Śląsk Wrocław rozbił Miedź Legnica w derbowym meczu przyjaźni. Wrocławianie zdominowali rywala i wygrali 5:0. Bramki zdobyli Marcin Robak, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a także Michał Chrapek, Djordje Cotra i Mateusz Radecki.

Spotkanie między Śląskiem a Miedzią było wyjątkowe z dwóch względów. Kibice sympatyzują ze sobą od kilku lat, więc był to derbowy mecz przyjaźni. Dodatkowo oba zespoły po raz pierwszy w historii rywalizowały ze sobą w Ekstraklasie, a ponadto bardzo potrzebowały zwycięstwa.

Strzelanina w Legnicy

Śląsk zaczął spotkanie od wysokiego pressingu, dzięki czemu szybko zdominował rywala. Dłużej utrzymywał się przy piłce, a pierwszą sytuację stworzył sobie już w 6. minucie. Damian Gąska uderzył zza pola karnego, jednak bramkarz Miedzi zdołał sparować piłkę. Wrocławianie dalej atakowali, a gospodarze byli na boisku niewidoczni. W 12. minucie po faulu na Robercie Pichu, sędzia podyktował rzut karny, który wykorzystał Marcin Robak. Minęło zaledwie kilkanaście sekund, a Śląsk strzelił drugą bramkę. Po podaniu Picha, Michał Chrapek pokonał bramkarza. Po stracie dwóch goli piłkarze Miedzi pogubili się i popełniali proste błędy. W 29. minucie po kontrataku po raz kolejny na listę strzelców wpisał się Robak. Miedź miała ogromne problemy w obronie, co dosłownie pięć minut później wykorzystał Djordje Cotra, który strzelił bramkę na 4:0. Do przerwy gospodarze próbowali jeszcze atakować, jednak do szatni schodzili, przegrywając wysoko.

Czas młodych

W przerwie trener Miedzi – Dominik Nowak, zdecydował się na dwie zmiany. Na boisku pojawili się Henrik Ojamaa i Łukasz Garguła. Gospodarze wreszcie próbowali zagrozić bramce Jakuba Słowika. Śląsk oddał inicjatywę jednak tylko na moment, bowiem w 70. minucie strzelił kolejną bramkę. Mateusz Radecki, który kilka minut wcześniej zmienił Augusto, uciekł obrońcom i oddał strzał. Łukasz Sapela zdołał go obronić, jednak piłka odbiła się od zawodnika Śląska i wpadła do bramki. Dla Radeckiego było to pierwsze trafienie w Ekstraklasie. Miedź starała się jeszcze strzelić bramkę honorową, jednak bez powodzenia. Pewnie prowadząc 5:0, trener Tadeusz Pawłowski zdecydował się wprowadził na boisko niespełna 17-letniego zawodnika. Piotr Samiec-Talar zadebiutował w Ekstraklasie, zmieniając w 87. minucie Robaka. Ostatecznie Śląsk wygrał 5:0, pewnie pokonując gospodarzy.

Myślę, że był to dobry mecz mojego zespołu. Szczególnie pierwsza połowa, w której bardzo szybko wyszliśmy na prowadzenie i poprawiliśmy kolejną bramką. Weszliśmy na bardzo wysokie tempo, zarówno w grze do przodu, jak i pressingu do tylu. Bardzo pozytywne było to, że cała drużyna brała udział w defensywie i szybko przechodziła w wolne miejsca, o których wiedzieliśmy, że będą w tym meczu. Bardzo się cieszę, że zdobyliśmy pięć bramek, zagraliśmy na zero, uniknęliśmy kontuzji i przede wszystkim pokazaliśmy dobry futbol – mówi Tadeusz Pawłowski, trener Śląska Wrocław.

Po spotkaniu, które przegrywa się 0:5 i praktycznie kończy się po pierwszej połowie, można w zasadzie nic nie mówić. Moim piłkarzom nie brakowało zaangażowania. Mieliśmy jeszcze chwilę temu zespół, którym każdy się zachwycał. Zrobiliśmy awans, mieliśmy dobry początek sezonu w ekstraklasie. Teraz jesteśmy w trudnej sytuacji przez straty kadrowe. To dla nas bardzo ciężkie chwile. Nie złożymy jednak broni, będziemy walczyć. Ten zespół będzie grał lepiej, niż w ostatnich tygodniach i dzisiaj, ale musimy się wszyscy wspierać – mówi Dominik Nowak, trener Miedzi Legnica.


Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:5 (0:4)

0:1 – Robak 15′ (k)
0:2 – Chrapek 17′
0:3 – Robak 30′
0:4 – Cotra 35′
0:5 – Radecki 70

Miedź: Sapela – Zieliński (46. Ojamaa), Torres, Osyra, Pikk – Purzycki, Fernandez (46. Garguła), Szczepaniak, Łobodziński, Piasecki (74. Camara) – Forsell.

Śląsk: Słowik – Broź, Celeban, Golla, Cotra – Augusto, Chrapek (82. Pałaszewski) – Cholewiak (61. Radecki), Gąska, Pich – Robak (86. Samiec-Talar).

Żółte kartki: Szczepaniak (Miedź).

Sędzia: Wojciech Myć (Lublin).

Widzów: 5 394.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Krystyna Pączkowska / WKS Śląsk Wrocław