. No i teraz próbuję gonić ten peleton, który już odjechał. Niestety, za wiele nie można zrobić. Bo w kolarstwie wytrzymałość, podobnie jak inne cechy buduje się tygodniami. Naturalnie, staram się ułożyć taki program, aby jak najszybciej zbudować formę. I dlatego, co jakiś czas jadę na górkę i się sprawdzam. Mam swoje testy, które określają moją aktualną sytuację i wytrenowanie. A dziś nie było dobrze. Pewnie zapytacie się mnie, dlaczego ja tak się uparłem z tymi startami w zawodach. I pewnie już to gdzieś pisałem: bo systematyczne starty w zawodach dla amatorów, to piękne rozszerzenie tej przyjemności, jaką jest rower. Bo gdy człowiek startuje systematycznie, gromadzi punkty do klasyfikacji generalnej. I prawie czuje się jak kierowca Formuły 1, który startuje w różnych częściach świata, aby zdobywać kolejne punkty do generalki. No i ja też tak się czuję. Z tą różnicą, że jeżdżę na rowerze i startuję w różnych miejscach w Polsce. Ale emocje w zdobywaniu punktów do klasyfikacji generalnej są te same. No i dlatego wybieram się do Wałbrzycha. Nie liczę na wiele. Przyznam się szczerze i w tajemnicy: w mojej sytuacji każde zdobyte punkty będą cenne. Bo potem może mi zabraknąć wymaganej liczby imprez, aby być sklasyfikowanym na koniec sezonu.
A tu link do mapy. Tak więc: Bikemaraton, Wałbrzych, sobota 24 maja 2014. Start o g.11. Piotr Zarzycki