Radosław Sikora: Witaj klubie 27

Za wikipedią: Klub 27 (ang. Forever 27 Club, Club 27 lub 27 Club) – w kulturze masowej termin zrzeszający wpływowych muzyków z gatunku rocka, bluesa i R&B, którzy z różnych przyczyn zmarli w wieku 27 lat. To tyle gwoli wstępu i wyjaśnienia tym, którym w ogóle trzeba to wyjaśniać. Taki ukłon do nie wiadomo kogo.

Muzykiem nie jestem żadnym. Poza umiejętnością wątpliwej jakości gry na okarynie (tak, tak!), do wszystkiego innego miałem (wciąż mam) zbyt serdelkowate palce. Talent oczywiście olbrzymi, a że niepotwierdzony, bo nieodkryty? I tak bywa.

Tak więc to pierwsza rzecz, która w ogóle mnie z Klubem nie łączy. Druga – wciąż oddycham. Zewnętrznie i wewnętrznie. Mea culpa. Tak czy inaczej, teoretycznie i praktycznie z Klubu powinienem zostać wydalony. Ale to dopiero wówczas, gdyby w ogóle mnie do niego przyjęli. A nie przyjęli. Jeszcze.

Cześć, nazywam się Radek i mam 27 lat. Od dwóch miesięcy, więc zgłoszenie do Morrisona i ferajny ważne jest jeszcze dziesięć. By zostać gwiazdą rocka, czasu trochę mało. Choć z tym się w żaden sposób nie poddaję. Przeszkadza jedynie słomiany zapał.

Zagłębiając się jeszcze bardziej w ideologię Klubu 27 można stwierdzić, że wszyscy żyjemy do naszego 27 roku, a potem zaczyna się nasz powolny proces umierania, łączenia komórek z kosmosem, etc. Niektórym udaje się to od razu, inni potrafią doczekać setki. Albo setki z hakiem (powodzenia Rafał).

Skupię się tutaj na sobie. Skończyłem 27 lat i… zaczęły mi się psuć rzeczy. Wszechświat chce mnie nastraszyć. Taka faza pierwsza. Zaczęło się niewinnie, od laptopa. Kupiłem drugiego, więc oczywiście też zaczął się psuć. Potem tablet. I netbook. W samochodzie oczywiście coś mi stuka, a w paszczy zaczyna boleć ząb. Przynajmniej telefon jest w miarę nowy. Ale pewnie jutro zbije się szybka.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że… mam na brodzie jednego, siwego włosa. O zgrozo, mojego!

Cześć, nazywam się Radek i mam 27 lat. W mocno słoneczne dni, ów siwy włos płonie kolorem czupryny rodzinki Weasley’ów. Koniec jest blisko.

Autor | Radosław Sikora

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„RUBY”. Spektakl Teatru Warsawy
Następny artykułAgnieszka Chamioło: I tylko Golloba mi żal…
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.