- REKLAMA -

Są potężne, nieustraszone, przebiegłe, a odwagą dorównują mitologicznym herosom. Ludzie stojący za superprodukcjami z kręgu science fiction postawili na kobiety i zdaje się, że była to trafiona decyzja.

Na początku przyszłego roku na ekrany kin wejdą dwie produkcje Marvela: „Captain Marvel” oraz kolejna część franczyzy o mutantach związanych ze szkołą profesora Xaviera, „X-Men: Mroczna Phoenix”. Chyba pierwszy raz w historii pojawią się po sobie aż dwa filmy o superbohaterkach. Bo przez wiele lat mutantki czy superbohaterki stanowiły raczej tło dla działań swoich kolegów po fachu, a rysownicy bardziej przejmowali się tym, by miały wybujałe kształty, niż by nadać ich postaciom jakiś ciekawy rys charakterologiczny. Jednak rok po roku, film po filmie, kobiece bohaterki nie tylko dorównały swoim męskim partnerom, ale w wielu przypadkach zdecydowanie ich przewyższyły.

Już ewolucja postaci Storm i Jane Grey z serii „X-Men” pokazuje, że słodkie, niepewne siebie kobietki stały się przeżytkiem. W cyklu nakręconym przez Bryana Singera, gdzie w rolę Jane wcielała się Fame Janssen, bohaterka daje się łatwo kontrolować, jest niepewna swoich mocy. Nawet w zagmatwanej relacji pomiędzy nią, Wolverinem i Cyklopem, jest praktycznie bezwolna. Podobnie Storm – blondwłosa piękność, która niemal przeprasza za to, że nie jest zwyczajna. Wszystko zmieniło się wraz z nowym cyklem zapoczątkowanym obrazem „X-Men: Pierwsza klasa”. Bohaterki raptem nabrały wigoru, polotu i pewności siebie, a przede wszystkim stały się postaciami pierwszoplanowymi.

Ale to cykl zbudowany wokół Avengersów najlepiej pokazał ewolucję postaci kobiecych. Czarna Wdowa z drugiej części „Iron Mana” to słodka lala, dobrze wytrenowana, ale chętniej używająca swojego seksapilu niż umiejętności walki. Jednak z każdym kolejnym filmem staje się coraz bardziej wyrazista, by w „Captain America: Wojna bohaterów” pokazać niezłomny charakter i prawdziwą klasę. Żałuję, że Marvel wciąż zwleka z nakręceniem obrazu zbudowanego wokół agentki Romanow. Jednak moją ulubioną kobiecą postacią z uniwersum Marvela jest Okoye, strażniczka z filmu „Czarna pantera”. Zakochałam się w tej postaci w momencie, w którym pierwszy raz zobaczyłam na ekranie ogoloną do zera piękną Danai Gurirę. Okoye jest znakomicie wyszkolona, silna, mądra, uczciwa i nieustraszona. Moment, w którym staje do walki z W’Kabi, dowódcą armii Wakandy, a prywatnie jej partnerem, powoduje, że ciarki przebiegają mi po plecach. Tak właśnie powinna zachowywać się silna kobieta i takim uznaniem powinna się cieszyć.

Również naładowany testosteronem cykl zbudowany wokół postaci Thora zyskał wyjątkową bohaterkę. Valkiria jest równorzędną partnerką boga piorunów, a nie dzierlatką zadającą zrozpaczonym głosem pytanie: i co teraz zrobimy. Zresztą to sam Thor w obrazie Ragnarok najlepiej podsumował to, co dzieje się w świecie superbohaterów: – Płeć piękna absolutnie powinna formować elitarne jednostki wojskowe. Im więcej, tym lepiej.

Podzielam to zdanie.

 


Autorka: Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka