Spektakl „Polska Woda” zrealizowany na 100-lecie Odzyskania Niepodległości przez Polskę jest przeniesioną na scenę historią mieszkańca małej wsi Kałkowskie, Henryka Jamrozika. Prostego człowieka, kochającego miejsce w którym żyje. Konrad Imiela, reżyser spektaklu, przez długi czas układał sobie w głowie, jak pokazać widzom istotę przekazu, jak wypreparować ponadczasowość i autentyczność bohatera. Rolę Henryka Jamrozika genialnie zagrał Bartosz Picher. 

Kilka lat temu Henryk Jamrozik stał się postacią bardzo rozpoznawalną w sieci. Można kolokwialnie powiedzieć, że „wygrał internety”. Wszystko za sprawą nagrania dla jednej z telewizji, w którym bez ogródek i wyszukanych słów opowiada o przyczynach powodzi i zalewania jego wsi Kałkowskie. Nie owija w bawełnę, mów jak jest o tym, że władza ma w poważaniu mieszkańców, że nie dba o biednych, że bogacz zawsze ma więcej. A Polska Woda, mała rzeczka we wsi wymaga opieki. Trzeba się przyglądać jak płynie, żeby pola były nawodnione, żeby krowy miały co pić. On się na tym zna, on by zadbał, gdyby tyko mu pozwolono. Żal serce ściska, że sam może nie dać rady.

Spektakl zaczyna się jeszcze zanim widzowie wygodnie usiądą. Zza kulis dochodzi głos oburzonej wokalistki, której nazwisko na programie teatralnym zostało przekręcone. Na scenie stoi mikrofon i biały fortepian Leszka Możdżera. Będą na nim grane polonezy, nokturny i walce Chopina. Muzyka przesiąknięta polskością wypłynie spod palców Darii Walisz a głos zabierze bohater wieczoru – Jamrozik. Światło przygasa i przed mikrofonem staje mężczyzna w średnim wieku, z grymasem na twarzy, w wiatrówce z ortalionu a całe jego ciało domaga się wysłuchania. Już po pierwszym zdaniu wiadomo, że nie będzie opowiadał kawałów o babie i lekarzu. Wszystkie słowa z wielkim żalem wypływające  z ust aktora przeniknięte są Polską. Melodia jego wypowiedzi miesza się z melodią wydobywająca się z instrumentu i gardła śpiewaczki Elżbiety Kłosińskiej. Historia jest pełna goryczy i troski. Bohater to typowy przykład romantycznego świra, który nie odpuści, który za wszelką cenę udowodni, że jego walka jest istotna. Jamrozik walczy o Polską Wodę, jak walczył lata temu o Polskę. Co wywalczył? Co? Dzisiejsza Polska wcale mu się nie podoba, nie takiej ojczyzny chciał, gdy został internowany. Nie takiej, w której nie dba się o najsłabszych. Jego postawa rozczula, dotyka. Bartosz Picher znakomicie maluje obraz prostego człowieka, który odda duszę by osiągnąć możliwie najlepsze rozwiązanie problemu. Wrażliwość i żarliwość z jaką  opowiada o naturze, która nas karmi, a my w tak zły sposób jej odpłacamy, jest urzekająca. Lokalny patriotym Jamrozika powinien stać się przykładem dla wielu z nas. I nieważne, że nie ma szkół, dyplomów, że cała wiedza, jaką ma pochodzi z czytania, bo interesuje go wszystko. Nieważne, że jest po piwie. Ważne, że chce ratować Polską Wodę, że jak się „wkurwi, to wyjmie ze strychu dwa granaty” w świątecznym ubraniu i zrobi z nich pożytek. Mogą go zamknąć, ale niech wiedzą, że tak nie wolno, tak nie można zostawić tej rzeki samej sobie.

Na scenie Capitolu następuje zderzenie ale i integracja dwóch światów: tak zwanej kultury wysokiej ze szczerością i prawdą zwykłego człowieka, mieszkańca wsi, który nigdy wcześniej nie był w teatrze. Jedno bez drugiego zdaje się nie istnieć. Płynąca Polska Woda bez chopinowskiego poloneza czy walca.


autorka: Sabina Misakiewicz
zdjęcie:Edgar de Poray