Ridley Scott – niekończąca się opowieść…

O serii Obcy, wizji jej przyszłości, a ostatnio także planach na kontynuację Blade Runnera 2049. Szaleńcze rozważania reżysera o tym, co by było, gdyby ktoś dał mu pieniądze.

Nie sposób odmówić Ridleyowi Scottowi talentu reżyserskiego. Powołał on do życia kilka niezapomnianych obrazów, które na swój sposób wpłynęły nie tylko na widzów, ale i na same kino. Ojciec „Obcego: Ósmego pasażera Nostromo” i  „Łowcy androidów” chciałby, żeby jego dzieci (serie) żyły wiecznie, nie tylko w wyobraźni, ale także na ekranach kin. Problem w tym, że sposób myślenia reżysera momentami wydaje się szalony, innymi razy znów nazbyt staroświecki. Idąc za przykładem dwóch ostatnich filmów z wspomnianych serii: „Obcy: Przymierze” oraz „Blade Runner 2049” można łatwo wywnioskować, że poza garstką (sic!) fanów nikogo nie interesują już te produkcje.

Świat poszedł do przodu, sequel „Łowcy androidów” okazał się bardzo dobrym filmem i niesamowitym wizualnie widowiskiem, zachwycił wielu krytyków, niektórzy uznali go nawet za najlepszy film sci-fi ostatnich lat. Wszystko to jednak prezentuje się dość błaho w porównaniu do tego, ile zarobił pieniędzy. Tutaj statystyka, niestety, okazuje się bardzo okrutna. Wynik światowy to zaledwie 259 milionów dolarów (w tym niecałe 92 mln w USA) przy budżecie około 150 milionów. Skąpy marketing raczej nie powiększył znacząco kosztów, jednak jeśli mówimy o zysku (jeśli), to raczej znikomym jak na produkcję zrealizowaną z takim rozmachem.

„Obcy: Przymierze” wypadł jeszcze gorzej. Nie dość, że nie można mu przypisać takich sukcesów jak Blade Runnerowi, to podobnie jak film Denisa Villeneuve’a nie może poszczycić się dużym zarobkiem. Jego światowy wynik zbliżony jest do Blade Runnera 2049 i wynosi zaledwie 240 milionów dolarów. Koszty produkcji plasują się na poziomie 97 milionów. Dla porównania przyjęty z mieszanymi opiniami „Prometeusz” zebrał 403 miliony przy budżecie rzędu 130 milionów.  

Temat Scotta i serii Obcy powraca co jakiś czas. Reżyser udziela wywiadu, pytany jest o swoje dziecko i snuje wizje nie z tego świata, raz przewiduje przyszłość serii, w której główną rolę będą odgrywały androidy, innym razem wycofuje się rakiem i wraca do sprawdzonych xenomorfów. Innym znów razem zapytany o Blade Runnera 3 odpowiada serwisowi Digital Spy, że ma gotową opowieść na kolejny film, wskazując, że ma już jej wstępna wersję, która tylko czeka na przekształcenie jej w pełnoprawną historię.

„I hope so. I think there is another story. I’ve got another one ready to evolve and be developed, so there is certainly one to be done for sure.”

Teraz, kiedy Fox został przejęty przez Disney’a, pojawienie się kolejnego Obcego stoi pod znakiem zapytania. Z drugiej strony Blade Runner 2049 to długi film, zdaniem wielu za długi, za co z końcem ubiegłego roku bił się po piersi nie kto inny, jak Ridley Scott, przyznając, że większość scenariusza była jego, więc on ponosi za to winę.

Stajemy więc na pewnym rozdrożu, na którym krzyżują się losy osiemdziesięcioletniego reżysera i dwóch starusieńkich serii. Wierzę, że Scott chciałby dla swoich obrazów jak najlepiej, jednak nie jestem taki pewien, czy to właśnie on powinien decydować o ich przyszłości. Swego czasu Neill Blomkamp i Sigourney Weaver mieli pracować nad Obcym 5, jednak ich projekt został dosłownie storpedowany przez Scotta, a szkoda. Dlatego może powinien pozwolić im odejść teraz, kiedy jeszcze są wielkie, lub poszukać dla nich nowych ojców, takich, którzy tchną w serie nowe życie.

Możliwe, że Disney także dostrzega reżyserskie rozterki Scotta, ponieważ, jak niedawno donosił portal VARIETY, włodarze Disney’a rozmawiają z reżyserem o ewentualnym angażu przy realizacji sagi Merlina. Może zmiana otoczenia wyszłaby mu na dobre, a tym samym nam wszystkim? Czas pokaże.


Autor: Patryk Wolny