Po ponad rocznych wojażach, głównie na Stadionie Narodowym i poza granicami kraju, piłkarska reprezentacja Polski wraca do Wrocławia. Na stadion, na którym – podczas przegranego 0:2 meczu ze Słowacją – dwanaście miesięcy temu debiutował obecny szkoleniowiec – Adam Nawałka.

I od tego słabego początku rozpoczęło się wątpliwe wspieranie nowego głównodowodzącego. Śmiano się z szaliczka, zarzucano wpychanie na siłę swoich pupilków z Górnika i – przede wszystkim – pofarbowanie Thiago Cionka. Nie zapominając o nieudanym „romansie” z Eugenem Polańskim, który szczęśliwie wyszedł wszystkim na dobre. Nawałka się nie przejmował i robił swoje. Testował kolejnych, blisko siedemdziesięciu zawodników. Miał do tego prawo. I dziś, po wygranej z Niemcami, nikt już nie może na to narzekać.

Fortuna zaczęła sprzyjać. Wiatr zawiał w pożądaną stronę. Tak, że w końcu szalik odsłonił oczy. Nawałka broni się wynikami. W 2014 roku przegraliśmy tylko raz, w towarzyskim meczu ze Szkocją. Poza tym dwa remisy (z piątym garniturem Niemiec i ten ze Szkocją w eliminacjach). Cztery wygrane, które jakoś niespecjalnie przekonywały publikę, nawet te 7:0 z Gibraltarem. – Bo wszystko to z ogórkami! – krzyczał co drugi Janusz. Wszystko zmieniło się od meczu eliminacyjnego z Niemcami. Tak jakby ktoś w końcu odwrócił klepsydrę. Pogrom Gruzinów tylko napędzi tę koniunkturę.

Nawałka zrezygnował z poszukiwanego na siłę, mitycznego zawodnika z dziesiątką na plecach. Postawił na drugiego napastnika i teraz zbiera tego plony. Milik trafił z formą, a Adam trafił z wyborem Milika. Wszystko się w końcu zazębia. Drużyna uwierzyła, że potrafi grać w piłkę, bo że umie – nie ma wątpliwości. Jak na razie.

Ale nie tylko Milik jest wygranym w tej kadrze. Dla wrocławian jest nim przede wszystkim Sebastian Mila. 32-latek, który w ubiegłym sezonie miał 10 kilogramów nadwagi, miesiąc temu strzelił bramkę na 2:0 w meczu z reprezentacją Niemiec, w spotkaniu ze Szkocją był bliski trafienia na 3:2, a z Gruzją ukłuł w swoim stylu na 3:0. Dwie bramki w trzech meczach. Bohater w swoim mieście, bohater w kadrze. Sympatyczny facet, który na zgrupowania gotów jest jeździć rowerem. Jakże inny jest to wizerunek od wspomnianego wcześniej Polańskiego i Ludovica Obraniaka. Takiego kogoś ten zespół potrzebował. Jeśli byłby superbohaterem, bez wątpienia nazywałby się Kapitan Polska.

Kadra wraca do Wrocławia, gdzie w towarzyskim spotkaniu zmierzy się z drużyną Szwajcarii. Kilku naszych piłkarzy odpocznie, Kamil Grosicki leczy kontuzję, do Dortmundu wrócił Łukasz Piszczek. Adam Nawałka ma sprawdzić alternatywne rozwiązania dla zawodników, którzy są zagrożeni żółtymi kartkami. W bramce ma wystąpić Artur Boruc i Łukasz Fabiański. Każdy po 45 minut. Jest dziesięć zmian do wykonania, więc na murawie zobaczymy festiwal twarzy.

Ale to nie koniec wspaniałych wiadomości. Poza tym, że towarzyski mecz odbędzie się we wtorkowy wieczór na Stadionie Miejskim, zobaczyć go będzie można w… TVP! Sparingi biało-czerwonych wracają do telewizji publicznej, zatem na jakiś czas pożegnamy się z irytującym komentarzem Tomka Hajty i wrócimy do źródeł. Tam, gdzie komentator nie tyle denerwuje, ile bawi. Panie Darku, tęskniliśmy!

Autor | Radosław Sikora