Nostalgicznie smutny weekend dla sportu we Wrocławiu. Najważniejsze, najpopularniejsze sekcje Śląska Wrocław nie rozpieściły kibiców – same baty. Jedne bardziej bolesne, inne mniej, a jeszcze inne całkiem odbierające złudzenia. Ale kończąc ten przydługi, skłaniający do cięcia się wstęp, trzeba użyć parafrazy jakże błyskotliwych słów z przeboju seniora Cugowskiego, że przecież po nocy zawsze przychodzi dzień.

*

Wyczerpują się pokłady nadziei na statku z szyldem „Szczypiorniści Śląska w Superlidze”. Kolejna porażka i spadek na przedostatnie miejsce nie dają zbyt wielkich szans na pozostanie w elicie. Nie pomaga, jak na złość, ani wąska kadra, ani śmiesznie skromny budżet beniaminka. Musiałby się wydarzyć jakiś cud, by drużyna prześlizgnęła się do kolejnego sezonu w PGNiG. A w tym jej jedyna możliwość – za rok przyjdą już znacznie większe pieniądze i jakoś tak godniej będzie można powalczyć o punkty i przekonać cały Wrocław do szczypiorniaka, przez zbliżającymi się mistrzostwami Europy. Siatkarskie zawody, mimo iż ostatecznie zakończyły się złotem, po Wrocławiu spłynęły jak woda po rynnie. Bez dobrej drużyny w mieście i promocji, trudno namówić na sport, którego się regularnie nie ogląda. Chyba, że za darmo. A że kazali sobie płacić całkiem sporo, siatkówką w stolicy Dolnego Śląska żyła bardzo mała część mieszkańców. Teoretycznie powinny nakręcać Impelki, ale jak widać – to jakoś zdecydowanie nie to samo. Bez ręcznych na najwyższym poziomie może być podobnie. I pewnie będzie.

*

Spalił się „młody” Kaczmarek. Mimo wielkiej szansy jaką otrzymał, bo naprawdę musiało dojść do niespodziewanych okoliczności, by 23-latek wskoczył do składu pierwszej drużyny Śląska Wrocław. I takie też były. Będący zastępcą Mateusz Machaj wybitnym snajperem nie jest, w zasadzie – w ogóle snajperem nie jest, i choć to właśnie z bramek powinien być rozliczany, mimo ich braku, daje drużynie coś innego. A przynajmniej zaczął dawać tak od kilku spotkań. Od kilku meczów nadspodziewanie dobrze radzi sobie też z przodu Flavio. Przypadek? Niektórzy twierdzą, że Flavio jakiś czas temu doznał kontuzji, a wcześniej niż zakładano wyleczył się jego brat. Złośliwcy. Wracając do Młodego Konrada, który całkiem przyzwoicie spisuje się drugiej drużynie WKSu i swoimi bramkami w meczach sparingowych przekonał do siebie trenera Pawłowskiego, cóż, chyba drugiej szansy już nie dostanie. Jak pokazuje jesienią Legia i z przymusu również Śląsk, drużyna wcale nie potrzebuje napastnika, jeśli ma w miarę ogarniętą linię pomocy. A napadzior jeden jest, jak się wyleczy to pewnie na ligę wystarczy, szkoda więc teraz mieszać. Otworzy się okienko, sprzeda się jedynego reprezentanta Polski, to będzie na jakieś wzmocnienia.

*

Skończyła się śrubowana seria. Siedem wygranych z rzędu w lidze to i tak dużo, nawet bardzo dużo, bo kto by zakładał taki scenariusz przed startem rozgrywek? Nikt. Nikt normalny. Koszykarze i tak zrobili coś niesamowitego i chwała im za to. Pozwolili wielu wrocławianom na skok w przeszłość i kilkutygodniową ekscytację tamtym minionym okresem. Okresem, kiedy Śląsk był na parkietach wielki. We Wrocławiu nie ma jeszcze drużyny na mistrzostwo, ale wydaje się, że jest mądrze do tego prowadzona. Jeśli nie teraz, nie za rok, to na pewno za kilka kolejnych. Byleby być cierpliwym, bo ten czas nadejdzie. A nuż pomoże piastujący najważniejsze stanowisko w PZK, Maciej Zieliński? I niekoniecznie skończy przy tym jak starszy kolega z PZPS, Mirosław P.

Autor | Radosław Sikora

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Amadeusz” [ZAPOWIEDŹ]
Następny artykułSabina Misakiewicz: Choo i Manolo [FELIETON]
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.