Polska strona Netflixa #3

Miniony tydzień to przede wszystkim komedie. Nie jest to ambitne kino, jednak może wywołać u widza salwy śmiechu, pod warunkiem, że lubicie specyficzny, wręcz nieco prostacki humor – pisze Patryk Wolny, o nowościach w serwisie Netflix.

Oprócz komedii znajdą się i dwa filmy, które co prawda z polskimi napisami dostępne były wcześniej, jednak teraz doczekały się także lektora. Pierwszy z nich to Bonnie i Clyde z 1967 roku. Dlatego, że to prawdziwy klasyk gangsterskiego kina, a także dlatego, że pomimo iż swoje lata już ma, to nawet dziś ogląda się go całkiem przyjemnie.

Drugim filmem jest Ostatni Samuraj, który w bardzo ciekawy i wzruszający sposób przedstawia zmiany, jakie zachodziły w Japonii z początkiem epoki Meiji. Schyłek epoki Edo okazał się fatalny w skutkach dla samurajów, którzy nigdy później nie odzyskali już swojej dawnej potęgi i statusu.


Pośród seriali bez większych atrakcji. Moim zdaniem, jedynie polskie napisy do trzeciego sezonu Lilyhammer zasługują na uwagę, pod warunkiem, że lubicie chłodne, gangsterskie klimaty.


Harold & Kumar Escape from Guantanamo Bay (2008)

NETFLIX: https://www.netflix.com/pl/title/70083108

Pierwsza pozycja na liście to historia dwóch kumpli, którzy przez pomyłkę, czy raczej głupotę, trafiają do więzienia w Guantanamo. Oczywiście, szybko udaje im się uciec, a cała reszta to ciąg absurdalnych i przypominających swym skomplikowaniem budowę cepa żartów pokroju palenia marihuany z prezydentem USA, czy udział w spotkaniu członków Ku Klux Klanu. Prosta, niewiele wymagająca komedia, idealna na wieczór po ciężkim dniu.

Zaznaczę, opowieść o ucieczce z Guantanamo jest kontynuacją filmu: Harold and Kumar go to White Castle. Jednak jego znajomość nie jest wymagana, by móc dobrze bawić się na sequelu.


Due Date (2010)

NETFLIX: https://www.netflix.com/pl/title/70130675

Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym filmie, od razu skojarzył mi się on z pierwszym Kac Vegas. I nie jest to skojarzenie wcale od rzeczy, zwłaszcza biorąc pod uwagę postać głównego aktora: Zach Galifianakis, który także był jednym z bohaterów wspomnianego filmu, a także Todda Phillipsa, reżysera odpowiedzialnego za oba te obrazy. Fabuła także mocno opiera się o schemat, który rok wcześniej okazał się strzałem w dziesiątkę. Czyli taka kopia, jednak nie do końca.

I tak oto mamy Petera, który wkrótce zostanie ojcem i za wszelką cenę pragnie zdążyć na poród żony. Lecz życie postanowiło umilić mu podróż, wiążąc go z nieznośnym, początkującym aktorem, który (o dziwny losie) okaże się raczej kulą u nogi, a niżeli wybawieniem.

Gdy pierwszy raz usłyszałem o tym filmie, nie sądziłem, że będę się na nim bawił aż tak dobrze. Początkowo może się zdawać, że twórcy nie znają granic dobrego smaku, bowiem w filmie pojawiają się żarty ze związków międzyrasowych, czy nawet weteranów wojennych, jednak całość zebrana do kupy zapewnia solidne półtorej godziny dobrej zabawy.

Zdecydowanie warto, zwłaszcza, jeśli podobały wam się filmy z serii Kac Vega, lub podobnie jak ja lubicie głupkowaty aktorski humor Galifianakisa


Mac & Devin Go to High School (2012)

NETFLIX: https://www.netflix.com/pl/title/70241596

Kolejna komedia na liście i ponownie podobny poziom żartów i gagów. Tytułowi Mac i Devin, w których odpowiednio wcielili się Snoop Dog i Wiz Khalifa, to chyba najważniejszy powód, dla którego można skusić się na seans tego filmu. Niestety, jeśli nie jesteście: fanami jednego z wspomnianych raperów, miłośnikami palenia trawki i oglądania filmów o paleniu, to raczej pozycja ta nie jest dla was.

Zdaje sobie z tego sprawę, że na liście miały pojawiać się pozycje warte obejrzenia, jednak tak ku przestrodze warto zaznaczyć, że może i film wydaje się pozornie ciekawy, lecz wcale tak nie jest. Już pierwsze obrazy, podczas których widzimy animowanego (wykonanie woła o pomstę do nieba) skręta zastanowią nas, czy czasem nie pobłądziliśmy w poszukiwaniach filmu na wieczorny seans.

Kina na świecie organizują pokazy najgorszych filmów, które to gromadzą wokół siebie rzesze oddanych fanów. W przypadku Mac & Devin Go to High School aż tak źle nie jest, co niestety sprawia, że i wielbiciele słabszych produkcji mogą czuć się rozczarowani.

Autor | Patryk Wolny

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułORIENTUJ SIĘ: Nowe życie baterii
Następny artykułMichał Hernes: Anonimowość to nowe supermoce
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.