Przez 11 dni 35. Przeglądu Piosenki Aktorskiej wydarzyło się niesamowicie dużo. O niektórych, z tych wydarzeń będziemy mówili jeszcze długo. No i PPA będzie trwało długo… bo aż do ponownego koncertu L.U.C.-a, czyli do czerwca.

1. Dlatego też długo będziemy wspominali pecha, o którym może mówić L.U.C. Łukasz Rostkowski najpierw złamał rękę podczas kręcenie klipu „Dziękuję” (ostatnie sceny kręcone były już ze złamaną prawicą), a potem na koncercie, który odbył się 26 marca… spadł ze sceny. Wykonywał akurat utwór „Kapitan Gleba”. Teraz wraca do zdrowia. Jak się wyliże, to ponownie zaśpiewa w Teatrze Muzycznym Capitol. Nam udało się dowiedzieć, że ma to być w czerwcu. L.U.C na dniach pewnie poinformuje o dokładnym terminie. A na razie „Spiderluc aka Bandażman podnosi się do walki po mrocznym ciosie Kapitana Gleby”.

2. Ponownie zaśpiewa też Sambor Dudziński, który w kreacji „Króla Dawida – Live” był genialny. Artysta został uhonorowany Dyplomem Mistrzowskim im. Aleksandra Bardiniego. Dla tych, którzy nie widzieli dobra wiadomość jest taka, że spektakl prawdopodobnie będzie można zobaczyć już w maju.

3. Na przeciwległym biegunie znalazła się natomiast Natalia Sikora. Choć w telewizji jako Joplin była genialna, to jednak z jakiegoś powodu nie udźwignęła przedstawienia. Śpiewała gorzej, a teksty – zwroty do opuszczających spektakl widzów, wypowiadane przez Tomasza Madeja były niesmaczne i być może wynikały z niedojrzałości artysty, który chyba uwierzył, że to jego przyrodzenie wystraszyło widzów. Wystraszyła ich kiepska jakość produktu. Największy minus tegorocznego PPA.

4. Galę finałową opuścił natomiast tylko jeden widz, który zbulwersował się odważnym przedstawieniem „Barki” i „Chrześcijanin tańczy”. Wychodząc z sali krzyczał „Chamstwo, chamstwo”. Spektakl na tyle wciągnął, że mimo problemów z kolanem (ciężko mi było usiedzieć w jednym miejscu) nie zauważyłem, kiedy minęły trzy godziny. Bez wątpienia mógłbym zostać na niej dłużej. Nawet godzinę lub dwie. O tym, że sztuka się kończy zorientowałem się, gdy ze sceny padła informacja, że Wrocław liże rany po Europejskiej Stolicy Kultury, a Łeba stała się oddzielnym księstwem (to w roku 2017). Całość genialna, więc nie mogę się doczekać powtórki w telewizji. Agata Duda-Gracz zafascynowała mnie swoim postrzeganiem blokowiska, na którym ja też wyrosłem. O Gali mógłbym dłuuugo, więc przy każdym najłatwiej napisać to, czym mnie urzekł.  Wojciech Mecwaldowski (genialnie nierozgarnięty… i prawie nic nie mówi), Elżbieta Romanowska (najbardziej oryginalna Małgorzata, dla mnie niezwykle ciepła), Tomasz Schimscheiner i  Aldona Grochal (niesamowici rodzice, dobrze, że takich nie miałem), Piotr Gajda-Sus (dziadek Niemiec, nie prześladował mnie), Justyna Szafran (femme fatale, takie koleżanki były na trzepaku, wtedy warte grzechu, choć nie śpiewały „Kawiarenek”), Andrzej Gałła (chroń Panie, przed takim teściem), Mariusz Saniternik (komunista-idealista, jak mój sąsiad, ten jednak nie mówił „Hamletem”), Elżbieta Kłosińska (za operetkowe „Obywatelu, zostań tatą”), Maciej Nerkowski (za księdza), Agnieszka Oryńska-Lesicka (za „Papierowy księżyc”, gwałt i upadek społeczny… ale też za misie), Bartosz Picher (za męża depresyjnej i własną „pogodę ducha”), Helena Sujecka (depresyjna do końca, aż po ciarki), Emose Uhunmwangho (za „What a Wonderfurl World” z pozycji kolan), Mikołaj Woubishet (taki kolega, który wszystko załatwi i wszyscy go lubią), Janina Garbińska-Budzińska (święta kobieta i wdowa… niejedną taką pamiętam), Paulina Gałązka (też była taka… Kasia, ale nie śpiewała tak wspaniale „Niech żyje bal”), Sebastian Machalski (za „Somebody to Love”), Krzysztof Wach (za gotowość na śmierć), Maja Kleszcz (Szał niebieskich ciał), Magda Kumorek (pani Kazia, po prostu, dewocja aż miło), Łukasz Długi Wójcik (za to, że tak wysoko się w głowie nie kręci i że Maksymilian też jest spaczony, aż miło), Łukasz Wójcik (niezapomniany tankista), Adrian Kąca (za otwartość na innych), Albert Pyśk (za homofobię, skryty homoseksualista), Michał Zborowski (za Batmana), Tomek Leszczyński (za ból, który mi sprawił, gdy złamał nogę… poczułem go w kolanie) i na koniec Cezary Studniak (Anioł Stróż Depresyjny, nie wiem czy takiego mam… i nie wiem, czy bym chciał mieć, ale to pierwszy anioł, który z taką gracją zamiata skrzydłami podwórko, jeździ na rowerze i buja się na trzepaku). Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem, a o każdej z ról należałoby napisać przynajmniej tak długi tekst, bo przecież aktorzy współtworzyli swoich bohaterów.

5. Niezwykle mocny skład w tegorocznym finale Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki. W pamięci pozostaną Irena Melcer i „Nie hajtaj się” (Złoty Tukan i Tukan Dziennikarzy), Paulina Walendziak i „Warszawo ma” (nagroda ZAiKS), Karolina Czarnecka i „Hera, koka, hasz, LSD”, Klara Broda i „Youkali” (wyróżnienie Jury za przekraczanie granic), Natalia Lubrano i „Wariatka tańczy” (wyróżnienie Jury za walory wokalne i Tukan Publiczności), Ewelina Przybyła i „Ubóstwiam drakę” (nagroda Polonica) oraz Katarzyna Pośpiech i „Tango marynarzy”. 

6. OFFy w tym roku dały możliwość rozwijania się. Były powroty, jak chociażby „Piosenka żołnierska”, z którą do Wrocławia wrócili: scenarzysta Kamil Chomiuk i absolwent PWST Konrad Marszałek. Statuetkę Tukana Off zdobył zespół Piła i Harfa (w składzie: Anna Bojara i Emilia Reiter) za projekt „Termostaty” – za wdzięk, kobiecość i poczucie humoru.

7. „Czas nas uczy pogody” OCH-Teatru to był prawdziwy hit. Prowadzeni przez Krzysztofa Maternę seniorzy powyżej 65 roku życia dali moc wzruszeń.

8. W tym roku przypada 70. rocznica Powstania Warszawskiego, więc nie sposób w tym subiektywnym dekalogu nie wspomnieć o „Białoszewskim 44” z  genialną jak zawsze Kingą Preis.

9. „Cienie. Eurydyka mówi:” Mai Kleczewskiej z Kasią Nosowską to na otwarcie strzał w dziesiątkę. Niezwykle mocno, głęboko. Nie wszyscy wytrzymali emocje.

10. A na koniec… Konrad Imiela odznaczony został medalem Gloria Artis. Minister Bogdan Zdrojewski medale wręczył też Mariuszowi Kiljanowi i Elżbiecie „Lalce” Terlikowskiej. Dla Imieli było to ostatnie PPA w roli dyrektora. Jego miejsce od 36. Przeglądu Piosenki Aktorskiej zajmie Cezary Studniak.

PS. Muszę dołożyć, bo wydarzyło się w trakcie PPA i nie przeszło bez echa.
Po pierwsze „Morrison/Śmiercisyn” w reżyserii Pawła Passiniego ze Złotymi Maskami – uznany najlepszym spektaklem Opolszczyzny w 2013 roku, a grający w nim Helena Sujecka – najlepszą aktorką, a Sambor Dudziński – najlepszym aktorem.
Po drugie Wiesław Cichy i jego „Stand_up Witkacy”, który miał premierę w Międzynarodowym Dniu Teatru i bez wątpienia swoim klimatem wpasowałby się bez problemu w PPA. Tym bardziej, że za muzykę odpowiada Rafał Karasiewicz.

Autor | Daniel E. Groszewski