Radosław Sikora: Wroc Games 2017 [FELIETON]

Parę dni temu, Międzynarodowy Komitet Olimpijski jednomyślnie zadecydował o nawiązaniu ściślejszej współpracy z Międzynarodowym Stowarzyszeniem World Games. Status imprezy, która odbędzie się we Wrocławiu wzrasta, a za tym najprawdopodobniej pójdzie poziom dyscyplin, które będzie można oglądać.

To nie jedyne założenia sesji nadzwyczajnej MKOL. Zapadła także decyzja o uruchomieniu olimpijskiego kanału telewizyjnego, w którym pokazywane będą również dyscypliny, których nie ma w programie Igrzysk Olimpijskich.

Naprawdę zaczyna się robić ciekawie. Jeszcze rok temu, podczas przeprowadzonych w Polsce badań, ponad 70% ankietowanych nie miało w ogóle pojęcia, czym są the World Games. Moim zdaniem jest to liczba i tak bardzo optymistyczna, ponieważ sondowani w ubiegłym miesiącu studenci Politechniki Wrocławskiej, na pytanie o the World Games 2017 odpowiadali tak:

– „coś mi świta”
– „igrzyska światowe”
– „połączenie dyscyplin”
– „nietypowe sporty”
– „ekstremalne sporty”
– „impreza, która ma się odbyć we Wrocławiu”
– „zawody sportowe, sportów odpowiednich dla danego kraju”
– „targi organizowane we Wrocławiu”
– „olimpiada w zdecydowanie ciekawszych sportach”

A należy pamiętać, że wielu z nich, bądź ich znajomych, coś wspólnego z the World Games ma, choćby przez trenowanie dyscyplin, które wchodzą w poczet WYBRANYCH. Korfball, lacrosse, bule i ultimate frisbee to sporty, które we Wrocławiu już zdążyły się zadomowić, a i tak dla przeciętnego przechodnia będą kojarzyć się… kompletnie z niczym. Posiadaczom psów może co najwyżej zaświecić się lampka na dźwięk słowa frisbee, a dla pani Jadzi z warzywniaka korfball będzie sportem kojarzącym się z torfem, co i tak najłagodniej skwituje hasłem „ach te studenty”. Pani Jadzia będzie kulturalna i nie doda epitetu.

Sportów wchodzących w World Games jest blisko 40. Bilard, kręgle, unihokej i rolki kojarzy każdy, ale mało kto będzie wiedział, że w 2017 roku przyjadą do nas najlepsi zawodnicy świata w tych dyscyplinach. Albo wiedzą, tylko niespecjalnie ich to interesuje. Podczas niedawnych debat przedwyborczych, wielu oponentom Rafała Dutkiewicza nie podobało się, że miasto wyłoży prawie 30 mln dolarów na samą organizację imprezy. Nie ma co im się dziwić, przecież dopiero co odbyły mistrzostwa w siatkówce, a nie tak znowu dawno Euro 2012. O Euro Baskecie wspominając jedynie z grzeczności, by mieć w pamięci jeszcze zbliżające się mistrzostwa w piłce ręcznej.

Podczas wyżej wymienionych imprez, które już się odbyły, akcje promocyjne były marne. Nie wliczając Euro 2012, które nakręcało się samo. Euro Basket był promocyjną porażką, a obecność siatkarskich mistrzostw we Wrocławiu można było zauważyć jedynie w okolicach Hali Stulecia i na tablicach drogowych, zapowiadających możliwość korków. Tych, których nie było. Jak będzie z Igrzyskami Sportów Nieolimpijskich?

Jak twierdzi Piotr Przygoński, szef wrocławskiego Komitetu Organizacyjnego World Games 2017, według ich badań przeprowadzanych w 2013 i w 2014 roku, świadomość mieszkańców wzrosła kilkukrotnie. Przyrównując jego zapewnienia do sondy przeprowadzonej niedawno na studentach Politechniki Wrocławskiej, wiedza w roku 2013 musiała być zero-jedynkowa. Nutka optymizmu? Zostały jeszcze ponad dwa lata.

Nastrój poprawia natomiast coś innego. Przygoński twierdzi, że organizacja Igrzysk dla samej idei ich organizacji, będzie dla nich porażką. Nie chcą iść tą drogą. Chcą potraktować the World Games jako pretekst do czegoś więcej. By Igrzyska służyły nie tylko rywalizacji sportowej, ale też zintegrowaniu całego regionu. Żeby zaszczepiły ideę sportu nie w 2017 roku, ale najlepiej już teraz i by robiły to długo potem. Puste słowa? Być może, ale wierzę, że nie. Pomóc mu w tym mają ambasadorzy WG2017: Zbigniew Bródka, Anna Lewandowska i Przemysław Saleta.

Przygoński stawia na program rozwoju dla młodych ludzi, który w przyszłości podniesie wartość sportową i ruchową w społeczeństwie. Jednym z jego celów jest, by na Dolnym Śląsku była najmniejsza liczba zwolnień z wf-u w przekroju całego kraju. Chce także zasymilować ludzi z rodzin patologicznych i marginesu poprzez sport i dzięki aktywność fizycznej pokazać im nowe możliwości. Prezes został świetnie przeszkolony przez swój zespół PR-owców.

Idee są piękne, bez wątpienia. Pamiętać należy jednak o najważniejszym. Po zawodach zostanie baza i obiekty, które będą dostępne dla każdego. Współczesne społeczeństwo chce brać udział w sportach, a nie tylko oglądać je w telewizji. I tu jest chyba największa szansa ISN. Nie wymagają wyczynowców, są dla ludzi w różnym wieku. Na liście dyscyplin każdy znajdzie coś dla siebie. W Parku Zachodnim powstanie kilkutorowy obiekt wrotkarski. W miejscu starego, poniemieckiego basenu olimpijskiego powstanie nowoczesny, 50-metrowy kryty basen. Zmodernizowany zostanie także sam Stadion Olimpijski, na czym w przyszłości skorzystają wrocławscy żużlowcy.

Baza i obiekty to jedno, trzeba też pamiętać, że Igrzyska Sportów Nieolimpijskich to prestiż. W niektórych krajach medal w nich uzyskany jest wart tyle samo co ten, wywalczony na Igrzyskach Olimpijskich. I choć koszt organizacji zawodów dla miasta wydaje się być wysoki, trzeba wziąć pod uwagę bardzo ważny aspekt. The World Games tym różnią się np. od Igrzysk Olimpijskich, że większość wpływów z imprezy wpływa do kasy organizatora. Tajwańskie miasto Kaohsiung, gospodarz ISN w 2009 r. na organizacji wydarzenia zarobił ponad 600 mln dolarów. W Polsce będzie to największa multidyscyplinarna impreza w historii.

Zagrożeniem sukcesu Wrocławia… jest sam Wrocław. A właściwie przesyt eventów sportowych, które miały miejsce w ostatnich latach. Optymizmu należy szukać w sportowej niszy dyscyplin, na którą – miejmy nadzieję – jest zapotrzebowanie.

Miasto wygrało organizację WG2017 w Lozannie, w finale pokonując Budapeszt. Niech życzeniem noworocznym wszystkich, którzy są zainteresowani tym projektem będzie, żeby tylko nie spieprzyć całego tego potencjału. I nie dać się pokonać samemu sobie. Przed nami, do 2017 roku, trzy imprezy sylwestrowe. Najlepiej życzyć sobie co roku. Tak dla bezpieczeństwa.

Autor | Radosław Sikora

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLupa najlepszym boskim komediantem
Następny artykułSabina Misakiewicz: Czy warto wierzyć? [FELIETON]
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.