Treningi powinny już być zaczęte.

Powoli zbieram się do regularnych treningów. Miałem trochę przerwy – bo wbrew pozorom, zdrowie jest najważniejsze. Wiem, wiem, to banał. Ale to właśnie pewna sytuacja zdrowotna spowodowała, że musiałem w połowie zeszłego roku przerwać mój tak pięknie rozpoczęty ubiegły sezon. A teraz nadal próbuję znów zabrać się za regularne treningi.

Dlaczego regularne? Bo żeby był jakiś efekt – podobnie jak w innych dziedzinach życia, musi być systematyczność i regularność. Znowu powiecie: banał. Ale jak patrzę na znajomych, nadal mało kto rozumie, że istotą pracy nad swoją kondycją fizyczną jest właśnie ta systematyczność. I nie ma zmiłuj, że ciężki dzień był w pracy: trening trzeba zrobić.

Tak więc znów próbuję ułożyć swój tygodniowy rozkład treningów i jakoś dopasować go do tygodnia pracy. Tak czy inaczej, jeżeli trening lub jakikolwiek ruch czy aktywność ruchowa jest tylko raz w tygodniu, to trzeba nazwać to raczej zabiegiem higienicznym. Ruch dwa razy w tygodniu to podtrzymanie formy. Postęp, czyli tak zwany progres zaczyna się od trzech dni treningowych – choć trzy razy to nadal mało.

Żeby coś przyniosło efekt – to musi być ćwiczone minimum cztery raz w tygodniu.

Ile razy w tygodniu ćwiczą zawodowcy? Nawet dziesięć treningów w siedem dni. Ale wtedy robią na przykład dwie sesje dziennie. Oczywiście nie zawsze jeżdżą na rowerze. Często jest to siłownia, czy pływanie. Zwyczajowo jeden dzień (siódmy dzień tygodnia) jest wolny – i traktowany jako odpoczynek lub regeneracja.

Oczywiście takie intensywne treningi są tylko w pewnych okresach w roku. Bo gdy przyjdą starty, treningów jest mniej i mają one innych charakter.

Tak czy inaczej już powinienem dużo jeździć, a nie jeżdżę. I trochę jestem na siebie przez to zły. Ale nadal pracuję, aby się poprawić.
No dobra, idę na rower.

Autor | Piotr Zarzycki