Gala 38. Przeglądu Piosenki Aktorskiej jest znakomitym przykładem, jak walczyć z władzą, kiedy już wszystkie argumenty upadły. Niezgoda artystów na obecną sytuację polityczną przerodziła się w wielki i gorzki manifest wyśpiewany bez strachu.  

Scena Teatru Polskiego od wielu lat jest miejscem wystawiania Gali na zakończenie PPA. Tak było i w tym roku, mimo że po zmianie dyrektora wielu mieszkańców bojkotuje ten teatr. Nie było jednak obawy, że Cezary Morawski zgasi światło. W tym czasie, gdy na temat  jego dyrektorowania wygłaszano „płomienne” mowy i śpiewano pieśni, on sam grał w kolejnej nieudanej premierze Tpl „Mirandolinie”. Dwugodzinny spektakl Pożaru w Burdelu „Muzeum Wolności” wzbudził wśród widzów wiele emocji. Był gromki śmiech, okrzyki radości, ale i momenty bezsilności i wzruszenia. Doskonale pamiętam skecze Laskowika i Smolenia, pełne aluzji i przytyków skierowanych w stronę rządzących. Na Gali nie było aluzji, bo już nie ma na nią czasu, aktorzy więc mówili otwartym tekstem o bagnie, w którym przyszło nam się znaleźć. O WOLNOŚCI, która niebawem może stać się eksponatem muzealnym, o ludziach czy symbolach nieprzychylnych systemowi, których miejsce to zamknięta gablota. Przeszłość, która nie wróci.

Maciej Łubieński i Michał Walczak zaprosili do stałego składu (Andrzej Konopka, Karolina Czarnecka, Agnieszka Przepiórska, Lena Piękniewska i Monika Babula), Magdalenę Cielecką, Macieja Stuhra, Magdę Umer, Anję Ortodox, Pablopavo, Robala, Bartka Porczyka i Martę Ziębę. Ta wybuchowa mieszanka charakterów dała mistrzowski popis. Zarówno słowa piosenek, jak i fabuła spektaklu pod powierzchnią z pozoru wesołego widowiska, miała drugie dno. I to drugie dno wcale nie wzbudza radości, wręcz przeciwnie. W czystej postaci śmiech przez łzy. Maciej Stuhr w roli ministra kultury, który dokonuje ciągłych zmian dyrekcji w Muzeum Wolności, bo przecież dyrektor, to nikt inny, jak posługacz władzy. Po swojej stronie ma Muzealną Apkę – Cielecką. Jest i Królowa Brytfanna mająca poprowadzić rewolucję. W tej roli wystąpiła Anja Ortodox i swoją piosenką z 1993 roku „W moim kraju” przywołała emocje z tamtych lat, które teraz znów są aktualne. Nie sposób tych słów odebrać inaczej:

„W moim kraju
W moim kraju
wieje czarny wiatr
znów nie mogę spać

W moim kraju
W moim kraju
czasem boję się żyć
coraz zimniej mi

To tu polityka wysysa mózg
to tutaj asa zabija król
gdy trwa zimna wojna serca i słowa
coraz mniej miejsca żeby się schować

Tu polityka wysysa mózg
to tutaj asa zabija król
gdy trwa zimna wojna serca i słowa
coraz mniej miejsca żeby się schować”.

Burdeltata, jako Duszpasterz Hipsterów (Konopka) prowadzący do lepszego ten pokręcony świat wewnątrz jakiejś wielkiej gęby z czerwonego pluszu (scenografia, jak z okładki King Crimson) nie patyczkuje się w swoich wypowiedziach. Jednym tchem wymienia Wrocław jako Europejską Stolicę Kultury, Jacka Międlara i palenia kukły Żyda. Smutne to i niestety prawdziwe. Swoj udział w ogromnej refleksji tego wieczoru miała oczywiście Magda Umer, śpiewając pieść „Jeszcze w zielone gramy” Wojciecha Młynarskiego. Widzowie zareagowali automatycznie. Śpiewali razem z nią, pełni przekonania, że nie poddamy się naciskom, ze jeszcze będziemy walczyć, choćby tylko słowem, piosenką, sztuką. Kropkę nad „i” postawiła Marta Zięba, do niedawna aktorka Teatru Polskiego. Weszła na scenę z piosenką Gintrowskiego „A my nie chcemy uciekać stąd” i nastała się cisza. Weszła podając nazwiska tych, którzy w Tpl już nie ma. Wzruszenie zatykało jej gardło, widzowie wstawali ze swoich miejsc, by oddać szacunek jej i wielu innym aktorom zwolnionym przez Cezarego Morawskiego.

Gala „Muzeum Wolności” to wielki prztyczek w nos dla systemu, który kradnie nam wolność i próbuje sterować wszystkimi dziedzinami życia, próbuje kontrolować i zawłaszcza sobie prawo do decydowania o naszym życiu. Dzięki „Pożarowi w burdelu” wśród widzów zapanowała nowa siła, nowa motywacja obrony demokracji, do odrzucenia lęku. Żal tylko, że prócz wrocławskiej publiczności ten spektakl zobaczyła garstka przyjezdnych z innych miast. Mam jednak nadzieję, że poniosą w świat to, co w nich, w nas zostało po tym wzruszającym manifeście.


Autor: Sabina Miskiewicza
(01.04.2017 godz. 19.00)

Zdjęcie: Łukasz Giza