21 punktów zdobytych z rzędu! Pobity własny rekord w tym sezonie! Z wicemistrzem Polski! Na jego terenie! Czy można zrobić coś więcej, by zdobyć zielonogórską twierdzę? Ano można. Przydałoby się przede wszystkim wygrać.

Zielona Góra, tak samo jak i Wrocław, są jedynymi niezdobytymi miastami w Tauron Basket Lidze. U siebie przegrywali już akademicy z Koszalina jak i mistrzowie Polski. I obie te drużyny, a także Stelmet, są w lidze przed WKS-em. Dlaczego? Bilans meczów wyjazdowych. U zielono-biało-czerwonych jest on ujemny. Zdecydowanie lepiej wygląda to u pierwszej trójki ligi, którą Śląsk -miejmy taką nadzieję- docelowo goni. Ale jest i pewien policzek – ósmy w tabeli Trefl Sopot może poszczycić się bilansem +1. Można?

Problem z wygrywaniem na wyjeździe ciągnie się za wrocławianami od ubiegłego sezonu. Skoro na własnym terenie są w stanie sprostać każdemu, rozwiązania należy szukać w głowach zawodników. Owszem, można zastanawiać się, po co robić aferę z przegranej z tak silnym zespołem, jakim bez wątpienia jest Stelmet, tym bardziej, że nie tak dawno udało się wygrać w Koszalinie. Otóż, przegrywać można na wiele sposobów. Zielonogórzanie ulegli we Wrocławiu jednym punktem, Śląsk aż dziesięcioma (27 strat!). Mimo wspaniałej serii 21:0.

Przegrać z wicemistrzem i mistrzem Polski na ich terenie to nie wstyd. Przegrać, i to wyraźnie, z Rosą Radom, już nie przystoi. Tak samo z Asseco, choć akurat te dwie drużyny również przez dłuższy czas były twierdzami nie do zdobycia. Czego należy jednak oczekiwać po wyjeździe do Dąbrowy Górniczej? Mecz był w okołoświątecznym terminie, więc Śląsk wystąpił w roli Świętego Mikołaja. A co tam, to przecież tylko jeden punkt. Tu jeden, tam drugi, jeszcze trzeci. Dwa-trzy oczka więcej w poprzednim sezonie zapewniłyby wrocławianom play-offy.

Jeśli w umysłach kogokolwiek z drużyny zaświtała idea zdobycia w tym roku mistrzostwa, choćby był to maleńki przebłysk, o którym w żadnym razie nie można powiedzieć na łamach mediów, należałoby w końcu mocno potrząsnąć głowami i zamienić paskudny minusowy bilans na taki, który zdecydowanie godniej maluje się u kandydata o prym. Zawsze trzeba wymagać więcej.

A ze Stelmetem, na neutralnym już gruncie, sprawdzić się raz jeszcze 20 lutego.

Autor | Radosław Sikora

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł75. urodziny Emilii Krakowskiej we Wrocławiu
Następny artykułSabina Misakiewicz: Myśl i nie daj sobie w kaszę dmuchać
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.