Bardzo chciałam zrobić sobie detoks od szmatławych wiadomości o pewnym panu dziennikarzu, jego rzekomych upodobaniach do kobiet i narkotyków. Od mobbingu i molestowań w zakładach pracy i od pokazywania cycków dla chęci awansowania. Ten szlam wylewający się z niemal każdego otwartego okna w przeglądarce napawa mnie obrzydzeniem. Dla odmiany szukałam więc jakichś mądrych słów… choćby zdania, które zostawi we mnie wyraźny ślad. 

Nie udało się, choć przeczytałam kilka ciekawych artykułów w prasie papierowej i w sieci. Czytałam o szczęściu i głupocie w ujęciu Dubravki Ugrešić; o życiu na walizkach Katarzyny Jungowskiej – reżyserki debiutującej filmem „Piąte: Nie odchodź”; o urodzinach najpiękniejszej i najmłodszej duchem wśród polskich aktorek, choć stuletniej Danuty Szaflarskiej; ale też i o Sashy Grey królowej porno specjalizującej się w seksie analnym i poniżaniu. Każdy miał w sobie coś innego. Każdy ważny był pod zupełnie innym aspektem. Ale który z artykułów przeze mnie przeczytanych byłby najwyżej punktowanym wśród mieszkańców np.: Mszany Dolnej, Lublina, Grajewa, Olsztyna, a który przez mieszkańców Szczecina, Wrocławia, czy Rzeszowa. Zastanawia mnie, czy top popularności zdobyłaby Sasha Grey czy Danuta Szaflarska? Biorąc pod uwagę fakt, że nazwisko Ugrešić może być znane małemu odsetkowi ludzi, a Jungowskiej kojarzyć jedynie z siostrą Bożenką z „Na dobre i na złe”. I przychodzą mi do głowy komentarze, na które wpadłam po przeczytaniu niektórych z wymienionych artykułów: Co to już nie ma lepszych tematów? Czy już całkiem dziennikarzyny straciły pomysły? Co kogo obchodzi stara baba? A czy ta Sasha to na pewno już przestała robić loda przed kamerą? No i nie rozpisując się zbytnio stwierdzam, że interesujących tematów jest tyle ile odbiorców, i nigdy wszystkim na raz się nie dogodzi. O czym więc pisać drogi czytelniku byś był zadowolony? By trafić w gust i pana Kazia z Mszany, i pani Krysi z Rzeszowa, bizneswomen ze Szczecina, aktorki z Wrocławia i wiolonczelistki z Olsztyna. Jak więc pisać? O czym? Przypomina mi się jedna z rozmów z moim wujkiem, wieloletnim redaktorem naczelnym dużej krakowskiej gazety. Zwykł do mnie mawiać: Sroka, jak ty się będziesz dużo przyglądać, to i się dużo nauczysz. I tak się przyglądam i nauczyłam się, że nie ma recepty na ważność. Temat czasem niezwykle interesujący znika w otchłani pseudointelektualnego bełkotu i taniej sensacji. Wprawdzie nie jestem Nadią Comaneci polskiej felietonistyki, ale myślę sobie, że wystarczy nie kłamać. Nie grzebać nikomu w śmieciach i nie szukać pomysłów w szambie. Myślę, że wszyscy ludzie bez względu na miejsce zamieszkania zawsze zatrzymają się nad prawdą. Wierzę w to… a może znów naiwnie chciałabym w to wierzyć. Niestety wciąż nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że ktoś może wybrać zatrzymanie się nad szambem. Bo to widok nieszczególnie ciekawy, a i w mózgu od fetoru potrafi się czasem pomieszać.

Autor | Sabina Misakiewicz