Radosław Sikora: Sennym krokiem do Europy

Wciąż nic się nie zmienia. Śląsk Wrocław nadal jest najsłabszą drużyną w 2015 roku, nie licząc GKS-u. WKS wygrywa tylko w meczach przyjaźni, a jeśli uda się w środę pokonać Wisłę, do europejskich pucharów droga będzie otwarta.

Sam jeszcze nie wiem, jak zareaguję 7 czerwca na wieść o tym, że we Wrocławiu udało się utrzymać 4. miejsce w tabeli, by w lipcu powalczyć w eliminacjach do Ligi Europy. Z jednej strony oczywiście to kolejna dobra okazja do promocji miasta, nawet regionu, może nawet uda się przejść ten symboliczny Karabach. Z całym szacunkiem dla nich. Z drugiej strony, przy większości meczów Śląska jakie oglądałem w tym roku, po kilku minutach odruchowo wyciągałem rękę szukając poduszki, i nie miało to znaczenia, czy siedzę w domu przed telewizorem, w pubie, czy przebywam na stadionie.

Mecze Śląska nudzą. Całkowicie. Nudzą bardziej niż ostatnie mecze Legii, bardziej niż potyczki Podbeskidzia z Koroną. Zgaduję, że spotkania spadającego Widzewa mogą bardziej cieszyć oko. Jeśli oczywiście grają na sztucznej murawie. Ponoć wtedy Barcelona.

W ostatniej kolejce Lechia niby chciała strzelić bramkę, piłkarze długo na to pracowali, przez większość czasu zawodnicy Brzęczka byli znacznie lepsi na boisku. Wrocławianie zakodowali sobie dwa zagrania, które piłowali niemiłosiernie do bólu. Wrzutka i przerzut. Długa laga i niech się dzieje. Nie działo się.

Fatalnie na boisku wyglądał Marco Paixao, ale nie mogło być inaczej, skoro technicznie próbujący grać zawodnik musi szukać sposobu, by wyskoczyć wyżej niż rosły obrońca. Swoją drogą, wystawianie Portugalczyka nie ma według mnie w ogóle sensu. Praktycznie przesądzone jest, że odejdzie z klubu, a wmawianie wszystkim, że w walce o puchary jest potrzebny to robienie ludziom wody z mózgu. Nie wierzę, że w gorszej formie są Lacny i Ciolaku. Nie wyobrażam sobie tego.

Pierwsze 60 minut z Lechią kibic Śląska może sobie śmiało wyrzucić z głowy. Jeśli przysnął, czemu się nie dziwię, nic nie stracił. Potem oczywiście coś się ruszyło. Piłkarzy gryzło sumienie, w końcu na stadionie Dzień Dziecka, więc bardzo nieporadnie, a właściwie bardzo udanie marnowali kolejne okazje. Litości dla młodych kibiców nie miał Pich, Marco ani Grajciar, dopiero Flavio wypatrzył w tłumie smutne oczka i machnął raz porządniej nogą. Tyle wystarczyło.

Czwarte miejsce, do europejskich pucharów 180 minut. I tak jak trener Pawłowski apeluję: nie przychodźcie na mecze Śląska jeśli macie zamiar gwizdać! Tam ludzie chcą spać!

Autor | Radosław Sikora

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPatryk Wolny: (Nie) gwałćmy Biedronki
Następny artykułDotacje unijne – druga strona medalu
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.