Źle rozpoczęła się dla Śląska walka o utrzymanie w grupie spadkowej. Piłkarze zagrali asekuracyjnie, jakby bardziej zależało im na nie złapaniu kontuzji niż zwycięstwie.

To wszystko pokłosie decyzji zarządu klubu i zapowiedzi, że we Wrocławiu myślimy o budowaniu zespołu na przyszły sezon… zamiast myśleć, że najpierw w Ekstraklasie trzeba się utrzymać. Na psychikę zawodników, którym kończą się niebawem kontrakty bez wątpienia wpłynęła też kontuzja Joana Romana. On na szczęście ma wciąż ważny kontrakt z Bragą, więc klub się nim zajął. Ci, których Śląsk nie widzi w swoim składzie jesienią, nie zamierzają za niego umierać i choć wściekamy się na nich, to nie ma się czemu dziwić.

Dodatkowo w meczu przeciwko Górnikowi Łęczna trener Jan Urban nie mógł skorzystać z pauzujących za żółte kartki Ostoi Stjepavicia i Kamila Bilińskiego, czyli z piłkarzy charakternych, którzy słyną ze swojej waleczności na boisku. I tej waleczności zabrakło.

Spotkanie źle rozpoczęło się dla przyjezdnych. Już w 12. minucie boisko musiał opuścić kontuzjowany Przemysław Pitry. Jego miejsca zajął Łukasz Tymiński. Minęło sporo czasu zanim linia obrony zespołu z Łęcznej zaczęła funkcjonować jak należy. Niestety, Śląsk nie potrafił tego wykorzystać. Asystę na koncie mogli dopisać sobie Ryota Morioka i Łukasz Zwoliński, ale obaj zamiast podawać do lepiej ustawionych kolegów zdecydowali się na słabe strzały z daleka. Szczególne pretensje może mieć tutaj do Morioki, który już od dłuższego czasu gra samolubnie i prowadząc piłkę patrzy… na nią, zamiast na sytuację na boisku. Niewykorzystane sytuacje zwykle się mszczą. W 35. minucie Piotr Celeban nie upilnował Bartosz Śpiączki i ten w sytuacji sam na sam pokonał Mariusza Pawełka. Przed przerwą szansę na wyrównanie miał jeszcze Zwoliński.

Po zmianie stron wrocławianie przeprowadzili znakomitą akcję pod bramką Wojciecha Małeckiego, jednak mimo spokojnego rozegrania, wielu podań, w trakcie których szukano najlepszej pozycji do strzału, uderzenie Morioki okazało się niecelne. Po tej akcji zaatakował Górnik: w 59. minucie Piotr Grzelczak z prawej strony boiska dośrodkował w pole karne, gdzie Grzegorz Bonin wygrał pojedynek główkowych z 5, Pawełek co prawda obronił, ale piłki nie zdołał złapać. Do niej szybciej doskoczył Bonin i tym razem pewnie umieścił ją w siatce.

Górnik pokonał Śląsk i wydostał się z ostatniego miejsca w tabeli, po raz pierwszy od października. We wrocławskiej szatni zrobiło się za to nerwowo, bo mamy już tylko punkt przewagi na strefą spadkową. Za tydzień zagramy z przedostatnim w tabeli Piastem, w Gliwicach. 13 maja na własnym boisku podejmiemy ostatni w tabeli Ruch Chorzów.

Byliśmy za mało agresywno. Za mało było ludzi, którzy włożą nogę wszędzie tam, gdzie trzeba. Mamy zawodników, którzy wolą grać technicznie niż kontakcie. Będziemy analizować ten mecz, bo wielu zawodników nie zagrało na swoim poziomie – podsumował Jan Urban.


Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna 0:2 (0:1)

0:1 – Śpiączka 35′
0:2 – Bonin 59′

Śląsk: Pawełek – Dankowski, Kokoszka, Celeban, Augusto (83. Engels) – Kovacević, Riera, Madej (75. Lewandowski), Morioka, Pich – Zwoliński. Trener: Jan Urban.
Górnik: Małecki – Matei, Pitry (12. Tymiński), Dźwigała, Leandro, Bonin, Sasin, Atoche (82. Hernandez), Drewniak (90. Danielewicz), Grzelczak, Śpiączka. Trener: Franciszek Smuda.

Żółte kartki: Drewniak, Tymiński
Sędzia: Jarosław Przybył
Widzów: 4921


Autor: Daniel E. Groszewski
Zdjęcie: Wojciech Węgiel

Zdjęcie jest ilustracją tekstu. Zostało zrobione podczas meczu z Lechią Gdańsk.


Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU