rain o’clock – Morning Regrets [RECENZJA]

Mroczny, odrobinę ciężkawy podkład, melodyjny, lekki wręcz wokal, czyli trzech facetów, których urzekły światła miasta, którzy chcieli zaśpiewać swoją kolejną smutną piosenkę. Zaledwie cztery utwory na EPce grupy rain o’clock zostawiły po sobie to, co powinny – niedosyt.

Siadam, ciemno już, zakładam słuchawki. Gdyby nie fakt, że wiedziałem od samego początku kogo słucham, stwierdziłbym, że tej muzyce bardzo blisko do Son Lux. Połączenie brzmień jakie oferują chłopacy to tak jak… dosypać odrobinę soli morskiej do ciasta na brownie. Gdy człowiek już je i przegryzie to ziarenko, to z początku wydaje się, że słony gryzie się ze słodkim, by po chwili sprawić, że kubki smakowe wręcz eksplodują. Co prawda przełożyć to należy na muzykę. I nie, nie będą tu eksplodować bębenki.

 

Wszystkie cztery utwory na EPce to mieszanka soczystego bitu z dobrym tekstem i melodyjnie wprowadzanym wokalem. Wszystko brzmi na bardzo dobrze przemyślane i dograne. Nic tu nie zgrzyta, nie sili się na przystrojenie w piórka muzyki niezależnej, bo dodaliśmy kilka dysonansów. Owszem jest to może i niszowy rodzaj muzyki, który jednak powinien jak najszybciej wypłynąć na wierzch. Po pierwsze, ze względu na to, że są to brzmienia z naszego wrocławskiego podwórka. Po drugie, jest to tak dobre, że nie pozostaje nic innego jak czekać na album długogrający.

 

Odsłuch tych czterech kawałków był dla mnie czymś świetnym, bo dawno nie spotkałem się z tym uczuciem, że znalazłem coś nowego, zamiast w kółko mielić swoje ulubione playlisty, dodając nowe single i albumy już znanych i dodanych grona lubianych artystów. EPki możecie posłuchać poniżej:

Panowie z rain o’clock, czekam na więcej!

 

Autor | Patryk Rudnicki

Zdjęcie | fanpage grupy