Z Chrisem Baldwinem, reżyserem Ceremonii Otwarcia ESK Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016 i kuratorem ESK ds. performance, rozmawia Jacek Antczak

Czy jako kurator ds. performance, Brytyjczyk, nie czuje Pan wielkiej presji, jak na Panu spoczywa? W końcu zarówno cały rok gdy Europejska Stolica Kultury będzie umiejscowiona we Wrocławiu, jak i „Przebudzenie”, czyli ceremonia otwarcia, są zapowiadane jako jedne z największych wydarzeń w powojennej historii Wrocławia.

– Teraz już nie czuję tak wielkiej presji. Kiedy zaczynałem planować i wszystko było tylko i wyłącznie w mojej głowie i w moim ciele, wtedy rzeczywiście się bałem. Teraz, gdy wiem, co jest możliwe do zrealizowania i wiem, co się będzie działo 17 stycznia 2016 roku we Wrocławiu boję się mniej.

 

Co się będzie działo? Co to jest „Przebudzenie”, kogo będziemy przebudzać?

– Hasło „Przebudzenie” ma znaczenie wielowymiarowe. Przede wszystkim będziemy budzić Polskę i Wrocław, społeczność stolicy Dolnego Śląska. Ale chodzi też o to, by Wrocław przebudził resztę kontynentu, żeby pokazał czym jest teraz Europa i czym jest kultura reszcie świata. Chcemy by wydarzenia Europejskiej Stolicy Kultury nie było skierowane już tylko dla nas, wrocławian, twórców i organizatorów, ale właśnie dla Europy, a przede wszystkich dla tych ludzi, którzy przyjdą na otwarcie ESK i będą z nami.

To pięknie brzmi, ale co oznacza w praktyce? Czy wystawimy na Rynku jakiś wielki budzik, który zadzwoni i powie „Dzień dobry. Tu Europejska Stolica Kultury. Zaczęło się”? Ponoć tym budzikiem będą Duchy Wrocławia.

– 17 stycznia cztery Duchy Wrocławia obudzą się w czterech końcach miasta. I zaraz potem rozpoczną swoją siedmiokilometrową, dwuipółgodzinną trasę przez Wrocław. Po drodze dołączać będą do nich dziesiątki artystów i setki, a mamy nadzieję że i tysiące mieszkańców, którzy staną się częścią naszej opowieści.

Jak mamy sobie wyobrazić te duchy?

– Musimy się wyzbyć się myślenia, że duch to postać z prześcieradłem na głowie. To Duchy w sensie odczuwania, ducha wewnętrznego, duszy Wrocławia. Trudno o tym opowiedzieć, trzeba przejść z nami tą trasę i wtedy łatwo będzie zrozumieć dlaczego nazywamy to Duchami Wrocławia a nie po prostu gigantycznymi konstrukcjami, czyli platformami artystycznymi.

 

Niektórzy dziennikarze pytają Pana, co Brytyjczyk, który działa tu od niedawna może wiedzieć o historii Wrocławia?

– Ale wszystkiego dowiedziałem się od ludzi, którzy tu mieszkają. Wszystko, co chcę opowiedzieć o Wrocławiu, bazuje na setkach, a może już i tysiącach historii, które usłyszałem od wrocławian. Słuchałem historii powojennych i współczesnych, na przykład historii kobiet, które mieszkały tu w latach 40. XX wieku i po wojnie zostały we Wrocławiu i historii mężczyzn, którzy zostali zesłani na Syberię. Słuchałem historii ludzi, którzy tu przyjechali po wojnie ze Wschodu i historii młodych ludzi, którzy przyjechali tu na studia. Wszystkiego dowiadują się od ludzi, którzy są stąd.

Co z tych opowieści wynika?

– Że na pierwszy plan przebijają się cztery podstawowe tematy. Temat powojennej odbudowy miasta i jego historycznej wielowyznaniowości i wielokulturowości, temat wielkiej powodzi z 1997 roku, ale również temat „innowacji”, rozumianej w sensie społecznym – tego jak Wrocław sie rozwija, zmienia, jaka jest jego droga ku przyszłości. I tak naprawdę jak się dobrze wsłuchać, dzięki tym czterem motywom, dowiedziałem się, w jaki sposób trzeba opowiedzieć Europie historię Wrocławia.

Inni Brytyjczycy, Walijczyk, profesor Norman Davies wraz z Rogerem Moorhousem, napisali chyba najciekawszą historię Wrocławia. Czyli chyba z dystansu można Wrocław i zrozumieć lepiej. Dokonał Pan własnych odkryć?

– To co zrobił w swoich książkach Norman Davies, to w jaki sposób opisuje historię kraju i miasta, jest nie tylko dla Wrocławia, ale i dla całej Polski niesamowicie ważne. Ja bazowałem nie tylko na „Mikrokosmosie” ale na książkach wielu historyków. Ale ja nie jestem historykiem, więc dla mnie ważne najważniejsze było znalezienie pewnej artystycznej metafory, sposobu poprzez który można pokazać, jaki ten Wrocław teraz jest. Przykładem niech będzie historia powodzi, która stała się przyczynkiem do opowiedzenia zarówno o tożsamości poszczególnych ludzi, jak i wspólnocie losów i dziedzictwa kulturowego miasta. Powódź pozwoliła pokazać, jaką jesteśmy społecznością, pokazać, że to miasto jest nasze, że go wspólnie doświadczamy.

Bogdan Zdrojewski i Rafał Dutkiewicz, prezydenci Wrocławia przypominają, że tożsamość Wrocławia, jego wspólnota, tworzyła się najpierw w latach 80, w czasach Solidarności, a potem właśnie podczas powodzi z 1997 roku. Na czym polega jego fenomen, jeśli w ogóle taki jest?

– Po pierwsze uważam, że nie da się opowiedzieć historii Wrocławia, nie opowiadając o historii mniejszości, diaspor, które go tworzyły, żyły i żyją w tym mieście. To miasto jest bardzo zróżnicowane kulturowo dlatego, że ma bardzo skomplikowana historię, łączącą losy różnych narodów. Dlatego opowiadamy ją zapraszając do tego diaspory i artystów ze Lwowa, Drezna, Izraela, z wielu miast europejskich. Przecież to co wydarzyło się po 1945 roku w Polsce a szczególnie we Wrocławiu jest kwintesencją historii Europy. Przykładem łączenia wielorakich kultur, narodowości i zmian społecznych – w jednym mieście. W mieście, które zostało w sensie społecznym całkowicie przeobrażone i z dnia na dzień stało się mikrokosmosem, tego, co się wydarzyło wtedy w Europie.

Jak będzie wyglądało to widowisko, pochód Duchów Wrocławia?

– Możemy powiedzieć, że w jej przygotowaniu bierze udział 1300 mieszkańców Wrocławia i całego Dolnego Śląska, ale też Warszawy, Berlina, Łodzi oraz wielu innych miejsc. To często grupy nieformalne, grupy artystów, seniorów, studentów, uczniów… Część zgłosiła się sama, do części zwróciliśmy się z zaproszeniem: „Słuchajcie, macie szansę wziąć udział w historycznym wydarzeniu, dzięki któremu będziecie mogli opowiedzieć także własną historię. Zróbmy to razem”.

A teraz chce Pan zmobilizować cały Wrocław?

– Absolutnie tak, zapraszamy cały Wrocław. To wydarzenie jest tak tworzone, żeby każdy mógł w nim znaleźć coś dla siebie. Każdy znajdzie tam swoje miejsce, niezależnie czy się jest mamą z czteroletnim dzieckiem, nastolatkiem czy osobą starszą. Trzeba się tylko ciepło ubrać, bo mamy środek zimy, a impreza jest plenerowa.

Co mieszkańcy tym pochodem, tą Ceremonia Otwarcia ESK Wrocław mogą powiedzieć Europie?

– Mieszkańcy już teraz, biorąc udział w przygotowaniach, mówią Polsce i Europie w jak wspaniałym mieście mieszkają, że dzieje się w nim bardzo dużo niezwykłych wydarzeń. Najważniejsze, by powiedzieć, że mieszkają w pięknym, zróżnicowanym mieście z którego chcą być dumni przed Polską i Europą.

Mam wrażenie, że unika Pan odpowiedzi, jak będą wyglądały te Duchy, który przejdą przez miasto?

– Nie unikam, ale nie da się tego tak prosto opisać, żeby to sobie wyobrazić – trzeba przyjść i być z nami 17 stycznia. Jak pan się upiera, to uszczknę rąbka tajemnicy. Gdy przyjechałem do Wrocławia, po swoich wcześniejszych doświadczeniach, wiedziałem, że jeśli chcesz zrobić coś dla widowni rzędu 100 tysięcy osób, to wszystko, co musi być pokazane z dużej wysokości. W momencie, kiedy performerzy, muzycy i aktorzy są na ziemi, to tylko kilkaset osób w pierwszych rzędach ich widzi. Niesamowitą rzeczą związaną z Wrocławiem jest to, że to miasto tramwajów i mostów, więc tak naprawdę wszystko, co może przejść i przejechać ulicami przez miasto, może mieć maksimum 3,5 metra. Podstawowym wyzwaniem było, jak zrobić żeby coś, co może mieć 3,5 metra, miało 6,5 metra, by każdy mógł to zobaczyć. A potem, na końcu, w Rynku, by to jeszcze urosło. Do 16 metrów.

Tak, to może się stać tylko z Duchem.

– I to się udało wykonać. Dzięki niesamowitym polskim konstruktorom z Dolnego Śląska i Philippe Geffroy’owi, francuskiemu artyście sztuk wizualnych, który „Duchy” zaprojektował i jest mózgiem operacji artystycznej pod hasłem „Przebudzenie”. Ale później przyszło nowe wyzwanie: jak takie konstrukcje mogą unieść na sobie sześciu muzyków z instrumentami i sześciu akrobatów. Ale i to się udało. To będzie nie tylko wielkie przedsięwzięcie, ale też atrakcja, i to nie tylko dla uczestników i widzów, ale też osób, które interesują się techniczną stroną i chcą zobaczyć jak to zrobić, żeby takie konstrukcje mogły „rosnąć” i bardzo dużo udźwignąć. Po za tym nie ma w nich ani grama motoru, ani grama silnika. Wszystko będzie pchane i ciągnięte, przez ludzi, przez żołnierzy i więźniów. Wszystko będzie się działo za pomocą siły ludzkich rąk, bo właśnie taka siły ludzkich mięśni była potrzebna, by odbudować Wrocław. I to jest kolejna metafora.

Wszyscy wrocławianie wyobrażają sobie jakoś Europejską Stolicę Kultury i zgłaszają swoje postulaty. Mógłby Pan obiecać wrocławianom, by Ceremonia Otwarcia ESK Wrocław przyćmiła wszystkie poprzednie?

– Tak, pod jednym warunkiem. Że mieszkańcy Wrocławia, Dolnego Śląska i Polski przyjdą 17 stycznia 2016 roku pomóc nam tę historię opowiedzieć. Mamy performerów, mamy muzyków, mamy aktorów na trasie, teraz potrzebujemy Państwa. Mamy 1300 osób, potrzebujemy jeszcze kilkadziesiąt, a może kilkuset tysięcy.

Rozmawiał | Jacek Antczak

Rozmowa ukazała się również w drugi numerze Gazety ESK Wrocław 2016.