Radosław Sikora: Koń trojański po wrocławsku

Kilka/kilkanaście tygodni temu miały miejsce debaty przedwyborcze, podczas których wielu oponentom Rafała Dutkiewicza nie podobało się, że miasto wyłoży prawie 30 mln dolarów na organizację World Games. Wybory minęły i wydawałoby się, że sprawa ucichła, będąc jedynie tematem idealnym do jątrzenia w trakcie kampanii. Nie tym razem. Parę dni temu radni przystąpili do kolejnego ataku.

Niedawni kandydaci na stanowisko prezydenta Wrocławia – tu mowa o Mirosławie Stachowiak-Różeckiej i Waldemarze Bednarzu – wraz z radnymi będącymi w opozycji (PiS, SLD i Bezpartyjni) do panującej obecnie władzy, przygotowują wspólny wniosek o przeprowadzenie w mieście referendum lokalnego, które miałoby się odbyć tej jesieni. Wśród palących kwestii do przegłosowania, m.in. chęć prywatyzacji MPK, porzucenia projektu metrobusu na Nowy Dwór i zastąpieniu go tramwajem oraz utworzenia nowych linii na Psie Pole i Jagodno (naprawdę, trzymam kciuki). Znalazł się także pomysł o rezygnacji z organizowania World Games.

Dokładnie dwa miesiące temu napisałem tekst o igrzyskach sportów nieolimpijskich, które odbędą się(?) we Wrocławiu już za dwa lata. Dlaczego o tym przypominam? Ponieważ w tamtym felietonie stwierdziłem, że zagrożeniem sukcesu Wrocławia jest sam Wrocław. No i po części miałem rację, co widać już po 60 dniach. Nie spodziewałem się tylko, że zagrożenie przywdzieje postać konia trojańskiego. Jak inaczej można nazwać chęć zaprzestania inwestycji w ISN w chwili, gdy wszystkie one są już w zaawansowanym stadium, a rezygnacja z organizacji przyniesie ogromne straty i kary finansowe? Z czyich pieniędzy te kary opozycjoniści chcą opłacić?

– Chcemy by opinia publiczna wiedziała, że koszt organizacji World Games to 200 mln zł i zdecydowała, czy warto wydać takie pieniądze w momencie, kiedy we Wrocławiu są potrzebne ważniejsze inwestycje – mówi Sebastian Lorenc (Bezpartyjni Samorządowcy).

Grudniowy felieton zakończyłem naiwnym życzeniem, by w żaden sposób nie spieprzyć potencjału, jaki niesie w sobie ta impreza. Potencjału dla miasta i regionu. Żeby przypomnieć, większość wpływów z imprezy znajdzie się w kasie organizatora. Dla uzmysłowienia ponownie przybliżam zarobki tajwańskiego Kaohsiung, które – będąc w roli gospodarza – zarobiło w 2009 roku ponad 600 mln dolarów. Takie tam suche fakty. Wystarczyłaby więc choć odrobina wyobraźni, by zrozumieć, że miastu się to opłaci. Zarobek, infrastruktura, prestiż. Proste? Nie dla wszystkich.

Opozycja, wytykająca raz po raz niegospodarność obecnie panującym, chyba tak trochę w zazdrości chce pokazać, że potrafi być równie (jak nie bardziej) niegospodarna. Oczywiście to tak nieoficjalnie, oficjalnie pragną pomóc Dutkiewiczowi w rządzeniu i być bliżej mieszkańców. Populizm? Jak najbardziej. Głupota? Odpowiedzcie sobie sami.

Autor | Radosław Sikora

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSebastian Mila zagra w „Kiepskich”
Następny artykułSabina Misakiewicz: Gdyby żył Bareja
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.