Kiedy koszykarze Śląska, dziękując kibicom za wspólną walkę w TBL w mijającym dla nich sezonie, schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami, kilkanaście przecznic dalej, byli mistrzowie Polski T-Mobile Ekstraklasy świętowali derbową wygraną z Zagłębiem i awans na trzecie miejsce w grupie spadkowej.

Marco Paixao. Sprowadzony z myślą o walce o mistrzostwo, a nawet jeśli nie do końca o majstra, to na pewno o puchary europejskie. Portugalczyk marzył i wciąż pewnie marzy, by pojechać z kadrą swojego kraju na MŚ do Brazylii. Rzeczywistość wszystko zweryfikowała i zamiast strzelać bramki decydujące o najwyższych lokatach w tabeli, nowy kapitan Śląska musi pomóc swojemu zespołowi w utrzymaniu. Ma okazję wyśrubować własny dorobek strzelecki, w końcu na rozkładzie znacznie słabsze drużyny niż te z pierwszej ósemki. Tylko, czy selekcjoner spojrzy przychylnie na zawodnika z ogórkowej ligi, którego ekipa nie jest w stanie zapewnić sobie możliwości rywalizacji z takim Górnikiem Zabrze czy Wisłą Kraków? Mam wątpliwości. I jakąś dziwną pewność, że uśmiechnięty od ucha do ucha Paixao, nawet po skutecznym utrzymaniu swojego zespołu i wywalczeniu korony króla strzelców, uśmiechać się przestanie. Zaraz po ogłoszenia nominacji do kadry. A w zasadzie jej braku.

***

Tomasz Ochońko. Sprowadzony z myślą o walce o play-off’y i odciążeniu mocno eksploatowanego Roberta Skibniewskiego. Choć tak naprawdę chodziło tylko o to drugie. Gdyby Tomek realnie mógł wzmocnić drużynę w TBL, grałby w niej nieprzerwanie także po awansie z 1 ligi. Chciano dać wypocząć jedynemu po kontuzji Gibsona rozgrywającemu. I to był duży błąd. Jak już pokazał mijający sezon, Robert potrafi grać świetnie, kiedy bardzo dużo od niego zależy. Przed kontuzją Dannego to Amerykanin był gwiazdą. Skibniewski od czasu do czasu zagrał dobre spotkanie, ale jego potencjał był przez niego samego podświadomie wyhamowywany. Od przyjścia Tomka, Robert zaczął powoli gasnąć, czego finałem był decydujący mecz o najlepszą ósemkę. Punkty w meczu? Ochońko 10, Skibniewski 5. Wygląda znajomo. Oczywiście można całą winę zrzucić po prostu na przemęczenie, ale ja będę trzymał się swojej wersji. W decydującym spotkaniu Robert Skibniewski, Paweł Kikowski a nawet Radosław Hyży, który potrafi czasem wprawić ludzi zerkających w jego metrykę w osłupienie, odrobinę zawiedli. Sezon skończony, cel minimum nie został osiągnięty, ale zrealizowano ten nadprogramowy. Zawsze dobrze jest mieć w gablocie kolejny Puchar Polski. Ale za rok chcemy więcej.

Autor | Radosław Sikora