Kac Vegas na ogarniętych wojną piaskach pustyni, czyli historia dwóch jarających młodzieńców, którzy postanowili zarobić obrzydliwe pieniądze na przemyśle wojennym Stanów Zjednoczonych. Cóż mogło pójść nie tak…

Plakatowe zestawienie sloganu: historia oparta na faktach z informacją: film reżysera trylogii Kac Vegas nie brzmi obiecująco. Przecież już od samego początku powinniśmy się spodziewać, że film będzie raczej skłaniał się w stronę tej bardziej humorystycznej wersji wojny i tematu handlu bronią. I tutaj trochę kłuje to w oczy. Pytanie, czy można mówić w sposób żartobliwy o śmiertelnie poważnych sprawach, tak by jednocześnie nikogo nie urazić? Otóż tak, jednak nie jest to łatwe, na szczęście Todd Phillips miał plan i widać, że potrafił go konsekwentnie zrealizować. Nawet, jeśli zdarzyło się mu potknięcie czy dwa, podczas seansu łatwo mu to wybaczyć.

Rekiny wojny zgrabnie balansują pomiędzy powagą Pana życia i śmierci a szaleństwem filmów z serii Kac Vegas. W pewnym momencie całość ociera się nawet niebezpiecznie o Wilka z Wall Street, jednak Phillips szybko powraca do raz obranej przez siebie ścieżki. Możliwe, że zmusił go do tego uciekający czas. Film trwa blisko dwie godziny i okazuje się, że to zdecydowanie za mało. Jednak mimo wszystko reżyser oferuje nam dobrze zarysowanych bohaterów z ich odmiennymi poglądami i priorytetami, a także tym, co ich łączy – handlem bronią. Przemieszczając się pomiędzy poszczególnymi scenami obserwujemy jak żongluje emocjami, powoli odkrywając przed nami karty.

Akcję obserwujemy z perspektywy Davida Packouza (Miles Teller) młodego wykwalifikowanego masażysty, który chcąc odmienić swoje życie postanawia handlować wysokiej jakości pościelą. Szybko okazje się, że to strzał w stopę, a w dodatku jego partnerka Iz (Ana de Armas) oznajmia mu, że jest w ciąży. Życiowe zakręty stawiają na jego drodze Efraima Diveroli (Jonah Hill), przyjaciela z dzieciństwa, który widząc kolegę w potrzebie postanawia mu pomóc i zaoferować posadę w swojej nowo powstałej firmie handlującej bronią. I tak oto wyruszamy wraz z głównymi bohaterami w podróż po wojskowych przetargach, zamówieniach z Pentagonu i amerykańskich wojnach w Iraku czy Afganistanie. Wszystko z przymrużeniem oka.

Tematyka, która raczej do łatwych nie należy – handlarze ludzkim życiem – zyskuje na lekkim, wręcz nieco żartobliwym sposobie, w jaki reżyser zdecydował się pokazać wojnę i cały proces handlu bronią. Wielokrotnie podczas seansu sala wybuchała śmiechem. Duża w tym zasługa Jonah Hilla, który w swojej roli sprawdził się znakomicie, jego specyficzny śmiech po prostu rozbraja i co ważne na długo zapada w pamięci. Warto tutaj nadmienić, że wraz z Tellerem stworzyli znakomity ekranowy duet, który aktorsko uzupełnia się niemal w każdym calu. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, jak gdyby oni wcale nie grali, a opowiadali historię swojego życia – takie stare dobre małżeństwo – idealny zestaw do ziomalskiej komedii o jarających zioło kumplach.

Rekiny maja jednak i swoje problemy. Największym są rodzinno-miłosne sceny, dramat wylewający się z ekranu. Kłóci się to z komediową konwencją, którą założył sobie Phillips. Pomiędzy jednymi salwami śmiechu a drugimi zapada niezręczna cisza, podczas której postaci roztrząsają swoje egzystencjalne problemy. Kolejna sprawa to krytyka polityczna pokazana z przymrużeniem oka. Nie czuć tutaj powagi problemów, które przecież drążyły od środka nie tylko Pentagon ale i całą politykę zbrojeniową Stanów Zjednoczonych.

Ostatecznie jednak film oglądało się przyjemnie. Jak już wspomniałem widać, że Phillips miał plan i co najważniejsze udało mu się go zrealizować, w wyniku czego otrzymaliśmy sprawnie opowiedzianą historię ze znakomitym aktorskim duetem. Mieszanka strawna, zabawna, jednak wciąż momentami zbyt moralizatorska. Śliczna Iz z czasem staje się elementem, który nie pasuje do całości, tam gdzie można by popuścić hamulce i oddać się całkowitemu szaleństwu, problemy miłosne i rodzinne skutecznie sprowadzają całość na ten właściwy, zaledwie poprawny tor. Można rzec, że w tym przypadku historię napisało samo życie i tego powinniśmy się trzymać.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina

Bonus: drugi zwiastun, jednak tym razem w formie muzycznej. Znakomite No Church in the Wild w wykonaniu Dorothy.