Zawsze się zastanawiałem skąd oni się biorą. Jedni mówili mi, że znajduje się ich w kapuście. Inni, że ich nie sieje, tylko niestety sami się rodzą. Dość powiedzieć, ze głupich ludzi spotkać można wszędzie. W każdej grupie społecznej. To prawdziwy cud, gdy poznajesz jednego dnia wiele osób i wśród nich nie ma takiego ani jednego.

 

Taki właśnie cud spotkał mnie w minionym tygodniu na Mazurach. Myślę, że spora w tym zasługa naszych gospodarzy, którzy w taki sposób dobierali skład ekipy, aby uzbierać tuzin pozytywnie nastawionych do życia osób. Nie miał znaczenia wykonywany zawód, bo w tym gronie znaleźli się prezesi spółek, prawnicy, coachowie, marketingowcy, handlowcy, sportowcy i dziennikarze. W pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że ciężko będzie połączyć tych ludzi. Nic bardziej mylnego. Połączyła nas radość życia, a znajomość cementowały niesamowite opowieści o skokach ze spadochronem, wspinaczce w Grecji, podczas których kozy wyjadały zawartości plecaków czy narciarstwie we Włoszech. Do tego już na miejscu dołożyliśmy rowery, a także jednostki wodne: motorówkę i ponton. Mnie zapewne na długo pozostanie w pamięci podróż po jeziorze na dziobie motorówki, która kilkukrotnie gasła (zabrakło nawet paliwa) i wtedy jej dziób wraz ze mną lądował pod wodą. Wszystko byłoby rewelacyjne, gdyby nie silny wiatr i to, że było po prostu zimno. W tym wszystkim z całą naszą wesołą gromadką potrafiliśmy się śmiać i znajdować pozytywy sytuacji. Tak naprawdę woda mnie rozgrzewała. Po prostu była ciepła, w przeciwieństwie do temperatury powietrza. Śmiechu było co nie miara, tak jak przy oryginalnych hasłach rzucanych co rusz przez słynnego Tadeo. Nie zabrakło też dyskusji o wytrzymałości, mistrzostwach polski w podciąganiu na drążku, mistrzostwach na Okraju, energetycznych zupkach, zdrowym odżywianiu, czy znaczeniu kolagenu w organizmie każdego człowieka.  Czuję się zdrowszy i mądrzejszy. I takie właśnie wakacje lubię. Takie, które dają mi pozytywne bodźce.

Wracam do mojego Wrocławia, który uwielbiam, ale w którym znów będę słyszał na co dzień, że każdy kto nosi szalik, czy koszulkę Śląska jest kibolem i jest zły. Że ci kibole biją tylko ludzi o inteligentnym wyrazie twarzy. Sam takiego nie mam, bo mnie dotąd nie pobili. Ma go pewnie żona kolegi, którą z furią zaatakował uprawiający jogging mężczyzna w parku na Maślicach. Z tego co wiem, nie krzyczał Śląsk. Nie wyglądał na kibola. Głupców nie brakuje nigdzie. Wbrew powszechnej opinii nie trzeba zakładać koszulki Śląska, aby nim być. Można też mieć koszulkę i nim nie być! Wracam do Wrocławia, gdzie słusznie piętnuje się bijących chorego na stwardnienie rozsiane człowieka, ale nikt nie wytyka palcem jego kolegów, którzy go zostawiali i uciekli. Nie wytykamy ich palcami. Nie piszemy listów otwartych: dość z fałszywymi przyjaciółmi, którzy w razie kłopotów będę starali się nam pomóc pokrzykując z daleka. Wracam więc wypoczęty do mojego miasta, w którym nadal trwa dyskusja prof. Baumanie. Wracam… bo kocham Wrocław. Czuję jednak, że kilkudniowe odcięcie się od niego dało mi siły i wytchnienie. Wracam, bo chcę. Wracam też, bo teraz we Wrocławiu będę mógł się spotkać z moimi nowymi znajomymi. A jak znów mnie zmęczy głupota wyjadę na Mazury lub w góry. Pozytywna energia pozwala odpocząć od głupoty.

 

Autor: Daniel E. Groszewski

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTrwa sprzedaż biletów na mecz z Rudarem Pljevlja
Następny artykułKibicowski Inkubator Pomysłów
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.