- REKLAMA -

Przechodząc ostatnio w Warszawie obok Muzeum Narodowego, nie znałam historii pomnika Piłsudskiego ani pomysłowej Sanitariuszki. Jednak, spacerując po uliczkach stolicy, miałam świadomość tego, co rozgrywało się tam 74 lata temu. Nie nam teraz oceniać, czy powstanie miało sens, czy też nie. Spieranie się o to, siedząc w wygodnym fotelu, w wolnej Polsce, uwłacza pamięci tych, którzy prawie 75 lat temu decydowali o tym w kanałach, na gruzach Ojczyzny. Wielu bohaterów z tamtego okresu odeszło. Odeszło w chwale, ale i też często niestety w zapomnieniu. Jerzy Rakowiecki był aktorem i reżyserem teatralnym. W latach 80. spisywał wspomnienia. Wspomnienia niezwykłe, bo zebrane między innymi właśnie w okresie Powstania Warszawskiego. Dzięki takim spisanym śladom przeszłości, możemy chociaż w niewielkim stopniu przywrócić pamięć nie tylko o wydarzeniach tamtego okresu, ale przede wszystkim o bohaterach, którzy oddawali życie za wolną Polskę…

 

Muzeum Narodowe w Warszawie. Obecnie jest to miejsce przesycone kulturą i sztuką. Jednak nie zawsze tak było. W czasie Powstania Warszawskiego pełniło znacznie ważniejszą funkcję, która nie miała nic związanego z kulturą. Było azylem, schronem dla wielu młodych walczących. W podziemiach budynku, jak wspomina Jerzy Rakowiecki, umieszczono na początku wojny odlewy pomników marszałka Piłsudskiego. Były tak duże, że ukrywający się w nich w ’44 roku nie musieli nawet kucać. Wystarczyło, że stanęło się z opuszczoną głową, aby moc pozostać niewidocznym.

W podziemiach muzeum było się jednak tylko pozornie bezpiecznym. Tak naprawdę nie istniała całkowicie bezpieczna przestrzeń. Wszędzie czaiło się potencjalne zagrożenie, wynikające nie tylko ze strony odkrycia przez nazistów, ale również z przewrotności ludzkiej natury. W każdym momencie z tyłu głowy walczących czaiła się świadomość, że wśród nich mogą przebywać szpicle, osoby donoszące Niemcom, które miały nadzieję na to, że kolaboracja z wrogiem wydłuży ich życia.

Jerzy Rakowiecki wspomina w swoich zapiskach Wanię. Podobno wszyscy lubili tego wesołego harmonistę o łobuzerskim uśmiechu. Kto by nie darzył sympatią fajnego kumpla, który niejednego rannego wyniósł na własnych plecach? Wania był nie tylko świetnym strzelcem wyborowym, ale również wykazywał szereg cech, które niestety uśpiły czujność towarzyszy. Był pomocny, radosny, wykazywał się empatią. Jednak ostatecznie okazał się nie być tym dobrotliwym Waniuszką za jakiego uchodził w oczach kolegów…

„Z gmachu wyszła grupa oficerów gestapo, powoli przesuwali się przed szeregami. Stałem w drugim szeregu i wpatrywałem się obojętnie w tę nadchodzącą grupę, gdy nagle… Byli na tyle blisko, że nie mogłem się pomylić. Pośrodku nich szedł, na lekko rozkraczonych nogach, w długich, eleganckich, błyszczących butach… szedł… Wania. (…) I on mnie poznał. Uśmiechnął się ironicznie, leciutko tym swoim nieco łobuzerskim skrzywieniem ust. (…) Dopiero teraz pojąłem co się dzieje: ze stojącego w głuchym milczeniu szeregu jeńców, gdy tylko Wania wyciągnął rękę w skórzanej rękawiczce, wyławiali AK-owców.”

Wania okazał się szpiclem, wtyczką, zdrajcą. Jednak we wspomnieniach Jerzego Rakowieckiego nie brakuje gloryfikacji cichych bohaterów, którym udało się uratować istnienie ludzkie nie za pomocą karabinu i granatu, ale sprytu i wybiegu. Reżyser wspomina dziewczynę w opasce Czerwonego Krzyża, która uratowała mu życie podczas wejścia nazistów do podziemi muzeum. Nie wie kim ona była, co się z nią stało, ani dlaczego wybrała akurat jego. Dziewczyna była sanitariuszką, która „wyłowiła” z tłumu wyprowadzanego przez gestapo młodego Jurka, podała mu papierosa i kazała się szybko i głęboko zaciągać. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Połączenie ciężkiego dymu papierosowego i wycieńczonego organizmu pozbawiło chłopaka przytomności. Ta krótka chwila braku świadomości i odcięcia od rzeczywistości, umożliwiła sanitariuszce przekonanie gestapowca do letalnego stanu, w jakim miał znajdować się chłopak.

„Wtedy usłyszałem jak dziewczyna krzyczy: On umiera, das ist Todt! Oficer kopnął mnie jeszcze raz, splunął i odszedł.”.

Ryzykowny wybieg ocalił czyjeś życie…


Autor: Ola Sopuch
Zdjęcie: wikipedia commons

  • Tekst inspirowany artykułami z Newsweek Historia „Schowany w pomniku marszałka” i „Ech, Wania…”.