Patrzę w tabelę Tauron Basket Ligi i nie wierzę. Spoglądam w statystyki i wyniki po każdej kolejce i nie wierzę. Oglądam ich w Orbicie, łapię się za głowę i wciąż nie wierzę. Śledzę ich wyjazdowe mecze na bieżąco na livesporcie, rzucam butelkami po mieszkaniu, ale kończy się tak, że znów nie wierzę.

Jestem chyba człowiekiem bardzo małej wiary, albo odbywa się tu jakiś regularny cud. Jak błąd w Matrixie, tylko że ten o nazwie WKS Śląsk Wrocław w TBL ciągle trwa. Jakby nikt nie chciał go naprawić. Jakby wszystkim był na rękę.

Rewolucja w kadrze i na ławce trenerskiej, słabe wyniki w okresie przygotowawczym – można więc spodziewać się przez kilka najbliższych kolejek w lidze topornej gry i sporadycznych zwycięstw, głównie wymęczonych na własnym terenie. Jak przed rokiem. I w zasadzie wiele się tu zgadza, gra bywa naprawdę bardzo oporna. Z tym, że wyniki przeczą wszystkiemu. Przeczą zdrowemu rozsądkowi. Koszykarze Śląska wygrywają wszystko. Ze wszystkimi. Beniaminek? Lejemy! Wicemistrz Polski? Dawać go!

Sześć zwycięstw w sześciu meczach, gdzie w drużynie wyraźnie przeważa liczba zawodników o sile konia pociągowego niż koszykarskiej finezji. Okazuje się, że jest to sposób.

Śląsk Wrocław jest rewelacją rozgrywek w tym sezonie. W pełni zasłużenie. A drużyna dopiero się zgrywa. DRUŻYNA. Choć niektórym zawodnikom nie do końca odpowiada obecny status w zespole, wszyscy jadą na jednym wózku. I jest to wózek, który powoli zaczynają prowadzić wszyscy. W poprzednim sezonie za sterami dochodziło do częstych zmian. Nie było stabilności. Były zrywy. A teraz? Coraz trudniej szukać w tabeli drużyny, z którą wrocławianie mogą przegrać. Tym bardziej chyba nikt nie może się doczekać derbów Dolnego Śląska i walki z Turowem Zgorzelec. Zegar tyka, został niecały miesiąc.

Żeby nie było za różowo, nie sposób nie zauważyć, że Śląsk ma problemy z regularnością. W tamtym roku była to regularność w meczach, tym razem jest to regularność w kwartach. Widać wyraźny progres. Przypominam, to dopiero szósta kolejka. Bardzo cieszy fakt, że mimo fatalnej gry w jednej części spotkania i bardzo dużej straty do przeciwników, zawodnicy WKS’u są w stanie zawsze to nadrobić. Czyżby rodził się styl?

Gabiński mówi, że tworzy się prawdziwa drużyna. Skiba prosi, by na razie nie patrzeć w statystyki, a cieszyć się ze zwycięstw. Jeśli wszystko pójdzie dobrym torem, można zacząć przebąkiwać o kandydacie na mistrza. Jeśli jednak skończy się wygrywanie, a kiedyś na pewno się skończy, i statystyki się nie poprawią, nie będzie jak tej drużyny obronić. Niech wygrywają więc jak najdłużej, aż wszystko zaskoczy i maszyna ruszy pełną parą. We Wrocławiu na mistrza czekają już bardzo długo, a po wygranej w IMBC, jest tylko jeden krok do przodu. Awans do play-offów w tym momencie wydaje się sprawą tak oczywistą, jak rude włosy Radka Hyżego.

Autor | Radosław Sikora