W drużynie ostało się trzech. Reszcie grzecznie (no, może nie wszystkim grzecznie) podziękowano za hmm… sezon zakończony rozczarowaniem. I zwycięstwem w IMBC. Czarno-biało trochę jak w filmie noir.

Nastąpiła rewolucja. Zmiana na ławce trenerskiej, wiele zmian w kadrze. Zmieniono jeszcze więcej, niż po przejściu z 1.ligi do TBL. Tak to już jest w koszykówce, wymieniasz po sezonie cały garnitur, by gra… no najgorzej z Wilkami podopieczni Rajkovica nie zagrali. W piłce nożnej takie postępowanie byłoby nie do pomyślenia. Chociaż… może to jest właśnie tania wymówka? „Musimy się zgrać, poznać”. Blablabla, i tak mija często sezon. Na poznawaniu się. W koszykówce jest to niemożliwe. Tutaj muszą iść od razu wyniki. Szczególnie u 17-krotnego mistrza Polski.

Fakt, najgorzej na inaugurację z Wilkami koszykarze Śląska nie zagrali, ale zagrali bardzo przeciętnie, żeby nie napisać – słabo. Bardzo dobrze, że na początku terminarz przydzielił im drużynę, która – tak mi się wydaje – furory w tym sezonie nie zrobi. Udało się wygrać rzutem na taśmę, w ostatnich pięciu minutach goście popełnili ogrom błędów, ale trzeba przyznać, że Śląsk potrafił je wykorzystać. W poprzednim sezonie bywało z tym różnie.

Trochę o transferach. Przybyło wielu silnych, podkoszowych zawodników. Tomaszek, Kinnard, Mladenović, a jest jeszcze Hyży i w razie problemów i Gabiński może zagrać na tej pozycji. Na bogato, a nawet trochę za bogato. Postawiono na siłę. Wczoraj Mladenović wiele nie pokazał, Kinnard prawie wcale, Tomaszek popisał się czterema upadkami w starciach z rywalami (w tym raz z… Fliegerem) i samym sobą, a do tego koktajlu dodał całkowitą indolencję w rzutach osobistych. Facet grał i w USA i w Niemczech, i w Polsce, fizycznie prezentuje się jak koszykarska wersja Hulka (nie, nie tego piłkarza), nie powiem, wyglądało że wkłada w grę sporo serca i zaangażowania, ale te wszystkie upadki wyglądały naprawdę groteskowo.

Fajnie zaprezentował się Ikovlev, miał sporo dobrych wejść pod kosz i ważnych rzutów z dystansu. Najlepiej na parkiecie radził sobie jednak Jakub Dłoniak. Nie bez przyczyny reprezentant Polski. Naturalność i koordynacja w ruchach, walka do końca i celne rzuty z dystansu – bardzo przyjemnie się go oglądało. Próbował nawet łapać kontakt z publicznością. Chyba szykuje się nowy lider zespołu.

Wrocławianie wygrali ten mecz fizycznie. Na Wilki to wystarczyło, z tymi lepszymi drużynami może być problem. Przydałoby się więcej koszykówki a mniej zapasów. Sezon jednak długi, jest czas by wszystko mogło wyglądać coraz lepiej.

Autor | Radosław Sikora