Gdy pisałem recenzję ich poprzedniej EPki byli zespołem niszowym, acz wybitnie angażującym przy odsłuchu. Dziś, pomimo czasu, jaki upłynął od premiery zasiadłem nad drugą EPką. Nie zmieniam zdania.

Dive, wydany nakładem MyMusic Poland, to dalej ten sam rain o’clock, którego mogłem posłuchać w grudniu 2016 roku. Nadal mamy więc świetny bit, doskonale sklecony tekst, a wszystko to podlane dysonansowym sosem sprawia, że człowiek znowuż odpływa.

Chciałbym się do czegoś w tej EPce przyczepić, chciałbym znaleźć coś, co nie do końca gra, coś co zgrzyta, nie pasuje, wykrzywia twarz. No i nie dałem rady, bo muzyka grana przez rain o’clock wciąga niemiłosiernie, bez skrupułów i nie wypuszcza z objęć do ostatniego dźwięku.

Ta recenzja będzie krótka, przede wszystkim ze względu na to, że nie ma tu zbytnio nad czym się rozpisywać. Najprościej będzie określić, że sprzątaczki we Wrocławiu mają wolne, bo rain o’clock znowu pozamiatało.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: okładka płyty