Radosław Sikora: Spadamy?

Okres przygotowawczy do rundy wiosennej minął. Po pierwszych kolejkach u większości drużyn w Ekstraklasie widać, że chcą osiągnąć coś więcej, naładowani bieganiem po górach i plażach walczą w Podbeskidziu, zaskakują w Koronie i Łęcznej, zadziwiają w Niecieczy. Niektóre z tych określeń pasuje również jak ulał we Wrocławiu, Zabrzu i Krakowie, tylko w zdecydowanie innym już znaczeniu i tonie.

Całkowicie nie wyszła zmiana trenerska wśród drużyn, które teoretycznie powinny bić się o najwyższe lokaty w lidze. Może niekoniecznie przez wzgląd na obecną kadrę i formę, ale na pewno w świadomości kibiców w całej Polsce. Leszka Ojrzyńskiego już pożegnano, Tadeusz Pawłowski w ekspresowym tempie wykorzystuje zaległe dni urlopowe, a Romulad Szukiełowicz tęskno spogląda w tabele trzeciej ligi.

Tadeusz Pawłowski po raz kolejny okazał się najmilszym trenerem w lidze, i choć bycie przyzwoitym nie pomogło mu twardą ręką trzymać drużyny, na pewno wygrywa jako osoba i po prostu dobry człowiek. Najlepiej przekonał się o tym ostatnio Radosław Cierzniak. A jak to w życiu bywa, dobro zostaje nagrodzone, stąd kolejne urlopy i w najbliższej perspektywie – wyrzucenie ze stanowiska. Takie czasy.

Cupiał może w końcu zrozumiał, że zwolnienie Moskala było najgłupszą (?) decyzją, którą podjął w tym sezonie. A już na pewno znajduje się na podium, jest w czym wybierać. Ponowne wciągnięcie na pokład Franciszka Smudy CHYBA wykorzysta ilość błędnych pomysłów właściciela klubu. Przynajmniej w ostatnim kwartale.

Od ściany odbił się znów Leszek Ojrzyński, którego twarde, wojskowe metody prowadzenia drużyny nie sprawdziły się w dość specyficznym górniczym środowisku. Zbyt dużo charakternych osób w szatni? Wiadomym było, że Sobolewski nie da sobie w kaszę dmuchać.

Tutaj przydałaby się opcja amerykańskiego draftu, tylko w wykonaniu trenerów. Wymiana Pawłowski-Ojrzyński między Górnikiem i Wisłą mogłaby wyjść obu ekipom na dobre. Najwidoczniej piłkarze w tych klubach potrzebują czegoś znacznie innego, niż dostali. Pewnie, że ironia, w niektórych zespołach to wciąż zawodnicy mają więcej do powiedzenia niż trener. Patologia.

A Szukiełowicz? Uważam, że zrobili temu trenerowi wielką krzywdę, proponując mu pracę w Śląsku. Sam też sobie ją zrobił, ofertę przyjmując. Szukanie na siłę osób z regionu, z przeszłością w klubie, z którymi kibic może się identyfikować, nie jest dobrym pomysłem. Szukiełowicz miał spokojną emeryturę, pracę w drużynie walczącej o awans w III lidze, o wiele mniej stresu, suma summarum – znacznie lepsze warunki dla blisko 70-letniego człowieka. Wszedł na minę, bo jeśli Śląsk spadnie -a bardzo wiele na to wskazuje, musiałoby wydarzyć się coś bardzo niespodziewanego, jak choćby forma wrocławskich piłkarzy i jej brak u przeciwników, ale to wciąż liga polska, wszystko możliwe- Szukiełowicz zostanie już na zawsze zapamiętany jako osoba, która spuściła jeszcze nie tak dawnego mistrza kraju z Ekstraklasy. Słabe to osiągnięcie, tym bardziej dla człowieka stąd. Choć patrząc po frekwencji podczas meczów we Wrocławiu, mało kto to zobaczy. Jedyna szansa w podziale punktów po 30. kolejce. I jakimś turbo zrywie, przynajmniej w trzech ostatnich kolejkach.

A tymczasem derby z rozpędzonym Zagłębiem.

Autor | Radosław Sikora