Polcon 2016: dzień czwarty oraz zamknięcie konwentu [FOTORELACJA]

Pogoda od rana nie sprzyjała, jednak mimo to czwarty dzień na Polconie upłynął pod znakiem kilku interesujących prelekcji. Pomimo oficjalnego zamknięcia, jutro atrakcje konwentu czekają na każdego chętnego.

Czwarty dzień Polconu rozpoczął się od bardzo interesującej prelekcji poświęconej twórczości H. P. Lovecrafta. Prowadzący Szymon „Simon Zack” Żakiewicz w zajmujący sposób wprowadził słuchaczy w świat samotnika z Providence opowiadając i bliżej przybliżając osławioną już mitologię Cthulhu. Mimo ulewnego deszczu niedziela zapowiadała się naprawdę interesująco.

KONDYCJA POLSKIEGO HORRORU – PRELEKCJA, A RACZEJ POGADANKA NA TEMAT LITERATURY, FILMÓW ORAZ GIER GROZY.

Niestety dość szybko w programie pojawiło się prawdziwe zgniłe jabłko. Mam tutaj na myśli prelekcję zatytułowaną: „Kondycja polskiego horroru”, którą, zgodnie z planem, prowadzili wszyscy. Początkowo zjawiły się cztery osoby w tym prowadząca by rozpocząć dyskusję także o wszystkim, czyli tak naprawdę o niczym. Państwo troili się i dwoili, jednak było widać, że po pierwsze nikt nie ma pomysłu na całość, a po drugie nawet nie bardzo wiadomo po co się to wszystko dzieje. Kiedy w połowie nastąpiło małe przetasowanie i pojawiły się dwie nowe osoby, a prowadząca opuściła na kilkanaście minut salę nic się nie zmieniło.

INDIANA JONES W LABORATORIUM, CZYLI PRELEKCJA, KTÓRA Z INDIEM NIE MIAŁA WIELE WSPÓLNEGO.

Nazwa prelekcji brzmiała interesująco, tym bardziej, że Indiana Jones to jedna z takich postaci, która wyraźnie zapisała się w dzieciństwie niejednego. Tymczasem okazało się, że mieliśmy do czynienia z wykładem dotyczącym metod, na podstawie których archeolodzy ocenić mogą wiek swoich znalezisk. Czuliśmy się jak na wykładzie z chemii lub fizyki, gdy tłumaczono nam chociażby pojęcia połowicznego rozkładu izotopu węgla C14.

EROTYKA W FANTASTYCE, PANEL BĘDĄCY WSTĘPEM DO PÓŹNIEJSZEJ PRELEKCJI RADKA RAKA.

Sala Audytoryjna nie raz rozbrzmiewała śmiechem, gdy podczas panelu opowiadano o tych mniej udanych próbach opisania scen erotycznych w literaturze. Był to świetny wstęp do tego co później zaprezentował Radek Rak, ot, luźna rozmowa o seksie, o tym, że choć finalnie wygląda to różnie to ważnym jest by z erotyki w swoim dziele nie zrobić pornografii. Padało wiele kwestii, które zwyczajnie bawiły, wytykano błędy pisarzy opisujących akty miłosne (dowiedzieliśmy się chociażby, że gorsetu za żadne skarby świata nie da się rozerwać), wskazywano opisy piękne, pełne wręcz poetyckiego podejścia.

BETWEEN SCIENCE AND FICTION, CZYLI JEDNA Z NIELICZNYCH PRELEKCJI PROWADZONA W JĘZYKU ANGIELSKIM – BEZ TŁUMACZA.

Prelekcję z udziałem zagranicznych gości można uznać za niezwykły fenomen. Biorąc pod uwagę, że prowadzoną dyskusję można porównać do takiego trochę naukowego bełkotu (w sensie pozytywnym) z którego nie dowiemy się niczego, czego już byśmy nie wiedzieli. Frekwencja na spotkaniu była zadziwiająco wysoka i to pomimo faktu, że całość pozbawiona była tłumaczenia na język polski. Spodziewałem się kilkudziesięciu zagorzały wielbicieli tematyki. Natomiast zastałem pełną salę oddanych fanów. Szkoda, że tegoroczny Polcon poza najciekawszymi punktami świecił pustkami.

RADEK RAK OPOWIEDZIAŁ O PISANIU O SEKSIE, A NIE O RŻNIĘCIU.

Świetnym punktem niedzielnego programu na pewno była prelekcja prowadzona przez Radka Raka o nazwie Erotyka i fantastyka. Na wstępie zaprezentowane zostały trzy sposoby, w jaki pisarze opisują sceny zbliżeń w swoich książkach. Pierwszy zakłada, że o seksie się po prostu nie pisze wcale. Jest to wyjście o tyle bezpieczne, że w sytuacji, gdy nie potrafi się o nich pisać, nie psują odbioru dzieła, jednocześnie jednak na siłę je ugrzeczniając. Drugi to budowanie napięcia między postaciami, żeby w momencie, gdy jasnym się staje, że lądują one w łózko autor kończy rozdział, następuje skierowanie kamery na kominek. Każdy wie co się dzieje, a pisarz nie ryzykuje, że w swoim opisie seksu będzie zbyt frywolny. Trzeci sposób to budowa scen zbliżeń od A do Z, wymagająca od twórcy najwięcej, jednocześnie stwarzająca tak piękne opisy zbliżeń jak choćby te z czwartego tomu sagi wiedźmińskiej, Czasu Pogardy (Yennefer powtarzająca wciąż po wszystkim „Jejku, jej.” to chyba jedna z najpiękniejszych scen połóżkowych). Radek jednocześnie zaznaczał, że od scen erotycznych pisarze nie powinni uciekać, a pisząc o nich nie popełniać czwartego sposobu: wulgaryzowania seksu. Napisać o czymkolwiek w bardzo negatywnym świetle, robić ze sceny łóżkowej coś rozwiązłego, pomimo relacji łączących postacie jest bardzo łatwo. A jak wskazywał przez całą prelekcję, jeśli coś ma być erotyką, ma traktować o seksie, a nie o rżnięciu.

PODCZAS ZAMKNIĘCIA KONWENTU ROZSTRZYGNIĘTO KONKURSY NA OPOWIADANIE.

Oficjalne zakończenie Polcon-Eurokonferencja 2016 można porównać do przysłowiowego gwoździa do trumny. Ostatnie tchnienie. Zgodnie z harmonogramem imprezy całość miała trwać godzinę, jednak organizatorom udało się uwinąć dużo szybciej i zakończyć tę farsę jeszcze przed czasem. Niestety ale inaczej tego nazwać nie idzie. Może nie powinienem kopać leżącego, jednak zakończenie to tak prawdę wręczenie kilku nagród. Niby nic, jednak kiedy okazuje się, że na środek wychodzi przedstawiciel organizatora by ogłosić wyniki. Jedna ręka w kieszeni, drugą trzyma kartkę z której czyta jakby znalazł się tam za karę. Natomiast na domiar złego informuje, że nagród nie wręczy bo ich nie ma. Zwyczajnie ich nie dostał, organizator zaplanował odbiór w biurze.

Nawet w przypadku drugiej nagrody dla Mistrza Mistrzów nie zabrakło dziwnego humoru. Prowadzący wykonał telefon do jednego z dwóch półfinalistów, by poinformować go o tym, że właśnie wygrał puchar MM. Zachowanie prowadzących było niegrzeczne, wręcz wulgarne na swój sposób. Brakuje mi słów by opisać to co działo się podczas tych kilkunastu minut. Finał tak wielkiej imprezy powinien wyglądać inaczej.

ORAZ KOMIKS NAWIĄZUJĄCY DO TWÓRCZOŚCI LEMA.

Ostatecznie Polcon 2016 miał swoje wzloty i upadki i tak niech pozostanie. Do zobaczenia za rok, tym razem w Lublinie.

 

Autorzy | Patryk Wolny i Patryk Rudnicki

  • Zdjęcia | Patryk Rudnicki