Roger Zelazny: “Znak Jednorożca”

Ostatnio pisałem, że ta recenzja zamknie Kroniki Corwina, czyli pierwsze pięć ksiąg Kronik Amberu, jednak nie dałem rady przeczytać wszystkich trzech książek. Praca, przeprowadzka, wesele kolegi i przeziębienie trochę pokrzyżowały mi plany i jestem dopiero w połowie czwartej części, a co za tym idzie dziś pokrótce o “Znaku Jednorożca”, a za tydzień dwie pozostałe księgi i obiecane zamknięcie cyklu.

 

W trzeciej części Zelazny trochę spuszcza z tonu, jeśli chodzi o akcję. Ta już nie gna przed siebie jak w dwóch wcześniejszych częściach, co wcale nie oznacza, że jest nudno. W tym tomie dostajemy trochę odpowiedzi na uprzednio zadane pytania, plus otrzymujemy o wiele więcej nowych pytań. Intrygi w grze o tron Amberu się zagęszczają, pojawiają się nowe postacie, niektóre stare znikają (czasem w mało przyjemne sposoby).

Gdy się nad tym zastanawiam, to jak na razie najbardziej podobała mi się właśnie ta część. Mniej akcji, ale więcej knowań, więcej rzeczy pozostawionych wyobraźni, tego i owego można się domyślić, albo przynajmniej próbować. I sam jestem zdziwiony, bo do tej pory sądziłem, że bardziej odpowiadają mi książki, w których właśnie dużo się dzieje, akcja posuwa się naprzód w piorunującym tempie… Miłe zaskoczenie.

Podtrzymuję opinię, że Corwin jak najbardziej jest postacią, którą czytelnik polubi. Jego “legenda” trochę odbiega od tego, co otrzymujemy i właściwie wszyscy, łącznie z najbliższą rodziną, są zdziwieni zmianą, jaka nastąpiła w jego charakterze. Jest sprytny i przebiegły, gdy trzeba bezwzględny, ale ludzkie uczucia, które przebudziły się na wygnaniu, zaskakują nie tylko jego.

Z niecierpliwością czekam na to, aż skończę kolejne części, i mimo że książki są raczej krótkie, bo cały cykl Corwina to nieco ponad 600 stron (zastanawiało mnie, czemu tak właściwie nie jest to wydane, jako jedna całość, ale okazało się, że w takiej formie również jest dostępne), są pełne wątków i nie pozwalają się nudzić, a przynajmniej jak do tej pory.

Szczerze polecam wszystkim, którzy lubują się w fantastyce tak jak ja. Nie zawiedziecie się, a sam – po uporaniu się z kanonem fantasy – prawdopodobnie sięgnę po więcej książek Zelaznego, bo jak do tej pory mam same miłe odczucia związane z tym autorem.

Tymczasem dalej pnę się w górę skali, którą przygotował Sapkowski, bo jak na razie dalej jestem Laikiem (jeśli liczyć całe cykle jako jedna pozycja, a tak to chyba wygląda, niestety).

I jeszcze raz: za tydzień “Ręka Oberona” i “Dworce Chaosu”. Do przeczytania!

Autor | Robert Plesowicz

 


WCZEŚNIEJSZE RECENZJE: