Długo zastanawiałem się, jak zatytułować mój cykl felietonów. Pomysł podrzucił mi sam Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz swoimi ostatnimi wypowiedziami i zachowaniami. W związku z tym, co tydzień w formie felietonu będę się zastanawiał co słychać w mieście Pana Prezydenta.

 

Na pewno wszystko dobrze, bo przecież mamy dzisiaj „Święto Wrocławia”. Jest uroczyście. Rano oficjalnie zaprezentowano Teatr Muzyczny Capitol i jego znamienite możliwości. Potem odbyła się uroczysta sesja Rady Miejskiej. Niesmacznie zachowali się jedynie mieszkańcy Wrocławia, którzy przyszli z transparentami, na których pytali „Czy naprawdę jest co świętować?”. Zbyto ich uśmiechem, bo nie bardzo było jak ich usunąć. Poza tym co oni mogą skoro w Radzie Miejskiej większość mają radni Prezydenta. Cóż, tak wybraliśmy, więc co się teraz ciskamy.

Zresztą samo zwycięstwo Prezydenta Rafała Dutkiewicza w ostatnich wyborach pokazało, że nie ma on kontrkandydata i za przeproszeniem „może robić co mu się podoba”. Takie sytuacje niestety najczęściej doprowadzają do zbytniego popadania w samouwielbienie. Nasz Prezydent coraz częściej myśli już teraz nie tylko o Wrocławiu, ale o całym Dolnym Śląsku, któremu mógłby przewodzić. Pomysł zacny. Do tego doszła już nawet chęć posiadania własnej policji. Tak. Właśnie policji, bo ona wtedy działałaby szybko i skutecznie. Trochę co prawda pachnie to systemami totalitarnymi, ale moje skojarzenie zapewne wywołane jest jedynie przez wydarzenia z soboty. Oczywiście myślę o wykładzie prof. Zygmunta Baumana. Odnoszę wrażenie, że wręcz uwielbianego we Wrocławiu, bo jego maksymy padają już nawet podczas spotkań w Teatrze Polskim z ust samego dyrektora. I tylko zaproszony gość wydawał się wtedy nieco tym zirytowany. Dlaczego? No właśnie. I tutaj mamy problem. O tym, że wykład „szanownego Baumana” przerwali w sobotę prawicowcy powszechnie wiadomo. Że wyprowadziła ich policyjna brygada antyterrorystyczna… też. Byli przecież uzbrojeni w transparenty i… gwizdki. To potężna broń. Trzeba było ich się pozbyć, bo zamiast dyskutować przyszli przeszkadzać. Przyszli nie dopuścić do rozmowy z Baumanem. Prezydent Rafał Dutkiewicz był zbulwersowany i nazwał przeszkadzających „nacjonalistyczną hołotą”. Kiedyś takich nazywano „warchołami”. Pytanie jednak brzmi czy Prezydent sam do tego nie doprowadził? Zaproszono w końcu człowieka, który potrafi przeprosić za to, że przez niego doszło do tego zamieszania. Przeprosić jednak za to co robił Polakom w latach stalinowskich nie potrafi. Tłumaczą go inni: wiarą w dobro systemu komunistycznego. Najlepszego systemu jaki mógł Polsce przypaść po wojnie. Człowieka o takich poglądach gościmy we Wrocławiu, honoruje go Nasz Prezydent, który dziwi się, że części mieszkańców może się to nie podobać. Ba. Mogą uważać to wręcz za karygodne.

Dyskusja na temat sobotnich wydarzeń trwa permanentnie. W Programie 3 Polskiego Radia usłyszałem dzisiaj zdanie Łukasza Warzechy: „Zygmunt Bauman, który cieszy się w niektórych kręgach wyjątkowym poważaniem, głównie w kręgach skrajnie lewicowych, wyróżnia się życiorysem wyjątkowo paskudnym, z którego nigdy się nie rozliczył i za który nigdy nie przeprosił (…)”.

Skoro jest osobą na tyle kontrowersyjną może więc wielu dziwić, a innym przeszkadzać robienie wielkiej fety ze spotkania z takim człowiekiem. Równie dobrze zdaniem Łukasza Warzechy można by zaprosić członka SS. Wtedy moglibyśmy wtedy uczcić z nim dojście Hitlera do władzy w Niemczech czy nadanie mu tytułu honorowego obywatela miasta Wrocławia. Powód zawsze by się znalazł, w końcu ludzi od propagandy mamy w naszym mieście wielu. I to znakomitych.

Oczywiście to nie są proste tematy, w których racje ma jedna ze stron. Tutaj każdy ma swoją. Całkiem tak, jak z tyłkiem. Trzeba mieć jedynie trochę wyobraźni, żeby wiedzieć, że jak zaprosi się Baumana w sobotę, to w poniedziałek będzie o tym mówiła cała Polska. Czy to stawia nasze miasto w dobrym świetle? Miasto Spotkań owszem, ale nie spotkań za wszelką cenę. Czy to stawia w dobrym świetle naszego Prezydenta Rafała Dutkiewicza, który zorganizował też specjalne spotkanie z Baumanem?  Odpowiedzi nie znam, albo wręcz boję się ją poznać.
Na deser tych wydarzeń Prezydent Rafał Dutkiewicz dostał nieudany półmaraton, do którego „nie jego policja” nie chciała dopuścić. Ich akurat za decyzję pochwalił, ale ludzie pobiegli sami. Tak powstał I Nielegalny Nocny Wrocławski Półmaraton. Teraz dla biegnących mają być mandaty. Ciekawe czyj to pomysł… W niedzielny poranek podczas akcji szukania kozła ofiarnego zwolniono jednego z najlepszych specjalistów od sportu – Waldemara Biskupa. Powołano też komisję, która ma się zająć wyjaśnianiem całej sytuacji. Na jej czele stanął wiceprezydent, który nie jest ciągany po sądach i pewnie dzięki temu ma więcej czasu.

Tegoroczne Święto Wrocławia mnie zniesmaczyło. I tak już pozostanie. Mam taką refleksję. Czy George Orwell byłby w stanie wymyślić to, co się dzieje teraz w naszym mieście? Dużo myślałem o systemach totalitarnych. O tym, jak Bauman w ramach KBW likwidował polskie podziemie i walczył z „rotmistrzami Pileckimi”, i o tym, który przed wojną miał miejsce we Wrocławiu. Do tego drugiego porównywany jest NOP, który tak naprawdę spowodował, że w wielu miejscach naszego kraju rozmawia się dzisiaj znów o powojennej historii, „Baumanach” i ich miejscu we współczesnym świecie. Czy zamknięcie się w uczonych rozprawach usprawiedliwia wcześniejszą przynależność do zbrodniczej organizacji, która walczyła z kwiatem naszej inteligencji? Która przystawała do dowódców z NKWD odpowiedzialnych za Katyń? Niech wydarzenia ostatnich dni będą dla nas wszystkich lekcją. Przede wszystkim lekcją pokory, ale też lekcją historii. Bo ta lubi się powtarzać. Uczmy więc jej kolejne pokolenia. I umiejmy przyznać się do błędu, zamiast bez zastanowienia ścinać głowy.

Na koniec, bo prawie mi umknęło. Tuż przed Świętem Wrocławia miasto obiegła wiadomość, że rzecznik Prezydenta Rafała Dutkiewicza, Pan Paweł Czuma będzie odpowiedzialny teraz za „nowe wrocławskie media”. Takie ratuszowe. Serwis ma hulać i być najlepszy. Dla wszystkich. I pewnie taki będzie. Tylko uważajmy co w nim piszą, bo kiedyś takie „ratuszowe media” już były, tylko nazywały się inaczej. I to nie tylko w Polsce, ale też na wschód i zachód od naszych granic. Nihil novi.

A poza tym, to chyba wszystko dobrze.

 

Autor: Daniel E. Groszewski