Nie, nie jest to, wbrew pozorom, nowa jednostka pomiaru. Milowe kilogramy są symbolem podupadającego na zdrowiu Śląska. Pacjent wymaga opieki, a kuracja, z braku czasu, przydałaby się wstrząsowa.

Sebastian Mila, były już kapitan zespołu, zawodnik wrocławskiej drużyny od 2008 roku. Kiedy mistrz asyst przedłużał po raz kolejny kontrakt z klubem, wielu przyklaskiwało Zarządowi, że udało się utrzymać tak ważnego dla składu piłkarza. Negocjacje nie były łatwe, tym bardziej, że zainteresowanie zawodnikiem wyrażało kilka innych klubów. W końcu udało się obłaskawić pomocnika wojskowych.

Sebastian nie jest typem gościa, który połasi się na parę euro więcej. Wyszedł z założenia, że skoro we Wrocławiu coś już osiągnął i spotkało go tutaj wiele dobrego, to nadal chciałby tu być. Choćby dla tych młodych chłopaków, którzy się na nim wzorują – mówił menedżer Daniel Weber.

Wszystko zweryfikował czas. 31-latek z Koszalina w ciągu dwóch ostatnich lat notował wspaniałe liczby asyst otwierających drogę do bramki jego kolegom. W sezonie 2011/12 było ich 13, w kolejnym – 11. W rundzie jesiennej Mili udało się zaliczyć… jedynie dwa kluczowe podania. Skąd taki spadek?

Kontrakt podpisany, podwyżka otrzymana. Piękne słowa menedżera o chęci bycia wzorem dla młodych przez jego klienta, zderzają się ze smutną rzeczywistością. Sebastian wrócił po zimowym okresie przygotowawczym do rundy rewanżowej z sześciokilogramową nadwagą. 6 kilogramową! Piękny wzór.

Pomocnik, który z szybkością na boisku nigdy nie był za pan brat, zapuszcza się w sposób szalenie nieodpowiedzialny. Co może siedzieć w głowie takiego, wydaje się, profesjonalnego piłkarza? Tego nie wiemy. Może myśli, że to tylko polska liga i jakoś to będzie. W końcu Marco pewnie coś strzeli. A jedna, czy dwie wpadki nie spowodują przecież spadku z ligi.

Nie tak dawno naśmiewano się z Dalibora Stevanovica i Mariana Kelemena, stawiając im za wzór właśnie Milę. Co zrobili krytykowani piłkarze Śląska? Poza chęcią pozwania wszystkich krytyków oczywiście. Zrobili to, za co im płacą. Ciężko harowali na treningach i obecnie to właśnie oni są jednymi z najjaśniejszych punktów naszej drużyny. Nie licząc portugalskiego napastnika. Wybieranie ich do jedenastki kolejki przestaje w końcu być przyjmowane z uśmiechem politowania.

Teraz proszę włączyć wyobraźnię. Połączyć świetną skuteczność Paixao z tego sezonu, z dobrą formą Mili z dwóch poprzednich lat. Może zakręcić się w głowie? A na pytanie, co by było gdyby, już odpowiadam – na pewno nie walka o utrzymanie.

Autor | Radosław Sikora