Rut Lichnerova: Trzymamy kciuki za polską poezję [WYWIAD]

– Znamy polskich klasyków. Mój brat na przykład, kiedy miał dziesięć lat, chyba z cztery razy pod rząd przeczytał “Krzyżaków” Sienkiewicza – mówi Justynie Surmie Rút Lichnerová, który była gościem Miesiąca Spotkań Autorskich we Wrocławiu.

*

Na stronie MSA, w krótkiej notatce prezentującej Pani osobę, czytamy: Cechuje ją silna przynależność do konkretnego miejsca: Dolný Kubín, Banská Štiavnica. Co wpływa na to przywiązanie, czym ten region Panią szczególnie inspiruje?

RÚT LICHNEROVÁ: – W moich utworach pojawia się zarówno region Banská Štiavnica, jak też region Orawy, ponieważ właśnie tam, dokładnie w Dolnym Kubinie, dorastałam. Tym, co czyni to miejsce wyjątkowym, jest fakt, że praktycznie w co drugim domu mieszkał tam jakiś wybitny pisarz. Najwybitniejszy słowacki poeta, o którego utwory zawsze pyta się na maturze, Pavol Országh Hviezdoslav, praktycznie mieszkał trzy domy dalej niż ja. Jeden z najlepszych – według mnie – prozaików słowackich, Ján Johanides, pisał właśnie o Orawie, często odwiedzał nas w domu, ponieważ mój tato był lekarzem, (leczył też rodziców Johanidesa) ale też z tego względu, że moja mama była pisarką, więc przychodził do niej tak jakby do starszej koleżanki po fachu, prosił ją o rady i prowadził z nią literackie debaty. Czyli właściwie moja mama była pierwsza, Jan Johanides był drugi, a ja jestem trzecia.

Istnieje przekonanie, że w życiu każdego człowieka, jest kilka zdań, które przez lata ciągle na nowo do niego powracają. Czy takie zdanie odnalazła Pani może w utworach wspomnianych przed momentem autorów? Czy w ogóle trafiła Pani w swoim życiu na takie zdania, słowa, które zaważyły na Pani dzisiejszej postawie wobec świata, na twórczości?

RÚT LICHNEROVÁ: – Każda moja powieść jest inna, i każda w inny sposób reaguje na problem, który mnie zaniepokoił. Najpierw stawia pytanie, a później jakby przynosi na nie odpowiedzi. Do napisania ostatniej powieści „Hostina” skłoniły mnie rozważania na temat zagadnień „posiadania” i bycia, to o czym pisał Fromm – „mieć” albo „być”, ale też przemyślenia o miłości, o tym, czy można w niej odnaleźć odpowiedź na pytanie o problem ludzkiego jestestwa. Stąd już było blisko do przemyśleń o potrzebie posiadania bliskiego człowieka i o związku, który nie niszczy, ale pozwala na wzrost. Chociaż się to w tekście przejawia poprzez paradoksy i tęsknota za miłością prowadzi do tragicznego końca, to każdy moment ma swoje znaczenie. Ważne jest to, co jest tu i teraz. Los nie jest nieunikniony. Jeśli się łączy z wyobrażeniem niekończącego się szczęścia w przyszłości, jest utopijnym snem. Jeśli łączy się z upadkiem, destrukcją, wtedy może zaktywizować uczucia wrażliwości i wnikliwości, może ujawnić się odwaga niosąca ze sobą odpowiedzialność. W tym odnajduję sens pisania książek, jakimi są moje powieści, we wskazywaniu na problemy oraz na ożywianiu wrażliwości i wnikliwości, w „bojaźni i drżeniu” Kierkegaarda.

W jednej z Pani książek pojawia się motyw syna dźwigającego na plecach własnego ojca. Ten obraz “dźwigania” odnajdziemy w prozie wielu innych pisarzy. W literaturze polskiej spotykamy go między innymi u Joanny Bator, gdzie pojawia się motyw córki wdrapującej się po schodach i taszczącej na plecach matkę.

RÚT LICHNEROVÁ: – Ale to zupełnie niezależnie od siebie powstało… To jakoś chyba się przez powietrze rozchodzi. (śmiech) Możemy się co najwyżej zastanowić kto i kiedy te książki pisał. Dla mnie taki sposób rozumowania jest zupełnie nieistotny. Moje powieści są pisane jako długi ciąg obrazów czy następujących po sobie epizodów. Możemy je postrzegać jako polifoniczną kompozycję, ale jest to tylko jedno z możliwych podejść. Nazwałabym je „horyzontalnym”, które nas prowadzi od początku książki ku jej końcowi. Aczkolwiek znajdziemy tu również odgałęzienia, które wkraczają do otchłani ludzkiej duszy i do głębin naszej kulturowo-historycznej przestrzeni.  To od czytelnika zależy jaką przeczyta książkę. Cieszy mnie, że powieść „Hostina” jest czytana, że niektórzy czytelnicy ją pochłaniają w dwa wieczory, a inni pozostawiają sobie ją do przeczytania łyk po łyku przez długie dni.

Oczywiście, zmierzam jednak w tym pytaniu do czegoś innego, mianowicie zastanawia mnie, czy ta powtarzalność motywu “dźwigania” u wielu pisarzy, nie ma związku z ciężarami, które każdy z nich zrzuca z siebie pisząc. Być może, u niektórych z nich,  jest to sposób na pozbycie się wewnętrznych leków bądź traum z przeszłości?

RÚT LICHNEROVÁ: – Tak, właściwie ja już to zrobiłam. Z pewnością są takie motywy, które pojawiają się ponownie. Jedna z moich wcześniejszych powieści, “Ślepa ryba”, taka postmodernistyczna proza, poruszała temat mojej traumy z dzieciństwa, a dotyczyło to mojego ojca, lekarza, którego system komunistyczny zamknął w więzieniu. I to była podstawa dla tej powieści, to jest temat, który do mnie wraca, temat ludzi, którzy z racji tego, że byli inteligentami, byli prześladowani przez system. Na szczęście mogę powiedzieć, że w mojej twórczości pojawiają się też weselsze motywy, chociażby w poemacie “Rzeka”, gdzie pojawia się temat dzikiego genu wolności, genu odrzucenia konformizmu i genu wewnętrznej swobody, seksualności, radości płynącej z życia, witalności. Podobnie w opowiadaniu “Miłość to jabłuszko” pojawia się postać dziewczynki Liliany, która rozbiera się do naga w ogrodzie i gania za żabami. Kiedy teraz się nad tym zastanawiam to dochodzę do wniosku, że sporo takich bohaterów można spotkać na kartach moich książek.

Współpracuje Pani z Radiem Słowackim. Na czym ta współpraca polega?

RÚT LICHNEROVÁ: – Wszystkie opowiadania, które napisałam Radio Słowackie wyemitowało. Podobnie w przypadku powieści czytanych w odcinkach. Przez cały tydzień, po pół godziny czytana jest książka i tak właśnie została przeczytana “Hostina”, “Anna Regina”, “Reka”. Ale nie były to ani słuchowiska, ani rzeczy pisane dla radia. Współpracowałam też z Radiem w trochę inny sposób, w szczególnie trudnym momencie mojego życia, kiedy po śmierci mojego męża zaproponowano mi program radiowy, który nosił tytuł: “Fragmenty z historii regionalnej”. Dostałam 30 minut czasu antenowego w tygodniu, gdzie właściwie mogłam pisać co mi się żywnie podobało. Program składał się z 4 fragmentów; to bardzo pomogło mi się zanurzyć w historii regionów, skupić myśli na czymś innym, wspaniale wpłynęło na moją psychikę. Koniec końców te informacje historyczne znalazły się w mojej powieści “Hostina”, ponieważ miałam to już po prostu w głowie.

Czy kiedykolwiek spotkała się Pani z przejawami traktowania kobiet piszących inaczej niż piszących mężczyzn?

RÚT LICHNEROVÁ: – Na szczęście nie był to nigdy mój przypadek. Nigdy nie zostałam zaklasyfikowana jako autorka literatury kobiecej i zawsze byłam traktowana na równi z moimi piszącymi kolegami.

Wiem, że niedawno poznawała Pani bliżej miasto Smoka Wawelskiego. Proszę opowiedzieć o czasie spędzonym w Krakowie.

RÚT LICHNEROVÁ: – To był bardzo intensywny czas. Sześć tygodni pełnych spotkań na Uniwersytecie Jagiellońskim, czy w ramach międzynarodowego programu “Crowde”, w którym jeździliśmy minibusem po szkołach, plebaniach, wsiach, małych miejscowościach, gdzie głównym zadaniem była popularyzacja czytelnictwa ale też i dzieł pisarzy, którzy jechali tym busem. Jestem bardzo dumna, że w ramach Grupy Wyszehradzkiej mogłam występować razem z tymi autorami. Teraz pracuję nad esejami o wybitnych jednostkach, z którymi spotkałam się w swoim życiu, takimi jak Jan Johanides, czy bardzo znany słowacki pisarz – Ivan Kadlečík. Na pewno znajdą się tam eseje o ludziach z Krakowa i to nie tylko pisarzach, ale również plastykach. Zachwyciła mnie między innymi wystawa Ewy Kuryluk zatytułowana “Nie śnij o miłości”.

Na ile znani i czytani są polscy pisarze na Słowacji?

RÚT LICHNEROVÁ: – Znamy polskich klasyków. Mój brat na przykład, kiedy miał dziesięć lat, chyba z cztery razy pod rząd przeczytał “Krzyżaków” Sienkiewicza – w ogóle się nie zatrzymując, od ostatniej strony wracał do pierwszej i jeszcze raz, i jeszcze raz. Nałkowska była czytana kiedyś. Teraz Janusz Wiśniewski i jego “Samotność w sieci”, Olga Tokarczuk… Przede wszystkim jednak trzymamy kciuki za polską poezję, która jest fantastyczna, bardzo wielu autorów, nawet nie mogę teraz wymienić jakichś konkretnych, żeby nie było tak, że o kimś nie wspomnę. Zazdroszczę Państwu, bo właśnie widziałam w jednej z wrocławskich księgarni “Dzieła zebrane” Czesława Miłosza. U nas jeśli wejdzie się nawet do dużej księgarni, to tam półki z poezją są maleńkie, mamy bardzo niskie nakłady tomików poetyckich. Osobiście dostaje je zazwyczaj od samych autorów, którzy często za własne honorarium kupują własne książki i rozdają je. Zresztą ja też to kiedyś robiłam. Ale moja powieść “Hostina” sprzedaje się dobrze. To było pewne zaskoczenie, bo na pierwszy rzut oka może się ona wydawać trudna w odbiorze, przez swoją niekonwencjonalną formę. Jak już ktoś ją dostanie, to zazwyczaj podaje dalej i proszą mnie czytelnicy żebym pisała więcej. Raz nawet odbyło się nietypowe spotkanie autorskie w domku letniskowym mojej przyjaciółki, która wykłada na Wyższej Szkole Ekonomicznej w Pradze, profesor Eleny Trulíkovej. Zupełnie niespodziewanie powstał tam jakiś fun-club, ludzie nie chcieli mnie wypuścić…

Bohaterowie Pani utworów, przez krytyków są określani jako uparci, konsekwentnie dążący do odnalezienia siebie i swojego miejsca na świecie,  i starają się być wierni własnym wyobrażeniom o człowieku.

RÚT LICHNEROVÁ: – Z moimi bohaterami to bywa jednak różnie. Przykładowo Kora z “Hostiny”, jest przeciwieństwem, pozwala zabrać sobie tę wewnętrzną integralność i jest bardzo uległa.

Grek Zorba stwierdza w pewnym momencie, że kobiety to istoty, które z natury nie chcą być wolne. Zastanawiam się zawsze na ile to nie jest jednak zdanie podyktowane przez utarte schematy patriarchalne…

RÚT LICHNEROVÁ: – Tak, to generalizowanie…

Z jednej strony generalizowanie, ale czy nie jest trochę tak, że uwarunkowania społeczne sprawiają, że wiele kobiet przyjmuje dziś tę bierną postawę?

RÚT LICHNEROVÁ: – To jest uwarunkowanie historyczne, że rola kobiety jest inna, i to myślenie kobiety jest inne po prostu, niż myślenie i rola mężczyzny.

Czy lubi Pani spotkania z czytelnikami? Czy któreś z nich szczególnie zapadło Pani w pamięć?

RÚT LICHNEROVÁ: – “Hostina” wzbudziła bardzo duże zainteresowanie, więc zaproszeń na podobne spotkania, jak to,  było bardzo dużo. Na przykład zaproszono mnie na uczelnię w Koszycach. To była Katedra Etyki i to spotkanie było bardzo owocne. Wtedy sobie powiedziałam: żeby rozmawiać o książkach, to trzeba chodzić na Uniwersytety i tam dyskutować! Ale potem pojechałam do wsi Kozárovce i tam sobie powiedziałam: trzeba także jeździć po wsiach i tam trzeba rozmawiać z czytelnikami! A potem byliśmy z Milanem Richterem przewodniczącym naszego Klubu Niezależnych Pisarzy w Sztokholmie na prezentacji z Per Olov Enquist, bardzo znanym dramatopisarzem i prozaikiem,  być może niektórzy kojarzą go z filmu, będącego ekranizacją jego dzieła Návšteva, o lekarzu duńskiego króla, który przejął władzę i przeprowadzał reformy w Danii jeszcze przed Rewolucją Francuską – ciekawy temat historyczny – i wtedy sobie pomyślałam, że trzeba się spotykać z pisarzami z innych krajów, by rozmawiać o literaturze. Ale na koniec zawsze sobie myślę, że trzeba też potrafić wrócić po tym całym chwilowym zamieszaniu wokół mojej literatury do domu i tam siedzieć cicho.

Rozmawiała | Justyna Surma

  • Zdjęcie | materiały prasowe MSA / fot. Rafał Komorowski