Sabina Misakiewicz: Improwizacje #4

W teatrze widziałam już chyba wszystko. Mam na myśli krew, śmierć, nagość czy rozsławione już hamburgery z Golgoty Picnik, które całkowicie pokrywały scenę.

Do minionego poniedziałku jednak nie widziałam w teatrze tyle siana, co na Scenie Cisnień w Capitolu. Szopka na sto dwa! Jednak w niej zamiast świętej rodziny dokazywał Osioł, Pies, Ślimak i Świnia. I muzyk. I wypchana kura.

Pomysłem na kwietniowe Improwizacje Duda-Gracz zaskoczyła wszystkich. I artystów i widzów. Artyści nie spodziewali się, że przyjdzie im wcielać się w postaci zwierząt, a w widzowie? No cóż, Ci chyba jednak byli bardziej przygotowani. Choć niektórzy nie znieśli takiej dawki zabawy konwencją, jaką jest improwizacja. Słabe nerwy nie pozwoliły im zostać do końca. Zwyczajnie wstali i poszli do domu. Może liczyli na Wielką Improwizację?

Połączenie pięciu różnych osobowości, pięciu temperamentów musiało skończyć się performensem, jakiego mury Capitolu jeszcze nie widziały. Ogromna wyobraźnia improwizujących aktorów wzięła górę nad wszelkimi  konwenansami. Czterem aktorom  towarzyszył muzyk Paweł Romańczuk. Na przedziwnym instrumentarium wydawał ptasio-zwierzęce dźwięki a wesoła gromadka hasała w sianie. Aktorzy prezentowali zupełnie odmienne typy charakterologiczne. Najbardziej wycofany i stateczny był Osioł (Ireneusz Czop). Właściwie nie opuszczał swojego bezpiecznego miejsca. Był niczym filar. Nieporuszony. Jakby w ogóle niezainteresowany. Ożywał, gdy Ślimakowi (Sebastian Pawlak) odbijała korba lub gdy kurze dokuczał Pies. Pies-(Stefan Pawłowski) wdzięcznie łasił się, podskakiwał i nadskakiwał. A to Świni, a to Osłu, a to Ślimakowi. Bardzo wziął sobie do serca wskazówkę z listu otrzymanego od Dudy-Gracz niespełna godzinę przed wejściem na scenę, która brzmiała: Jestem lizusem i chuj! Taki właśnie był. Słodki, mały lizus. O ile Osioł i Pies byli dość małomówni, o tyle Świni (Maciej Maciejewski) ryjek się nie zamykał. Świnia miał na wszystko rozwiązanie, ciętą ripostę na pstryknięcie palcami. Nawet piłkę potrafił zrobić z …ziemniaków, które jak to Świnia miał na przegryzkę. Gwiazdą w tym stogu jednak był Ślimak. Jak już coś wymyślił, to z pełna parą. Rozebrać się do bokserek? Czemu nie! Napchać w gacie siana? Jak najbardziej! Owinąć taśmą izolacyjną? Jeśli Peszek mógł się splątać, to czemu nie Ślimak! Tak naprawdę, to niełatwo to wszystko opowiedzieć. To trzeba było zobaczyć. Poziom absurdu sytuacji powalał na glebę.  Wszystkiemu stworzeniu towarzyszyła muzyka zupełnie jak z wiejskie zagrody. Przeszkadzała nieco zagłuszając krótkie dialogi zwierzyńca. I jak to w teatrze były wzloty i upadki, ale też szczere brawa i zawiedzione westchnienia, kiedy zgasło światło. I tyle. Nic więcej nie powiem. Zapraszam za  miesiąc.  Emocje gwarantowane.

Autor | Sabina Misakiewicz
Zdjęcia | Marek Maziarz / BTW photographers