Kolejny rok siatkarskich emocji za nami. Nowy trener, trudny turniej Ligi Narodów, aż w końcu obrona mistrzowskiego tytułu. Rok 2018 – przeżyjmy Cię jeszcze raz.

Co przyniósł ten powoli kończący się już rok? Z pewności można powiedzieć, że 2018 to rok polskiej siatkówki. Dlaczego? Przekonajcie się sami.

Nowy trener, nowe oblicze

Ten rok dla polskiej siatkówki praktycznie rozpoczął się 7 lutego. Dlaczego akurat wtedy? Otóż odpowiedź wydaje się prosta. Tego dnia nowym szkoleniowcem polskiej kadry narodowej został Vital Heynen. Nie od razu i nie wszyscy byli do końca przekonani o słuszności wyboru Belga na o stanowisko. Przede wszystkim dlatego, że słynie z dość kontrowersyjnych metod zarówno treningowych, jak i regeneracyjnych.

Podczas treningów zawodnicy nie ćwiczą odbić w parach. Tylko podczas rozgrzewki przed meczami. Ten natomiast odbiły się szerokim echem w mediach. Podczas obozów przygotowawczych Heynen podczas rozgrzewek niejednokrotnie zaskakiwał swoich siatkarzy. Zwykłe, mozolne ćwiczenia zastąpił tak zwanymi Stupid Games. Ale czym właściwie one są? Zobaczcie sami 😀

Sezon reprezentacyjny na dobre rozpoczął się w maju. Przed pierwszym turniejem Ligi Narodów w historii, Polacy rozegrali dwa mecze towarzyskie z Kanadą. Pierwszy z nich wygrali Kanadyjczycy, ale drugi już należał do Biało-Czerwonych.

Liga Narodów była tylko rozgrzewką

Dla Vitala Heynena zwycięstwo Ligi Narodów nie był najważniejszym celem tego sezonu, a jedynie przygotowaniem do zbliżającego się mundialu. Sprawdzenie swoich umiejętności i możliwości na międzynarodowym podwórku było niezwykle istotnym doświadczeniem dla Belga. Biało-Czerwoni zwiedzili cztery kontynenty i awansowali do Final Six, gdzie ostatecznie zakończyli na piątym miejscu razem z Serbami. Mimo że z Francji nie przywieźli medalu, to był tylko początek ich tegorocznej drogi na szczyt.

Zwycięski Memoriał dodał skrzydeł

Co roku organizowany Memoriał Huberta Jerzego Wagnera to turniej, który tym razem miał wyłonić pierwszą szóstkę na zbliżające się mistrzostwa świata. Nic z tego. Heynen skutecznie manewrował składem, nie dając do końca poznać swojej filozofii prowadzenia kadry polskich Orłów. Po trzech niełatwych zwycięstwach Polska zwyciężyła w XVI Memoriale wybitego niegdyś trenera.

Work hard, play hard?

Wrześniowe mistrzostwa świata były najważniejszym sprawdzianem polskich siatkarzy. Wyjątkowo przygotowania rozpoczęli w 14-osobowym składzie. Każdy z nich, zaczynając zgrupowanie w Spale mógł być pewny swojego miejsca w samolocie do Warny. To okazało się kluczem do sukcesu. Grupa się ze sobą zżyła, a atmosfera panująca na treningach przekładał się na późniejsze mecze. W założeniach Heynena kluczowym elementem była odpowiednia regeneracja. Każdy z nich przed treningiem miał być wypoczęty i wyspany. Tylko wtedy jego zdaniem miało to odpowiedni sens. Nie skupiał się na zamęczeniu swoich siatkarzy w halach i nie dokładał obciążeń na siłowniach. Obdarzył zawodników sporym zaufaniem, co także dało efekt na boisku. Wybór wielu z nich był niemałym zaskoczeniem.

Nie zabrakło niespodzianek

Chyba najlepszym przykładem jest Bartosz Kurek, który po trudnym sezonie spędzonym w Turcji został obdarzony ogromnym zaufaniem. To on jechał na mistrzostwa jako numer jeden polskiego ataku, mimo że obok siebie miał doświadczonego Dawida Konarskiego i Damiana Schulza, którego cechują niezwykłe parametry fizyczne.

Przedstawienie czas zacząć

Włosko-bułgarski mundial Biało-Czerwoni rozpoczęli od wygrania wszystkich meczów w swojej grupie. Bardzo ważnymi postaciami w tej fazie turnieju byli Michał Kubiak i Artur Szalpuk. Kurek natomiast wiąż szukał odpowiedniej dyspozycji. Później polska kadra trafiła na Argentynę, Serbię i Francję. Dużym utrudnieniem na tym etapie mistrzostw była niespodziewana infekcja Kubiaka, który nie był obecny ani podczas starcia z Argentyną ani Francją. Oba te spotkania były spadkiem świetnej formy Biało-Czerwonych. Ostatnią nadzieją była wygrana z Serbami. Tam już nie pozostawiając cienia wątpliwości, pewnie wygrali 3:0, awansując tym samym szóstki najlepszych drużyn.

Turyn kropką nad i

Turniej finałowy w Turynie okazał się być obrazem najlepszej dyspozycji siatkarzy Vitala Heynana. Po raz kolejny pewnie pokonali Serbów i Włochów. W półfinale trafili na Amerykanów, którzy podczas tych mistrzostw byli jednymi z głównych faworytów do złota. Mecz z zawodnikami Johna Sperawa był prawdziwą batalią. Wielkim stylu Polacy znów po czterech latach mieli zagrać w finale z Brazylijczykami. Ostatni mecz wcale nie był tym najtrudniejszym. Pewnie i bez żadnych problemów pokonali Canarinhos, broniąc tytułu mistrza świata sprzed czterech lat.

Bartek, czapki z głów

Jak feniks z popiołów odrodził się Bartosz Kurek. Jego gra w Turynie nie pozostawiła żadnych wątpliwości, co do jego siatkarskiej i drużynowej wartości. Był prawdziwym liderem na boisku i poza nim. Tytuł MVP trafił w jego ręce, a złote medale na szyje naszych Orłów.

Pozostaje tylko powiedzieć – Panowie, czekamy na Tokio!


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Instagram