Sabina Misakiewicz: Bardzo drogi czas antenowy „Bardzo drogiego koncertu z okazji…”

Kiedy tuż po Gali 35. Przeglądu Piosenki Aktorskiej pisałam o niej felieton byłam przekonana, że lada dzień zobaczę ją raz jeszcze. W telewizji. Bo skoro można było zobaczyć „Total Niemen, czyli o czym trąbodzwonisz”, to dlaczego nie galę? I zachodziłam w głowę, kiedy nasza telewizja kochana ją wyemituje.

Stało się. Nareszcie doczekałam się i ja, i gro innych zainteresowanych. Najbardziej zainteresowani byli Ci, którzy w niej wystąpili. Chcieli popatrzeć na siebie z tej drugiej strony. Z innej perspektywy. Jednak niektórzy chyba nie są zbyt zadowoleni z tego, co zobaczyli po dziesięciu miesiącach oczekiwania. Muszę przyznać, że i ja jestem nieco rozczarowana. Pierwsze moje rozczarowanie dotyczy godziny emisji. Telewizja publiczna mimo swojej misyjności do krzewienia kultury w narodzie, wartościowe programy, filmy czy wydarzenia spycha na sam dół ramówki. Bezwartościowy chłam leci w najlepszym czasie antenowym. Bo, po co uczyć młode pokolenia, że nawet oglądając telewizję trzeba czasem ruszyć zwojami mózgowymi? Telewizja dla ludzi inteligentnych zaczyna się około północy. Bo inteligent, to taka krasa krowa, która jak jej zależy, to będzie oczy zapałkami podpierać, żeby obejrzeć coś wartego uwagi. Moje drugie rozczarowanie dotyczy wycięcia ze spektaklu kilu ważnych dla całości wątków i historii ludzkich oraz, o ile się nie mylę sześciu piosenek. Porównując galę, tę z teatru do tej z telewizji, mam wrażenie, że ktoś Dudzie-Gracz spartolił spektakl. Widzowie, którzy tego nie wiedzą, mogą jej mieć coś do zarzucenia, choćby chaos w przedstawianiu losów poszczególnych bohaterów. Niestety ci, którzy zasiedli przed telewizorami nie poznali fantastycznego wykonania piosenki ”Obywatelu, zostań tatą” w interpretacji Elżbiety Kłosińskiej, która miała miejsce na porodówce, bo scena ta została wycięta. Nie zobaczyli też songu Pana Łaty – Adriana Kący, bo jego wątek też usunięto. Nie było piosenki Pana Zajączka Tomasza Leszczyńskiego. Wykonanie „Papierowego księżyca” Agnieszki Oryńskiej-Lesickiej, jak i cała jej historia powiązana z gangsterem osiedlowym Mikołajem Woubishetem również zniknęła w czeluściach montażowni. Nie było też kilku innych scen i piosenek. To, co zobaczyli widzowie, zdecydowanie różni się od oryginału. Ktoś, kto zajął się montażem zdecydował, że materiał z gali oprze na znanych z seriali, z pierwszych stron gazet, twarzach. I to jest moje trzecie rozczarowanie. Serce by mi pękło i szlag by mnie trafił, gdyby tak mi ktoś wyciął połowę tekstu z mojego felietonu.

Widać nawet po godzinie 23. w telewizji misyjnej czas antenowy jest bardzo drogi. A może zwyczajnie nie warto szerszej publiczności pokazywać, jak Duda-Gracz bezlitośnie przedstawia obraz degeneracji życia społecznego. Wytyka palcem maniaków religijności, świętszych niż sam papież i otumaniony propagandą naród, niedbający o swój własny los. Widać misja telewizji jest zupełnie inna, niż otwieranie społeczeństwu oczu. A szkoda.

Autor | Sabina Misakiewicz

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRadosław Sikora: Zielona Mila
Następny artykułJacek Antczak: Libacja na skwerku #9
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.