Roger Zelazny: Kroniki Amberu: Tom I (Dziewięciu książąt Amberu) i II (Karabiny Avalonu)

Kolejną pozycją w mojej walce z kanonem fantasy Andrzeja Sapkowskiego będzie seria “Kroniki Amberu” Rogera Zelaznego. Dziś zapoznamy się z początkiem serii, która stała się klasykiem w świecie literatury fantastycznej. Cykl stoi na równi z takimi dziełami jak “Diuna” Franka Herberta, “Władca Pierścieni” J. R. R. Tolkiena czy “Fundacja” Isaaca Asimova, i choć może Kroniki nie są tak znane jak pozostałe książki, niemniej interesujące i obowiązkowe dla fana gatunku – pisze Robert Plesowicz.

Roger Zelazny to autor, którego prawdopodobnie zna większość czytających fantastykę. Ośmiokrotnie nominowany do nagrody Hugo, sześciokrotnie nią nagrodzony, dwunastokrotnie nominowany do Nebuli i trzykrotnie nią nagrodzony jest pisarzem, który wywarł niebagatelny wpływ na dzisiejszą literaturę fantastyczną. Ale ktoś, kto na swoim koncie ma 150 opowiadań i 50 książek musiał taki wpływ wywrzeć.

Szczerze przyznam, że nawet jeśli sam słyszałem o nim wcześniej, do tej pory przeczytałem tylko jedną jego książkę – “Bramy w piasku”. Podobała mi się, więc nie kryłem radości, gdy wertując listę Sapkowskiego natknąłem się na nazwisko Zelazny i prędko postanowiłem, że jego Kroniki będą jedną z pierwszy pozycji, które opiszę. Jednak jak to z cyklami bywa, swoje ważą, tak więc dziś napiszę co nieco o dwóch pierwszych tomach, a w niedalekiej przyszłości zabiorę się za ciąg dalszy.

Dobrze, kończę to lanie wody. “Kroniki Amberu” to cykl dziesięciu książek, z czego pierwsze pięć to tak zwane Kroniki Corwina, a kolejne pięć to Kroniki Merlina. I jak łatwo się domyślić, protagonistą dwóch pierwszych tomów jest właśnie Corwin.

Poznajemy go w szpitalu, gdy wybudza się ze snu/śpiączki. Odkrywa, że stracił pamięć i że z jakichś przyczyn jest przetrzymywany w tej – jak się okazuje – prywatnej klinice. Postanawia uciec i odzyskać swoje wspomnienia. Szybko okazuje się, że jest jednym z kilkanaściorga rodzeństwa oraz jednym z dziewięciu książąt Amberu, jedynego prawdziwego świata; pozostałe krainy to tylko jego Cienie (w tym nasza Ziemia). Okazuje się też, że Corwin jest prawowitym następcą tronu, a w wyniku spisku części rodzeństwa czasowo wypadł z gry o tron (tak, musiałem użyć tego sformułowania, w końcu serial jest teraz na topie!). Jego głównym rywalem jest Eryk, który przebywa w Amberze i jest najbliżej zwycięstwa.

Kroniki Amberu to cykl fantasy z elementami science fiction. W przeciwieństwie do wspomnianego przed chwilą cyklu, krew nie leje się tu strumieniami, co nie oznacza wcale, że jest mniej interesująco. Zelazny stworzył świat, dbając o każdy najmniejszy szczegół. Jego bohaterowie są wyraziści i każdy z nich walczy o swoje w inny sposób. Ważne jest też to, że w miarę jak fabuła postępuje, następują pewne przemiany w osobowościach rodzeństwa (bo to głównie oni tu występują). Na przykład Corwin z czasem dowiaduje się o sobie rzeczy, o które by siebie nie podejrzewał, bo mimo że jest bezwzględny i czasem robi coś nim to przemyśli, odkrywa też ludzkie uczucia, jak współczucie czy nawet miłość.

Czytając, czuć sprawną rękę Zelaznego. Tu nie ma miejscu na zgrzyty, tekst płynie, porywając czytelnika ze sobą. Fabuła jest pełna intryg, zagrożenie czuć niemal z każdej strony, bo przecież każdy sojusz może okazać się nie trwały a zdradziecki cios może nadejść z najmniej oczekiwanej strony.

Z początku nie myślałem, by uciekać się do takiego zabiegu, ale po zastanowieniu stwierdzam, że czemu nie? “Gra o tron” G. R. R. Martina bije teraz rekordy popularności, tak samo jak serial zresztą, a nawet jeśli Kroniki nie są protoplastą gry, to walka o tron Amberu jest niemniej interesująca niż ta w Westeros. Tak więc jeśli jesteś fanem serii Martina, bez obaw sięgnij po przygody Corwina. A jeśli nie jesteś? To też sięgnij, nie zawiedziesz się, tak samo jak do tej pory nie zawiodłem się na żadnej z pozycji z kanonu Sapkowskiego, choć było ich dopiero kilka.

Autor | Robert Plesowicz