Sabina Misakiewicz: Mili starsi państwo [FELIETON]

Pracuję i piję kawę w BarBarze. Myślę o temacie, na ten felieton. Plan wywraca się do góry nogami, kiedy zaczynam skupiać się na dobiegającym do mnie mocnym głosie. Stolik obok mili starsi państwo rozmawiają o swoich rodzinach, życiu i poglądach. Pan opowiada, jak bardzo mu przeszkadzają „wszyscy inni” w NASZYM KRAJU. Pani o synu, który ma za dziewczynę „Czarną” i  że ona nie wyobraża sobie, jakby tamta tu miała zamieszkać. 

Rozmowa jest na tyle głośna, że odrywa mnie od pracy. A oto jej fragment. 

 „Moja generacja jest już stara ale teraz się odradza w tych, którzy kochają nasz kraj, tych co na pochód przyszli. Wszystko było dobrze z gejami, póki siedzieli cicho i się nie uzewnętrzniali ze swoimi zboczeniami. JA TO ZNAŁEM TAKIEGO ŚWIETNEGO AKTORA PRZEGRODZKIEGO I WSZYSCY WIEDZIELI ŻE BYŁ GEJ, ALE SIEDZIAŁ CICHO. A teraz się w głowach poprzewracało temu gejostwu. No i tym uchodźcom. Przyjeżdżają tu i myślą, że mogą chodzić w tych chustach, w domu niech sobie u siebie chodzą, a nie tu. Zdaje im się, że są panami, w nie swoim kraju. A jak byłem w ich kraju, bo pracowałem w Emiratach, to nawet w pysk nie mogłem takiemu arabusowi dać, co to wpychał się przede mnie do kolejki, bo on był u siebie. Teraz są u nas i też przestrzegają swojego prawa zamiast naszego. Naszego niech przestrzegają, a jak nie to wracać do swojej wioski. Całe szczęście, że niedługo ci nasi młodzi zrobią z tym towarzystwem porządek”. I tak dalej…
Jestem przerażona, bezsilna. Nie wiem czy zareagować czy siedzieć cicho. W rezultacie otwieram komputer i piszę. Piszę i słucham i nagrywam resztę rozmowy. Przekaz jest paraliżujący. Przed oczami mam sceny z trzeciego sezonu Black Mirror, odcinek pt. „Men Against Fire”. Wyreżyserowany przez Belga  Jakoba Verbruggena epizod opowiada o żołnierzu z amerykańskiej jednostki, która ma misję rozprawić się z tzw. GNIDAMI, potworami przypominającymi wampiro-zombi atakującymi miejscową ludność w jakimś wschodnioeuropejskim kraju. Ciąg zdarzeń jednoznacznie daje skojarzenie z sytuacją eksterminacji Żydów w czasie II Wojny Światowej. Black Mirorowe „gnidy” ukrywają się w zakamarkach domów, opuszczonych blokowiskach czy pod ziemią. Walczą jednak o możliwość życia. Mają tajną broń na żołnierzy, która niszczy wszczepianą w ich mózgi maskę zakłamującą rzeczywistość.  Przerażająca wizja przyszłości gdzie władza dąży do czystości krwi, bez chorób i niedoskonałości. Skazując na śmierć słabe jednostki. Mordując  bez wyrzutów sumienia rękami otumanionych żołnierzy. Polecam, jako przestrogę, metaforę  przed tym, co nadciąga, co coraz silniej rozpycha się ze swoimi kalekimi wizjami.   

Próbuję znów słuchać pana z sąsiedniego stolika,  opowiada o czasach kiedy uciekał ze Lwowa z mamą i małą siostrą. I o tym, jak nie ma litości dla ukraińskiego narodu, który mordował i palił i gwałcił. Towarzysząca mu kobieta mówi, że to nieładnie, że nie toleruje ludzi, którzy coraz liczniej przybywają do Wrocławia. Przecież on sam też tu przyjechał z tamtych stron. Mam prawo – ucina jednym zdaniem i wraca do opowieści o stowarzyszeniu Lwowiaków, które bardzo prężnie działa na Szczepinie. I on się tam czuje wśród swoich.


Autor: Sabina Misakiewicz