Radosław Sikora: Przyjaźń przyjaźni (nie)równa?

Śląsk jest w bardzo bezpiecznym miejscu. Jeszcze dwie kolejki temu sytuacja prezentowała się zgoła inaczej, perspektywa meczów z Lechią, Lechem i Wisłą nie napawała optymizmem…

szczególnie po trudnościach ze znacznie słabszymi, przynajmniej teoretycznie, rywalami.

Pierwszy z dwóch meczów przyjaźni we Wrocławiu. Na rozkładzie Lechia Gdańsk. Drużyna całkowicie inna od tej pamiętanej z jesieni, zupełnie odmieniona przez Jerzego Brzęczka. W końcu udane transfery, w końcu gra na miarę potencjału. Śląsk nie był u siebie faworytem, jednak w tym meczu przyjaźni był w stanie wygrać, i to bardzo przekonująco, bo 3:0. Niewielu chyba w to wierzyło. Prędzej kreśliła się w głowie perspektywa dramatycznej walki o grupę mistrzowską. Bez zwycięstwa z Lechią i po porażce z Lechem, w ostatnim meczu z Wisłą podopieczni Tadeusza Pawłowskiego mieliby bardzo ostry nóż na gardle i wizję powtórki z zeszłego sezonu. Punkt przewagi nad Podbeskidziem i błagające spojrzenia na poznaniaków, by ci za nic nie pozwolili sobie przegrać? Nie tego oczekują kibice.

Tak się jednak nie stało. Wrocławianie są teraz na piątym miejscu w tabeli, mają tyle samo oczek co czwarta Biała Gwiazda, remis w Krakowie z jesieni, i to remis bramkowy, bo 1:1. Czwarte miejsce uprawnia drużynę do rozegrania u siebie czterech meczów w fazie mistrzowskiej, czyli jest szansa więcej zarobić. Tak rozpocznie się drugi mecz przyjaźni. Jest o co walczyć.

No właśnie, jest o co? Która z drużyn bardziej potrzebuje tego zwycięstwa? Będąca w słabej kondycji finansowej Wisła, czy będący w słabej (?) kondycji finansowej Śląsk, jednak mający w perspektywie przejęcie i wpompowanie w siebie znaczne liczby banknotów? Chyba właśnie w takich sytuacjach te pozawierane przyjaźnie powinny się odzwierciedlać. Pomijając oczywisty fakt, że to zwykła kibicowska fantazja, która prawdziwych biznesmenów niewiele interesuje.

Lechia, będąc w takiej formie, w jakiej jest, wiedziała, że wejdzie do pierwszej ósemki, odpuściła więc Śląskowi mecz, bo ten bardziej potrzebował tego zwycięstwa. Kiedyś się przecież odwdzięczy. Jak wrocławianie postąpią z Wisłą? Teoretycznie muszą wygrać, wystarczy im też 0:0, każdy inny wynik promuje czwarte miejsce dla Krakowa. Kto ma więcej do stracenia, a kto ma więcej do zyskania? Zobaczymy w środę.

Takie pseudo football-fiction. Szesnaście odcinków House of Cards z rzędu przestawia delikatnie zwoje.

Autor | Radosław Sikora

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułDzielnice Wrocławia 29/2015
Następny artykułSabina Misakiewicz: Improwizacje #4
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.