Jadę do Wisły

Start w Wałbrzychu, niestety potwierdził to, co przypuszczałem: jeżdżę słabo. To znaczy wolno. Gdy sprawdziłem listę wyników, nie mogłem uwierzyć, że to ja tak pojechałem. Ponieważ każdy wynik zamieniany jest na punkty, a te określają różnicę do zwycięzcy, łatwo mi stwierdzić: tak słabego wyniku nie miałem nigdy w swojej historii kolarstwa.

Byłem załamany i chciałem wszystko rzucić, ale pojawiło się ale: przecież nie jeżdżę dla wyników ale dla frajdy. I ta zabawa jest w tym najważniejsza. Bo przecież lubię ruszyć od startu rowerem w górę, a potem zacząć zjeżdżać jakąś leśną szutrówką i znów się wspinać, żeby następnie sprawdzić swoją technikę na górskiej ścieżce. Nie będę wspominał o powietrzu: bo tylko na zawodach tak pachnie las. Bo nie wiem, czy wiecie, ale takie zawody są w górach, w lesie i tylko w tych miejscach est najczystsze powietrze dostępne w Polsce. Porównując z dusznym Wrocławiem, jakiekolwiek góry, to po prostu zdrowotne inhalacje. Do tego dochodzą widoki: takich krajobrazów nigdzie się nie zobaczy. Są takie miejsca na tych wyścigach, że człowiek chciałby zatrzymać się na trasie i westchnąć ze zdumienia. Oczywiście, turysta pieszy chodzący po górach też ogląda piękne widoki. Ale jadąc na rowerze tę samą trasę pokonujemy mniej więcej 3 razy szybciej. No to widoków i doznań też jest trzy razy więcej. I tak rozważając, pomyślałem sobie. Nic to, że jeżdżę słabo. Ale lubię przeżyć co jakiś czas jakąś chwilę sam na sam z przyrodą. Lubię popatrzeć na las, na drzewa, strumyki, ścieżki, krajobrazy. Lubię się zmierzyć z sobą fizycznie i mieć chwilę dla siebie – bo zawsze w czasie tych zmagań pojawiają się różne myśli – o życiu, o świecie i o sobie. No i dlatetego jadę do Wisły. To już w sobotę 7.06.2014, tradycyjnie start o godz. 11. A tu jest link, tym razem do profilu, który pokazuje, z jakimi podjazdami przyjdzie mi się zmierzyć tym razem.  

Autor | Piotr Zarzycki