Polcon trwa! [FOTORELACJA. KONCERT I DZIEŃ 2]

O rozpoczęciu Polconu pisaliśmy już w czwartek. Drugi dzień konwentu opływał w wiele ciekawych spotkań, prelekcji oraz okazji do spotkania nowych ludzi czy zagrania na klasycznym sprzęcie oraz w rozmaite planszówki – pisze Patryk Rudnicki.

*

Zachowajmy jednak chronologiczność, więc najpierw jeszcze o wczorajszym koncercie otwarcia.

Na teren Polconu udało mi się dostać o 19, aby zapoznać się z lokalizacją poszczególnych sal i zorientować się w terenie. Na chwilę przed 20 skierowałem swoje kroki do Sali Audytoryjnej w Centrum Kongresowym. Oficjalne otwarcie konwentu rozpoczęto od przedstawienia zaproszonych gości oraz podziękowania miastu oraz organizatorom. Potem można było już przejść do uczty dla duszy.

Orkiestra Symfoniczna Marcina Wernera uraczyła wszystkich zgromadzonych utworami z muzyki filmowej, komponowanej na potrzeby filmów fantastycznych. Rozpoczęło się od Tako Rzecze Zaratustra, czyli motywu z 2001 Odysei Kosmicznej, będącego jednocześnie najstarszym utworem w całym zestawieniu, później prezentowano motywy z takich przebojów jak Gwiezdne Wojny, Indiana Jones, Gladiator czy Braveheart: Waleczne Serce. Nie obyło się oczywiście bez owacji na stojąco i bisu.

*

Wizytę na drugim dniu konwentu rozpocząłem od wybrania się na spotkanie z Andrzejem Sapkowskim. Dwie godziny luźnej rozmowy z laureatem World Fantasy Award, pełne śmiechu i rozgardiaszu jaki wokół siebie kreuje, zleciały niemożebnie szybko. Pierwszy raz w życiu uczestniczę w takiej imprezie i pierwszy raz miałem okazję spotkać Sapkowskiego, a było to spotkanie niebywałe. Później, gdy podpisywał dla mnie mój egzemplarz Miecza Przeznaczenia (co postałem w kolejce po ten autograf, to moje), wymieniliśmy kilka zdań na temat okładek wiedźmińskiej sagi i zgodnie stwierdziliśmy, że (tu cytat): „A one wszystkie są do dupy”. Niesamowity człowiek, z ogromną energią i dystansem do siebie.

Po spotkaniu z Sapkowskim postanowiłem pokręcić się bez celu, bo czekałem na prelekcje dotyczące Gwiezdnych Wojen, o których za chwilę. Wszędzie krzątali się cosplayerzy i cosplayerki. Nie szło wręcz przejść obok nich obojętnie, bo niektóre ze strojów robiły wrażenie i na pewno wymagały ogromu pracy. Oczywiście nie mogło zabraknąć Deadpoola, który wszędzie szukał zaczepki, a gdy zrobiło się odrobinę poważniej…

… po prostu się ulotnił.

Obojętnie nie mogłem przejść również obok RetroGralni, w której mogłem przez moment popykać w legendarnego Ponga.

Jak również na Amidze 500.

Czy na równie legendarnym co Pong NES-ie.

Przechadzając się przez Halę Stulecia i mijając kolejne stoiska moją uwagę zwróciła galeria z artami oraz scenami z komiksów.

Później wybrałem się do Games Roomu, w którym wielu uczestników konwentu oddawało się graniu w przeróżne planszówki.

Zainteresowaniem cieszyły się również bitewniaki, obsługa konwentu zawsze służyła radą i objaśniała zasady rozgrywki uczestnikom. Królował Warhammer 40000.

Nie byłem jednocześnie w stanie nadziwić się nad kunsztem z jakim pomalowane są te wszystkie drobne figurki.

W Strefie Chillout niektórzy z kolei potrzebowali porządnie odpocząć.

Zbliżała się 17, więc wybrałem się na prelekcję Ciemna strona Star Wars prowadzoną przez MistrzSellera. Tutaj muszę się odrobinę rozpisać. Otóż o ile prowadzącemu nie można było odmówić wiedzy na temat uniwersum Gwiezdnych Wojen, o tyle sprawiał on wrażenie nieprzygotowanego do zaprezentowania tej wiedzy. Często gubił wątki, rozpoczynał kilka naraz, początkowo pełna sala opustoszała, a ja pozostałem do końca, po pierwsze z dziennikarskiego obowiązku, po drugie z nadzieją, że może za chwilę będzie lepiej.

Kolejna prelekcja, pod tytułem: Mroczne Widmo – najlepsza część Gwiezdnych Wojen, rozpoczęła się od zasadniczego pytania ze strony Michała Wolskiego, który ją prowadził. Pytaniem tym było: Kto uważa, że pierwszy epizod jest najlepszą częścią sagi? Odpowiedzią z kolei była fala śmiechu. Michał szybko dodał, że takiej opinii, jak tonący brzytwy trzymał się George Lucas, a całość prelekcji miała na celu pokazanie dlaczego tak sądził oraz co w życiu i światopoglądzie Lucasa wpłynęło na taki, a nie inny kształt Mrocznego Widma.

Drugi dzień Polconu był diablo interesujący oraz angażujący, był świetną okazją do poznania ludzi różnych pasji i zainteresowań. Najważniejsze jednak jest to, że od każdego z uczestników emanowała wręcz życzliwość, a na każde pytanie czy zagajenie odpowiadali w pierwszej kolejności uśmiechem.

Tak upłynął dzień, wieczór i poranek. Dzień drugi.

Autor | Patryk Rudnicki

  • Zdjęcia | Patryk Rudnicki